W ramach 8. kolejki Ekstraklasy Legia Warszawa zremisowała z Widzewem Łódź 1-1. Wynik meczu został ustalony już przed przerwą poprzez bramkę Rafała Augustyniaka i samobójcze trafienie Kamila Piątkowskiego. Derbowe spotkanie stało na naprawdę dużej intensywności, gra toczyła się od bramki do bramki, a drużyny tworzyły sobie wiele okazji strzeleckich. Szczególnie legioniści emanowali jednak dużą nieskutecznością, która nie pozwoliła im przechylić wyniku na swoją stronę.
Trener Marek Papszun postawił na sprawdzoną w ostatnim, zwycięskim meczu z Motorem Lublin wyjściową "jedenastkę". Szkoleniowiec Legii dokonał w niej zaledwie dwóch zmian. Do składu po lekkim urazie i nieobecności w dwóch starciach w Lublinie wrócił Paweł Wszołek. Do linii obrony powrócił także Robert Deziel Jr. W ataku trener Papszun zdecydował się ponownie na opcję z dwoma zawodnikami na pozycji nr. 10 w postaci Mateusza Szczepaniaka i Michala Ševčíka. Jako napastnik kolejną szansę otrzymał natomiast Jan Kuchta.
Trybuny przy Łazienkowskiej od początku meczu w zmożonym rytmie i tonie pobudzały piłkarzy Legii do walki o każdą piłkę. Warszawiacy rzeczywiście weszli w to spotkanie z dużym zaangażowaniem i chęcią dominacji. Potrafili długimi momentami zepchnąć Widzew nisko we własne pole karne i próbowali przebić się na nie poprzez boczne strefy, choć często nieskutecznie. Bez piłki również wysoko naciskali łodzian w pressingu, narzucając naprawdę wysokie tempo. Z minuty na minutę jednak intensywność tego spotkania zaczynała spadać. Legioniści dochodzili do kilku okazji strzeleckich z dystansu, jednak za każdym razem nie potrafili dokładnie trafić w piłkę i kiksowali.
Na pierwszy celny strzał przyszło czekać do 19. minuty, jednak z idealnym efektem. Gracze Legii rozegrali na krótko rzut wolny na 25. metrze, piłkę do uderzenia poprawił sobie Rafał Augustyniak, uderzył ile sił i choć w środek bramki, to na tyle mocno, by przełamać ręce niepewnie interweniującego Bartłomieja Drągowskiego i wyprowadzając zespół na prowadzenie. Radość Legii nie trwała jednak długo. Już dwie minuty później goście wyprowadzili akcję prawą stroną, dośrodkowanie na bliższy słupek posłał Mariusz Fornalczyk, a tam w ostatnim momencie przed obrońców wskoczył Karol Świderski, który nie trafił w futbolówkę, lecz zmylił interweniującego Kamila Piątkowskiego, a piłka odbiła się od jego nogi na tyle niefortunnie, że wpadła do własnej bramki.
Po niemal półgodzinie gry gracze Widzewa mieli szansę, by wyjść przy Łazienkowskiej na prowadzenie. Zagrożenie ponownie wykreował Fornalczyk, który po prostopadłym podaniu popędził lewą stroną i przytomnie zgrał piłkę do tyłu w głąb pola karnego idealnie do zupełnie niepilnowanego Frana Alvareza, ale Hiszpan technicznym strzałem uderzył jedynie w słupek. W 32. minucie legioniści chcieli się odgryźć, trochę wolnego miejsca przed polem karnym znalazł Bartosz Kapustka, jednak jego uderzenie w woleju minęło światło bramki. Po chwili świetną akcję zmarnował Kuchta, co jednak doprowadziło do rzutu rożnego. Dośrodkowanie na bliższy słupek ze stałego fragmentu gry mógł wykorzystać Augustyniak, który wyskoczył najwyżej w polu karnym Widzewa, ale jego uderzenie głową powędrowało jedynie w górne obramowanie bramki gości.
Wydawało się, że spotkanie znów zaczęło nabierać dużej intensywności. W 34. minucie błąd w rozegraniu popełnił Deziel Jr., który strzałem z dystansu mógł wykorzystać Emil Kornvig, lecz pomocnik trafił prosto w interweniującego Otto Hindricha. Strzałem sprzed pola karnego parę chwil później odpowiedział również Szczepaniak, ale został zablokowany. Ostatecznie więc obu drużynom nie udało się już do końca pierwszej połowy zagrozić bramkom swoich przeciwników i na przerwę schodziły z remisiem i sporym niedosytem.
fot. Maciek Gronau
Na drugą połowę obie drużyny wyszły bez roszad w składzie. Legioniści od rozpoczęcia od środka chcieli zaskoczyć widzewiaków. Świetną indywidualną akcję udało się przeprowadzić Szczepaniakowi, jednak zakończoną niedokładnym dośrodkowaniem. Jeszcze groźniej było po chwili po akcji drugą flanką. Legioniści rozmontowali obronę Widzewa i w sytuacji sam na sam znalazł się Ševčík, jednak górą z tego pojedynku wyszedł Drągowski, odbijając piłkę do boku. Na dobitkę miał jeszcze szansę dobrze ustawiony Ruben Vinagre, lecz uderzenie Portugalczyka z pierwszej piłki zablokował stojący tuż przed linią bramkową Przemysław Wiśniewski. W 50. minucie z odpowiedzią ruszyli łodzianie. Po kolejnym złym podaniu Deziela Jr. z lewej strony na pole karne wbiegł Fornalczyk, chciał zaskoczyć bramkarza Legii technicznym strzałem, lecz w ostatnim momencie wrócił pod własną bramkę Wojciech Urbański i ofiarną interwencję przeciął tor lotu piłki.
Po trzech minutach dwukrotnie szansę na gola miał Kuchta - po pierwszym górnym podaniu napastnik źle opanował piłkę i uderzał po nogach obrońcy, a chwilę później po świetnym dośrodkowaniu Piątkowskiego głową z bliskiej odległości uderzał tylko obok bramki. Goście od razu odpowiedzieli, z prawej strony pola karnego mocno uderzał Alvarez, ale świetnie w polu karnym ustawił się Augustyniak i w ostatniej chwili wybił piłkę lecącą do bramki. W 58. minucie legionistom znów udało przebić się na pole karne. Wysokie dośrodkowanie z prawej strony posłał Wszołek, jeden z widzewiaków zgrał piłkę do ustawionego na 11. metrze Ševčíka, jednak Czech koncertowo zepsuł tę fenomenalną okazję uderzając ponad bramką. W 62. minucie trener Papszun dokonał pierwszej zmiany, wprowadzając na boisko Rafała Adamskiego w miejsce Szczepaniaka, a Legia powrócił do formacji z dwoma napastnikami. Nieco ponad 10 minut później na murawie pojawili się także Damian Szymański, Jakub Żewłakow i debiutujący w stołecznym zespole Bohdan Wjunnyk.
Mimo ofensywnych zmian w Legii, to goście lepiej weszli w ostatni kwadrans. W 76. minucie do własnej siatki po dośrodkowaniu z rzutu wolnego mógł trafić próbujący wybijać piłkę głową Wszołek, jednak od drugiego samobója w tym meczu uchronił zespół Hindrich. To jednak nie zwiastowało dobrej gry z obu stron w tym ostatnim fragmencie. Żadna z drużyn nie potrafiła stworzyć sobie nic specjalnego. W ostatnich minutach regulaminowego czasu gry w barwach Legii murawę z powodów zdrowotnych musiał jeszcze opuścić Piątkowski, który doznał urazu mięśniowego i został zmieniony przez Arkadiusza Recę. Tym razem jednak legionistom nie udało się przechylić losów meczu na swoją stronę w samej końcówce i już po raz czwarty w obecnym sezonie podzielili się punktami ze swoim rywalem. Mimo to warszawiacy po ośmiu kolejkach pozostają jedyną niepokonaną drużyna w Ekstraklasie.