Dzień po meczu Chelsea - Legia na Stamford Bridge wybraliśmy się na spotkanie League One pomiędzy Leyton Orient a Barnsley, by zobaczyć atmosferę panującą na The Matchroom Stadium. Tego samego dnia było do wyboru kilka meczów w Londynie (m.in. Chartlon Athletic czy Watford) i okolicach (np. Coventry). Uznaliśmy, że ciekawsze może się okazać spotkanie ekipy z trzeciego poziomu rozgrywkowego, która miała szansę powalczyć o baraże na zaplecze Premier League. Do których ostatecznie awansowali.
NSŚ: Leyton Orient - Barnsley
Zespół swoje domowe mecze rozgrywa na The Matchroom Stadium, choć kibice używają nazwy Brisbane Road lub Osborne Road. Obiekt może pomieścić 9271 widzów i z reguły wypełnia się w 90 procentach. Wejściówki normalne kosztują od 27 funtów - w zależności od atrakcyjności przeciwnika oraz trybuny. Do celu docieramy metrem do stacji Orient, skąd mamy 10 minut spacerkiem. Niska zabudowa w niczym nie przypomina zabudowy londyńskiej, taka jednak jest na obrzeżach miasta. Wokół widać całkiem dużo kibiców w czerwonych szalikach zmierzających w stronę stadionu. Metrem wraz z nami jechało kilku fanów Barnsley, którzy - brytyjskim zwyczajem - byli zupełnie nie niepokojeni i spokojnie pośród miejscowych przeszli pod stadion.
Większość przyjezdnych z Barnsley (miejscowości nieopodal Manchesteru, bliżej Sheffield, liczącej ok. 90 tys. mieszkańców) przyjechała jednak autokarami. Mieli do przejechania niespełna 200 mil, ok. 3,5h jazdy. Zajęli miejsca na skraju jednej z trybun prostych. Stadion składa się z czterech trybun, oczywiście budowanych osobno, bez narożników, z których jedna (Justin Edinburgh Stand) jest zdecydowanie wyższa i tam znajduje się budynek klubowy, loże (na miarę trzeciego poziomu rozgrywkowego), a także kasy biletowe czy sklep klubowy z całkiem przyzwoitym asortymentem. Na meczu można kupić programy meczowe - zarówno wydawany przez klub (3,5 funta), jak i wydawany przez kibiców. Naprawdę świetna robota, ale tak jest na wszystkich angielskich stadionach. Tylko w Polsce programy meczowe nawet w ekstraklasie są czymś unikatowym. Najbardziej pojemna trybuna to East Stand o pojemności 3636 miejsc, na której sami zajęliśmy miejsca, a która przypomina jedną z trybun na stadionie Fulham. Fajny klimat panuje na balkonach w budynkach mieszkalnych, które znajdują się w narożnikach - tam oczywiście również zbierają się kibice, niektórzy wywieszają flagi.

Przed meczem Leyton zajmował 7. lokatę w Sky Bet League One, jak oficjalnie nazywają się te rozgrywki, z trzema punktami straty do miejsca szóstego, premiowanego grą w barażach o awans. Barnsley było 11. i właściwie o nic już nie walczyło - nie groziły im ani baraże, ani spadek. Dodajmy, że Leyton na poziomie Championship nie grał od lat 90., a niedawno występował nawet w jeszcze niższej klasie rozgrywkowej. Wejście na stadion bardzo sprawne - na wszystkich rogach stoją pracownicy klubu, którzy podpowiadają, którędy najszybciej można przemieścić się do konkretnego wejścia. Kontrola bardzo powierzchowna. Nie mieliśmy żadnych problemów z wejściem z wypchanymi po brzegi plecakami. W herbie klubu znajdują się wiwerne, czyli połączenie smoka z wężem, które są jednocześnie symbolem miasta i jego związków z morzem. Jako że w herbie są dwa smoko-węże, klub posiada dwie identyczne maskotki, które paradują po murawie i zabawiają najmłodszych.

Początek spotkania zupełnie nie wskazywał na to, że ekipa Orientu jest faworytem. Mecz rozgrywany był na hybrydowej nawierzchni, która funkcjonuje tutaj drugi sezon. Trybuny znajdują się bardzo blisko boiska, co w Anglii akurat jest normą. Kiedy w 19. minucie przyjezdni prowadzili już 2-0, nie zanosiło się, by ekipa z Leyton była w stanie nawiązać jakąkolwiek rywalizację. Cieszyli się za to przyjezdni, których przyjechało około dwustu. W tym czasie trudno cokolwiek dobrego powiedzieć o atmosferze po stronie gospodarzy. Publika, lubująca się w "ochach i achach" po udanych akcjach, nie miała ku temu okazji, bowiem ich piłkarze kopali się po czołach. Przed nami kilka osób zdegustowanych poziomem nawet opuściło stadion. W przerwie mnóstwo kibiców spędzało czas na piwkowaniu, co mogą robić nieopodal kiosków cateringowych, ale nie mogą z browarami wychodzić na trybuny. Tego pilnują ochroniarze, ale kibice sami grzecznie się do tego stosują.

Orient rozkręcił się po przerwie i byliśmy świadkami naprawdę ciekawego widowiska. Najpierw gospodarze strzelili bramkę na 1-2 na początku drugiej połowy, później Barnsley odpowiedzieli trzecim trafieniem w 64. minucie. Wystarczyło 6 minut, pomiędzy 68. a 74. minutą, kiedy gracze z Leyton przycisnęli i strzelili trzy bramki, rozkręcając cały stadion naprawdę konkretnie. Gospodarze zaczęli co nieco podśpiewywać, a przede wszystkim napinać się w stronę przyjezdnych, którzy stracili dwubramkowe prowadzenie. Trzeba przyznać, że tak właśnie dzieje się na wielu stadionach w całej Anglii. Ostatecznie Leyton Orient dowiózł wygraną 4-3. Po meczu trwało świętowanie awansu, a po spotkaniu otwarte były kasy biletowe, gdzie można było nabywać wejściówki na kolejny domowy mecz ich klubu.

Ostatecznie, dzięki wygranym w trzech kolejnych kolejkach, Leyton Orient awansował na 6. miejsce i zapewnił sobie udział w barażach o awans do Championship. W nich w pierwszej rundzie mierzył się ze Stockport County i... awansował do finału, w którym zmierzył się z Charlton Athletic na stadionie Wembley, ostatecznie przegrywając to spotkanie 0:1. Przy okazji można dodać, że w lutym tego roku ekipa z Leyton grała w FA Cup z Manchesterem City, przegrywając zaledwie 1-2 - na tym meczu dla przyjezdnych przygotowano więcej miejsc, a fani z Manchesteru przybyli w 1264 osoby. Jeśli zaś chodzi o kibiców Leyton na meczach wyjazdowych, to w obecnym sezonie jeżdżą od 200 do tysiąca osób. Ich najliczniejsze wyjazdy to Peterborough United (965), Stevenage (969), Boreham Wood (859), Reading (941) czy Birmingham City (811). Jeśli chodzi zaś o derbowe mecze z obecnego sezonu, to wybrali się w 1560 osób na wyjazd na Milwall oraz w 1919 os. na Charlton Athletic. Rekordem wyjazdowym (sezonu 2024/25) jest z kolei wizyta na pucharowym meczu z Brentford (mają tam zaledwie 25 mil) - w 2867 osób.

