Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Zjawiński: Miałem oferty znacznie lepsze finansowo

poniedziałek, 20 lipca 2026 11:30
Zjawiński: Miałem oferty znacznie lepsze finansowo
Łukasz Zjawiński | fot. Woytek / Legionisci.com
Legionisci.com
WoytekLegionisci.com
13

Wraca tam, gdzie uczył się dorosłego futbolu, choć droga na Łazienkowską wiodła przez Mielec, Gdańsk, Nowy Sącz, Łódź i Polonię. Łukasz Zjawiński w wywiadzie przed startem sezonu 2026/27 opowiada o kulisach transferu do Legii Warszawa, rygorze w szatni Marka Papszuna, zagranicznych ofertach oraz pobycie w Polonii Warszawa. – Nie przyszedłem tutaj z myślą, że będę tylko opcją do głębi składu. Wszystko zależy od moich nóg – deklaruje napastnik.

Przeszedłeś przez całe szkolenie w Akademii Legii, ale debiutu w pierwszym zespole się nie doczekałeś. Teraz wracasz, żeby to naprawić. Czy miałeś w sobie żal, że nie dostałeś wtedy szansy w jedynce?
Łukasz Zjawiński:
– „Żal” to zdecydowanie za duże słowo. Na pewno na początku, gdy odchodziłem stąd do Stali Mielec, miałem to gdzieś z tyłu głowy. Nie miałem jednak do nikogo pretensji. Zawsze wymagam przede wszystkim od siebie i to do siebie miałem największe pretensje, że nie zdołałem się przebić. Wiedziałem też jednak, w jakim momencie była wtedy Legia i jak klasowi zawodnicy grali na mojej pozycji. Byli przede mną w hierarchii, dlatego musiałem szukać swojej drogi troszeczkę naokoło. Finalnie jestem tu, gdzie chciałem być.

Czy po tamtym meczu w barwach Stali Mielec przeciwko Legii, w którym trzy razy wywalczyłeś rzut karny, czułeś wyjątkową satysfakcję?
– Nie wiem, czy to była czysta satysfakcja. Ludzie, którzy mnie dobrze znają – piłkarze i trenerzy – doskonale wiedzą, że Legia zawsze miała specjalne miejsce w moim sercu. Jestem ogromnie wdzięczny temu klubowi za to, jak wiele mi dał. Nie tylko na boisku, ale też życiowo. Pomógł mi ukształtować się jako człowiekowi. Mieszkałem przecież w bursie salezjańskiej, która pełniła wtedy funkcję bursy Legii. Klub nauczył mnie bardzo wiele od najmłodszych lat. Nie da się ukryć, że tamto spotkanie w barwach Stali było dla mnie wyjątkowe. To był mój pierwszy mecz przeciwko Legii w Ekstraklasie. Prowadził nas wtedy trener Leszek Ojrzyński, który słynie z tego, że umie zmotywować zawodnika na mecz przeciwko swojemu byłemu klubowi. Ze mną było podobnie.

Łukasz Zjawiński  Michał Karbownik
Łukasz Zjawiński i MIchał Karbownik fot. Raffi / Legionisci.com

Gdy podpisywałeś kontrakt z Polonią Warszawa, było to dla Ciebie trudne jako dla wychowanka Legii? Myślałeś o tym pod kątem czy raczej podchodziłeś do tego na chłodno: „Spoko, to to samo miasto”?
– Moim priorytetem było to, żeby grać jak najwięcej. Doskonale wiedziałem, jak funkcjonuje mój organizm – najlepiej wyglądałem i strzelałem bramki wtedy, kiedy byłem w rytmie meczowym. Ostatnie dwa sezony zacząłem strzelać regularnie i w dużych ilościach, ale wcześniej, gdy te bramki wpadały sporadycznie, kluczowe były minuty na boisku. Nie patrzyłem na Polonię przez pryzmat tego, że to lokalny rywal, a ja jestem wychowankiem Legii. Nie zastanawiałem się, czy ktoś ma do mnie jakieś zatargi. Spojrzałem na to czysto sportowo, jako na kolejny etap mojej przygody z piłką – do określenia „kariera” jeszcze mi trochę brakuje (śmiech). To było dla mnie najważniejsze.

A miałeś jakieś inne opcje?
- Miałem wtedy dwie konkretne opcje w I lidze: Stal Rzeszów i Polonię Warszawa. Wybrałem Polonię ze względu na dyrektora sportowego Piotra Kosiorowskiego. Bardzo mocno o mnie walczył, do dzisiaj mamy świetny kontakt. Cały klub zresztą doskonale zrozumiał moją późniejszą decyzję i cieszę się, że to się tak ułożyło.

Czy spotkały Cię jakieś nieprzyjemności ze strony kibiców na linii Legia - Polonia?
– Od dłuższego czasu w ogóle odciąłem się od czytania komentarzy, praktycznie nie funkcjonuję w tym internetowym świecie. Wiem oczywiście, co się dzieje w piłce, ale opinie omijam szerokim łukiem. Każdy ma prawo do wolności słowa, więc w to nie wnikam. A jeśli chodzi o bezpośrednie nieprzyjemności na żywo... chyba nie było takich sytuacji. Myślę, że szybko rozwiałem wątpliwości na boisku. Początki w Polonii były ciężkie, ale z czasem zapracowałem na szacunek. Kiedy pojawiła się informacja, że prawdopodobnie przeniosę się do Legii, oczywiście wywołało to spore poruszenie. Trudno się dziwić. Z drugiej strony, gdy transfer stał się faktem, dostałem mnóstwo wiadomości prywatnych na Instagramie – to jedyne media społecznościowe, z których korzystam. Pisali, że są mi wdzięczni za to, co zrobiłem dla ich klubu. Nigdy nie ukrywałem swoich planów. Koledzy z szatni podpytywali mnie, czy odchodzę do Legii. Nie mówiłem o tym wprost, dopóki wszystko nie było dopięte, ale każdy podświadomie wiedział, że powrót tutaj to spełnienie marzeń nie tylko moich, ale każdego chłopaka, który tu dorastał.

Fredi Bobić Łukasz Zjawiński
fot. Janusz Partyka / Legia.com

W internecie faktycznie nie było widać jakiejś fali nienawiści. Kibice docenili to, że musiałeś profesjonalnie dokończyć rundę w Polonii.
– Tak, słyszałem od kolegów czy trenera, którzy śledzili internetowe fora, że część kibiców domagała się, bym nie grał w ostatnim meczu z Odrą Opole. Miałem jednak świetny kontakt z trenerem i dyrektorem sportowym. Wiedziałem, że szkoleniowiec nie ulegnie naciskom, bo sam grał w piłkę i wie, jak wygląda profesjonalne życie zawodnika. Postawił na mnie w tym ostatnim meczu, a ja mu się odpłaciłem – strzeliłem bramkę na wagę awansu do baraży. Ten odbiór mojej osoby nie był więc taki zły. A nawet gdyby był negatywny... cóż, takie jest życie.

Twoja droga powrotna do Warszawy była kręta: Mielec, Gdańsk, Nowy Sącz, Łódź i Polonia. Czy to właśnie okres spędzony przy Konwiktorskiej uważasz za ten przełomowy i najlepszy?
– To zależy pod jakim względem. Jeśli chodzi o sferę mentalną, skupienie się na sobie i radzenie sobie z krytyką, to kluczowym momentem był pobyt w Widzewie Łódź. Tam było naprawdę ciężko. Nie mówię tylko o boisku, ale o ogromnej presji, jaka tam panuje. Spływało na mnie bardzo dużo krytyki z wielu stron. To był moment, w którym musiałem mocno zajrzeć w głąb siebie i jeszcze mocniej skoncentrować się na tym, co chcę w sporcie osiągnąć. Z kolei Polonia była przystankiem, przed którym złożyłem sam sobie obietnicę. Podpisałem kontrakt na dwa lata i powiedziałem sobie, że poświęcę się pracy jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Zawsze bazowałem na pracowitości i charakterze, nigdy nie narzekałem, tylko walczyłem do końca. Przed przyjściem do Polonii wrzuciłem wyższy bieg, zacząłem pracować dwa razy mocniej i wierzyłem, że życie mi to odda. No i oddało.

Skąd bierze się tak duża dysproporcja w Twoich statystykach strzeleckich między I ligą a Ekstraklasą? To kwestia różnicy poziomów, czy czegoś innego?
– A ile minut zagrałem łącznie w Ekstraklasie?

Znacznie mniej. Na papierze wygląda to jednak na 47 meczów i tylko jedna bramka.
– No właśnie. Gdyby przeliczyć te suche statystyki występów na realny czas spędzony na boisku, to uzbierałoby się z tego może ze 16 pełnych meczów. Nie chcę się w żaden sposób usprawiedliwiać, bo w futbolu liczą się liczby i ta jedna bramka wisi w statystykach, ale to nie jest pełne odzwierciedlenie moich możliwości na najwyższym szczeblu.

trening przygotowania  Łukasz Zjawiński
fot. Woytek / Legionisci.com

Jak z perspektywy napastnika oceniasz różnicę poziomów między I ligą a Ekstraklasą?
– Ekstraklasa jest lepszą ligą, byłbym głupcem, gdybym twierdził inaczej. Dawno mnie w niej jednak nie było, więc ciężko mi o bezpośrednie, świeże porównania. Z moich wcześniejszych doświadczeń wynika, że w Ekstraklasie kultura gry oraz intensywność stoją na znacznie wyższym poziomie. Z kolei I liga była bardziej fizyczna – mnóstwo tam twardej, bezpośredniej walki w kontakcie, a obrońcy bywają tam nieprzewidywalni i bezpardonowi. Trzeba jednak pamiętać, że przez ostatnie lata zarówno Ekstraklasa, jak i I liga mocno poszły do przodu. Przychodzę więc do nowej rzeczywistości i nie mogę się już doczekać tego wyzwania. Jak mawiał klasyk: jak ktoś potrafi strzelać, to będzie strzelał wszędzie. Ja też tak do tego podchodzę. Widocznie musiałem przejść tę dłuższą, trudniejszą drogę, by być w pełni gotowym na miejsce, w którym się dzisiaj znajduję.

Za Tobą świetny sezon. Pojawiło się spore zainteresowanie ze strony klubów Ekstraklasy…
– Tak, nie chciałbym wymieniać konkretnych nazw klubów, ale zainteresowanie było duże. Jestem polskim napastnikiem w dobrym wieku – mam 24 lata – kończył mi się kontrakt, więc byłem do wzięcia za darmo. Siłą rzeczy telefon mocno dzwonił. Od początku powtarzałem jednak mojemu agentowi, że dla mnie finanse nie są na pierwszym miejscu. Kiedy tylko dowiedziałem się o temacie z Legii, decyzja w mojej głowie zapadła natychmiast. Miałem oferty znacznie lepsze pod względem finansowym, ale żadna z tych drużyn nie była Legią. Kluczowa była też rozmowa z trenerem Markiem Papszunem oraz ludźmi w klubie. Przekonali mnie, że to będzie dla mnie najlepszy krok. Trener Papszun słynie z tego, że potrafi rozwinąć piłkarzy czasami nawet do granic ich możliwości. To mocno na mnie podziałało. No i sama marka klubu – Legia to Legia. Nie urodziłem się w Warszawie, nie jestem stąd, ale ten klub zajmuje wyjątkowe miejsce w moim życiu. Kiedy pojawił się temat powrotu, miałem na liście mnóstwo propozycji, ale Legia była na samej górze i nie musiałem już analizować innych opcji.

Jak bardzo zmieniła się klubowa akademia od czasu Twojego odejścia?
– Zmieniła się diametralnie. Przed samym odejściem załapałem się jeszcze na około miesiąc treningów w LTC i już wtedy wiedziałem, że warunki będą topowe. Jednak teraz, gdy wszedłem do pierwszej drużyny, to, co zastałem, przerosło moje oczekiwania. Nie należę do ludzi, którzy narzekają, ale warunki, które miałem po drugiej stronie rzeki, w Polonii, były... no, muszę to powiedzieć szczerze, dużo gorsze. To, co dostałem w Legii, to kosmos. Mamy tu wszystko na miejscu, możemy spędzać w ośrodku całe dnie i skupiać się wyłącznie na rozwoju.

Stal Mielec - Legia Warszawa  Łukasz Zjawiński  Mateusz Hołownia
W barwach Stali Mielec - fot. Woytek / Legionisci.com

Trener Marek Papszun wymaga od swoich napastników tytanicznej pracy w pressingu i ciągłego ruchu. Czy to wymaga od Ciebie całkowitego przeorganizowania swoich nawyków boiskowych?
– Każdy trener ma swoją filozofię gry. Tutaj gramy zupełnie innym systemem niż ten, do którego przywykłem przez ostatnie dwa lata. Zadania w pressingu i moje indywidualne role na boisku wyglądają inaczej. Jestem jednak zawodnikiem, który potrafi się szybko dostosować i chce chłonąć nową wiedzę. Staram się natychmiast wdrażać wskazówki sztabu, choć za nami masa analiz taktycznych i wiem, że nie nauczę się wszystkiego w jeden dzień. Trener Papszun i jego asystenci mają mnóstwo schematów i powtarzalnych zachowań, które musisz mieć w małym palcu. Będę robił wszystko, by opanować to jak najszybciej.

Masz określony cel bramkowy na ten sezon? Zakładasz sobie konkretną liczbę goli czy raczej skupiasz się na minutach spędzonych na boisku?
– Ostatnie dwa lata nauczyły mnie, że najlepszym podejściem jest stawianie sobie za cel rozegranie jak największej liczby minut i strzelenie tylu bramek, ile tylko się da – bez konkretnych liczb. Blokowanie sobie głowy sztywnymi celami tylko przeszkadza, człowiek zaczyna za bardzo kalkulować i myśleć o statystykach na boisku. Chcę po prostu skupiać się na każdym kolejnym treningu i meczu, dawać jakość i pomagać zespołowi. Jeśli z takim nastawieniem będę wychodził na murawę, to liczby same przyjdą.

Kiedy podpisywałeś kontrakt, przedstawiono Ci Twoją rolę w zespole? W mediach pojawiały się głosy, że Łukasz Zjawiński przychodzi przede wszystkim po to, by poszerzyć kadrę i stworzyć głębię składu. Tymczasem po sparingach wielu kibiców widzi Cię w wyjściowym składzie obok Rafała Adamskiego.
– Z boku może to tak wyglądać, ale mi trudno wyrokować, kto jaką rolę ostatecznie otrzyma. Legia gra dwójką napastników, więc wiedziałem, że rywalizacja będzie duża i każdy dostanie swoją szansę. Nigdy w życiu nie podpisałbym kontraktu z żadnym klubem, gdybym zakładał, że będę tylko „opcją do głębi składu”. Przyszedłem tutaj grać i robić postępy. Gdybym myślał inaczej, już na starcie byłbym na straconej pozycji. Rozmawiałem szczerze z trenerem i sprawa została postawiona jasno: wszystko zależy wyłącznie ode mnie i od moich nóg. Jeśli będę w dobrej dyspozycji, będę grał. Nikt mi niczego za darmo nie da – zresztą tak samo byłoby w każdym innym klubie.

zgrupowanie sparing Herzogenaurach Legia Warszawa - 1. FC Nurnberg Rafał Adamski Łukasz Zjawiński
Rafał Adamski i Łukasz Zjawiński - fot. Woytek / Legionisci.com

W jakich elementach – czysto piłkarskich i mentalnych – zrobiłeś przez te lata największy postęp?
– Rozwinąłem się na każdej płaszczyźnie. Mentalnie jestem dzisiaj zupełnie innym człowiekiem – o wiele mocniejszym. Piłkarsko również bardzo się zmieniłem. Nie jestem już napastnikiem jednowymiarowym, tak zwanym „kwadratowym”. Potrafię odnaleźć się w różnych systemach taktycznych i w różnych strefach boiska. Dojrzałem do pewnych rzeczy i radzę sobie z trudnymi sytuacjami zupełnie inaczej niż kiedyś. Fizycznie też wyglądam super – nie tylko pod kątem budowy ciała, ale też parametrów motorycznych i wybiegania. To wszystko efekt zebranych doświadczeń – tych dobrych, jak i tych bolesnych. Trudno wskazać jedną konkretną cechę, ale moje statystyki z ostatnich lat pokazują, że jestem po prostu dużo lepszym piłkarzem.

Trener Papszun w ostatnich wywiadach narzekał na skuteczność i wykończenie akcji.
– Trener ma pełne prawo wymagać od nas – jako napastników – skuteczności. Nie możemy przechodzić obojętnie obok marnowanych sytuacji. Sami doskonale wiemy, kiedy powinniśmy zachować się lepiej pod bramką rywala. Głęboko wierzę, że pomogę zespołowi i sprawię, że te statystyki strzeleckie pójdzie mocno w górę. Tak do tego podchodzę i jestem przekonany, że tak właśnie będzie.

Jakie jest Twoje największe piłkarskie marzenie? Gra z orzełkiem na piersi czy silna liga zagraniczna?
– Jedno z moich wielkich marzeń właśnie się spełniło – wróciłem do Legii. Zawsze miałem to z tyłu głowy. Nie przypuszczałem, że to nastąpi tak szybko, choć od zawsze mocno w siebie wierzyłem. Bardzo się z tego cieszę i uważam, że ciężką pracą na to zasłużyłem. Oczywiście moim kolejnym wielkim celem jest reprezentacja Polski – jak u każdego ambitnego chłopaka. Chcę zagrać z orłem na piersi. Mam też inne marzenia, ale wolę trzymać je dla siebie, żeby nie zapeszać.

Na treningach widać, że bardzo szybko złapałeś kontakt z drużyną.
– Czuję się fantastycznie. Mamy świetną szatnię z silnymi liderami, którzy potrafią błyskawicznie wprowadzić nowych zawodników do zespołu. Część chłopaków znałem już wcześniej, więc miałem ułatwione zadanie. Nigdy nie miałem problemów z aklimatyzacją. Nie należę do ludzi, którzy siedzą cicho w kącie i boją się odezwać czy wyjść przed szereg. Szybko wkomponowałem się w grupę. Cieszę się też z tych dwóch bramek zdobytych w sparingach – pokazałem się z dobrej strony, choć wiem, że cały czas jestem w procesie adaptacji i przyjdą jeszcze lepsze oraz gorsze momenty.

zgrupowanie sparing Herzogenaurach Legia Warszawa - 1. FC Nurnberg II Łukasz Zjawiński,mecz-3635
fot. Woytek / Legionisci.com

„Zjawa to klasyczna, silna dziewiątka, która bardzo dobrze się rozwija i najlepsze lata ma dopiero przed sobą” – powiedział trener Piotr Kobierecki. Takie słowa dodatkowo napędzają przed nowym sezonem?
– Bardzo mocno w to wierzę. Mam nadzieję, że moje najlepsze lata w piłce są dopiero przede mną. Chcę rozwijać się każdego dnia, dawać jakość Legii i przełożyć to na sukcesy całej drużyny. Czas pokaże, co przyniesie przyszłość, ale jestem nastawiony bardzo optymistycznie.

Zwróciliśmy uwagę na to, że po treningach zostajecie ze sztabem i pracujecie dodatkowo. Na co trenerzy zwracają Wam teraz największą uwagę? Czy to kwestia indywidualna?
– Pracujemy bardzo mocno nad indywidualnymi aspektami. Jako napastnicy zostajemy po zajęciach z trenerami i szlifujemy uderzenia, technikę wykończenia oraz zachowanie w polu karnym. To kapitalna sprawa. Nie w każdym klubie spotyka się tak dużą indywidualizację treningu. Dla mnie i dla reszty chłopaków to ogromny profit. Kiedy jak nie teraz mamy to dopracowywać? Praca na treningach bezpośrednio przekłada się potem na sytuacje meczowe.

Zaskoczyło Cię to, że w Legii Marka Papszuna panują tak rygorystyczne zasady?
– Wiedziałem, do jakiego klubu przychodzę. Szatnia Legii ma swoje twarde zasady i wysokie standardy, wszystko jest zorganizowane bardzo profesjonalnie. Zupełnie mi to jednak nie przeszkadza. Najbardziej zwróciła moją uwagę intensywność treningów. Momentami na zajęciach jest ciężej niż podczas samego meczu. Wszystko robimy na pełnej szybkości, w warunkach meczowych. Bardzo mi się to podoba, bo taki rygor niesamowicie rozwija.

Ten rygor oznacza, że w Legii jest najwyższy taryfikator kar finansowych, z jakim się spotkałeś?
– Kary? Kwoty? (śmiech). Nie, zupełnie nie chodzi o pieniądze. Chodzi o same zasady funkcjonowania grupy. Słowo „rygorystyczne” może brzmi groźnie, zaraz ktoś pomyśli, że przystawiają nam tu pistolet do głowy. Chodzi o to, że wszystko jest rozpisane od A do Z. Zasady są klarowne, regulamin jasny i każdy musi się do niego bezwzględnie dostosować. Uważam, że to bardzo zdrowe i potrzebne w profesjonalnej drużynie. Każdy zna swoje miejsce i wie, co ma robić.

Dostałeś już od trenera Papszuna jakąś konkretną wskazówkę, która otworzyła Ci oczy na zupełnie nowe rzeczy na boisku?
– Szczerze mówiąc, każdy dzień tutaj przynosi coś nowego pod względem taktycznym. Trener Papszun i jego sztab to pod tym względem absolutny top, doskonale wiedzą, jak funkcjonuje nowoczesny futbol. Trener ma gigantyczne doświadczenie z polskiej ligi i europejskich pucharów. Codziennie dowiaduję się nowych rzeczy o poruszaniu się na pozycji napastnika – nie tylko w fazie ataku, ale przede wszystkim w defensywie i pressingu. To wiedza, której wcześniej nie miałem, a która na pewno zaprocentuje.

Kiedy wybiegniesz na murawę stadionu przy Łazienkowskiej przy pełnych trybunach, pojawi się dreszczyk emocji, trema?
– Na pewno tak. To będzie jednak ten niezwykle pozytywny dreszcz emocji, coś niesamowitego. Jako mały chłopak, który przychodził do tutejszej akademii z Górnika Zabrze, marzyłem tylko o tym, by zadebiutować w pierwszym zespole Legii przed naszymi kibicami. Jeśli dostanę szansę, będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Pierwszy taki potężny dreszcz poczułem już w momencie podpisywania kontraktu. Teraz czas na kolejny krok – debiut na Łazienkowskiej. Nie mogę się doczekać.

A Górnik Zabrze nie chciał, żebyś do nich wrócił przed tym sezonem?
– Pomidor! (śmiech). A tak poważnie, to nie chcę wchodzić w szczegóły negocjacji z innymi klubami. To już bez znaczenia. Było zainteresowanie, ale wybrałem Legię. Gdybym miał podjąć decyzję jeszcze raz, zrobiłbym dokładnie to samo.

Sparing Legia Warszawa - Hapoel Beer Szewa Łukasz Zjawiński,mecz-3636
fot. Woytek / Legionisci.com

A zapytania z innych krajów? Wspominałeś, że było ich sporo.
– Tak, zapytania z zagranicy były nawet bardziej konkretne niż te z Polski.

Możesz zdradzić chociaż kierunki? Mówiło się o Czechach czy drugiej Bundeslidze.
– Druga Bundesliga to bardzo prawdopodobny kierunek – po sukcesach chociażby Mateusza Żukowskiego w Niemczech tamtejsze kluby mocno i chętnie patrzą na polski rynek. Były też zapytania z lig skandynawskich oraz oferty bardziej egzotyczne. Tak jak jednak wspomniałem - żaden z tych klubów nie mógł się równać z Legią Warszawa, dlatego decyzja była dla mnie prosta.

Ta egzotyka to kierunki typu Indie czy Indonezja, czy raczej bogaty Dubaj?
– Nie, nie. Pojawił się temat m.in. Kazachstanu – nie wiem, czy to można nazwać pełną egzotyką, ale były takie zapytania. W ogóle jednak nie brałem tego pod uwagę. Zainteresowanie moją osobą było spore, również z Polski, ale liczył się tylko jeden klub.

Czy jako drużyna wyznaczyliście już sobie jasny cel na ten sezon?
– Stosujemy zasadę, o której zawsze mówi trener: najważniejszy jest najbliższy mecz. Wiemy, w jak skomplikowanej sytuacji była Legia po pierwszej rundzie poprzedniego sezonu i że nie wszystkie cele udało się wtedy zrealizować. Dobrze, że teraz podchodzimy do tego z chłodną głową. Jeśli skupimy się na każdym kolejnym kroku i będziemy funkcjonować jako zgrany monolit, to dobre wyniki przyjdą naturalnie.

Rozmawiał Woytek

Podaj ten news dalej:
Komentarze (13)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość