Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Piastem

poniedziałek, 24 sierpnia 2026 08:05
Plusy i minusy po meczu z Piastem
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com
1

W ramach 5. kolejki Ekstraklasy Legia Warszawa podzieliła się punktami z Piastem Gliwice. Legioniści dobrze weszli w ten mecz, szybko objęli prowadzenie, które dość spokojnie utrzymywali do przerwy. Problemy rozpoczęły się w drugiej części. Piast coraz bardziej naciskał i próbował wyrównać, a Legia prosiła się o kłopoty. 

Spotkanie zostało jednak przerwane po 70 minutach gry z powodu dramatu rozgrywanego na trybunach. Przerwa na działania medyczne trwała łącznie ponad godzinę, a po niej piłkarze obu drużyn wrócili na murawę, by rozegrać ostatnie minuty meczu. Gospodarze wyszli bardziej zmotywowani, ruszyli do odrabiania strat i ostatecznie udało im się przełamać defensywę Legii w doliczonym czasie gry, gdy zdobyli bramkę dającą remis. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Marka Papszuna za ten mecz.

Łukasz Zjawiński  - To jedyny ofensywny zawodnik Legii w tym meczu, do którego nie można mieć większych pretensji. Wykazywał aktywność, chęć do gry i szukał swojego miejsca w polu karnym przeciwników. Starał się więc nie tylko dochodzić do sytuacji bramkowych, lecz również kreować je partnerom. Najgroźniejszy był przy dalekich wyrzutach z autu w wykonaniu Rafała Augustyniaka. Już przy drugiej takiej próbie Zjawiński powalczył o piłkę na bliższym słupku, przytomnie uderzył głową w światło bramki, zdobywając swoje trzecie trafienie w obecnym sezonie. Na początku drugiej części zdołał odkleić się od obrońców i tym razem zgrać piłkę po dalekim wyrzucie na dalszy słupek, jednak żaden z jego kolegów z drużyny nie zdołał zamknąć tej akcji. Poza tym trzeba też pochwalić Zjawińskiego za grę bez futbolówki, postawę w pressingu, ale również niskiej obronie. Kilkukrotnie udawało mu się przerwać akcję gospodarzy, czy to poprzez odbiory, czy dobrą interpretację podań. Wykonał w tym meczu to, co należy do jego zadań i po raz kolejny pokazał się z dobrej strony. Został zmieniony w 81. minucie.

 

Kamil Piątkowski  - Defensor średnio wszedł w ten mecz. Już w 5. minucie dał się ograć w bardzo prosty sposób Leandro Sance, doprowadzając do groźnej okazji i jedynego celnego strzału gospodarzy w pierwszej części meczu. Piątkowski jednak szybko otrząsnął się po tej akcji. Był na swojej stronie po prostu nie do przejścia, na tyle, że rywale z biegiem czasu coraz częściej przenosili swoje poczynania na drugą flankę, na której mieli znacznie więcej swobody. Piątkowski świetnie przewidywał działania ofensywnych graczy Piasta, dobrze ustawiał się w defensywie i przede wszystkim potrafił ich skutecznie zatrzymać, emanując pewnością w pojedynkach i odbiorach. Wyszedł zwycięsko z 6 spośród 9 starć, notując przy tym 6 udanych odbiorów, stuprocentową skuteczność wślizgów, a także aż 8 wybić piłki z pola karnego. Trochę mniej było go w ofensywie, w którą nie angażował się tak bardzo, choć było to też związane ze znacznie niższą aktywnością Pawła Wszołka. Piątkowski pomagał drużynie w budowaniu ataków, był zresztą drugim zawodnikiem Legii z największą liczbą kontaktów z piłką. 

Otto Hindrich  - Choć bramkarz Legii nie miał w tym meczu szczególnie dużo pracy, zasłużył, by zachować w nim czyste konto. Pierwszą i w zasadzie najtrudniejszą interwencją musiał wykazać się już w 5. minucie. Dobrze przypilnował bliższego słupka i pewnie wybił do boku strzał Leandro Sanki. Drugą szansę na obronę Hindrich miał dopiero w doliczonym czasie drugiej połowy, kiedy spokojnie wyłapał niezbyt mocne uderzenie głową Andreasa Katsantonisa. Prawdopodobnie po raz trzeci zanotowałby spokojną obronę po technicznym strzale Sanki ze skraju pola karnego, jednak niefortunna interwencja Rafała Augustyniaka uniemożliwiła mu interwencję, przez co golkiper musiał wyciągać piłkę z siatki. Jego praca to również dobre reakcje na przedpolu, które wielokrotnie ratowały zespół przed zagrożeniem bramki po dośrodkowaniach, a także dobra asekuracja i pomoc w budowaniu akcji na własnej połowie. Hindrich podtrzymał dobrą formę i znów pokazał, że można na niego liczyć.

Rafał Augustyniak - Nie można zapominać o jego pracy przez znaczną część tego meczu. Graczom Piasta było ciężko przebić się przez zabezpieczany przez niego środek defensywy Legii. Augustyniak dominował nad rywalami agresją, był skuteczny w doskoku, dzięki czemu aż 8-krotnie udało mu się odzyskać futbolówkę. Zaliczył także stuprocentową skuteczność wślizgów, dwukrotnie blokował groźne strzały graczy gospodarzy i wygrał 7 ze wszystkich 11 starć z rywalami. Do 95. minuty w zadaniach obronnych był praktycznie bezbłędny. Niestety, podjął bardzo złą i kosztowną decyzję przy strzale Leonardo Sanki, zdecydował się na nieudaną próbę wybicia tego uderzenia głową, czym zmylił swojego bramkarza i znacząco pomógł Piastowi w wyrównaniu wyniku tego meczu. Dużo ryzykował, momentami grał zbyt indywidualnie, a jego próby wyprowadzenia futbolówki wielokrotnie kończyły się stratami. Nie można jednak zapominać, że to dzięki jego wrzutom z autów Legii udawało się zagrozić bramce Piasta w tym meczu, zanotował zresztą w taki sposób asystę przy jedynym trafieniu Łukasza Zjawińskiego. Można mieć do Augustyniaka słuszne pretensje, ale obiektywnie nie można oceniać jego występu wyłącznie negatywnie.

Robert Deziel Jr. - Do Amerykanina można mieć najwięcej zastrzeżeń z całego trio defensywnego. Był dobrze zorganizowany, szczególnie w pierwszej połowie, dobrze przesuwał się wraz z resztą linii obronnej i nie pozwalał graczom Piasta na przebicie się do pola karnego "Wojskowych". W drugiej części jego gra obronna była już mniej pewna. W jego występie pojawiały się przestoje i dekoncentracja, momentami zostawiał przeciwnikom zbyt wiele wolnych przestrzeni i miał problemy z asekuracją własnej połowy przy kontratakach gospodarzy. Po stracie jednego z partnerów nie utrzymał odpowiedniej pozycji w obronie, zagubił się z interwencją i musiał ratować się faulem, zakończonym napomnieniem. Trzeba przyznać, że w akcji bramkowej Deziel znalazł się w bardzo trudnej sytuacji - był osamotniony na lewej stronie defensywy, miał do krycia dwóch zawodników Piasta, przez co nie wiedział, którego pokryć i pozwolił Leandro Sance na swobodne oddanie strzału. Trzeba go jednak ponownie pochwalić za element rozegrania. Amerykanin zanotował 90-procentową skuteczność podań i przy tym zaledwie 6 strat.

Michal Ševčík - Czech po udanym debiucie przeciwko Radomiakowi utrzymał miejsce w wyjściowej jedenastce. Pierwsze fragmenty jego występu w Gliwicach były bardzo niespokojne. Ševčík wykazywał się dużą aktywnością, miał ochotę do gry, non stop pokazywał się do podań, schodząc po piłkę nisko, pod linię środkową, jednak brakowało mu skuteczności i koncentracji, co objawiało się w licznych stratach i nieudanych podaniach. Z czasem jednak pomocnikowi udało się opanować swoje poczynania i z piłką przy nodze był już zdecydowanie bardziej konkretny. Jeszcze w 6. minucie zauważył niepilnowanego na polu karnym Rafała Adamskiego i dograł do niego po ziemi, doprowadzając do dobrej okazji bramkowej. Był aktywny pod bramką przeciwników, jednak brakowało mu opanowania w elemencie wykończenia. Pierwszą okazję na oddanie strzału miał w 28. minucie po wyłożeniu piłki na pole karne z bocznej strefy od Pawła Wszołka, jednak Czech fatalnie skiksował. Jeszcze w lepszej sytuacji Ševčík znalazł się w 50. minucie - najpierw oddał zablokowany strzał z woleja, ale dopadł jeszcze do odbitej piłki, przełożeniem na prawą nogę uzyskał więcej wolnej przestrzeni, lecz w praktycznie stuprocentowej sytuacji trafił prosto w środek bramki i golkipera. Czech powinien wykończyć tę okazję i podwyższyć prowadzenie. Opuścił murawę w 81. minucie.

Bartosz Kapustka - Kapustka podporządkował się do stylu, w jakim warszawski zespół chciał wygrać ten mecz. Nie można odmówić mu chęci w budowaniu akcji. Brał czynny udział w rozegraniu, nie stronił od brania na siebie odpowiedzialności, ale brakowało w jego grze odwagi, podejmowania szybszych decyzji i można mieć do niego pretensje o zbyt prostą grę. Zaliczył naprawdę dobrą skuteczność podań, jednak niewiele z nich wynikało. Włożył jednak mnóstwo pracy w grze bez piłki i asekuracji własnej połowy. Kapustka bardzo dobrze przesuwał się w środkowej strefie za przeciwnikami, nie pozwalał im na swobodne rozegranie piłki i wielokrotnie udawało mu się dusić je w zarodku. Pomocnik zanotował 8 udanych odbiorów, 4-krotnie dobrze reagował wślizgami i przede wszystkim wygrał aż 10 z jego wszystkich 12 pojedynków z przeciwnikami. Bez jego pracy defensywnej w środku pola legioniści nie broniliby się aż tak pewnie, przez tak długą część tego meczu i za to naprawdę trzeba go pochwalić i docenić. Kapustka dał się w zbyt łatwy sposób ograć Ivanowi Limie, ale mogło być to spowodowane tym, że wcześniej przez kilkadziesiąt dobrych metrów intensywnie wracał, by przerwać lub spowolnić ten kontratak. Oczywiście, pomocnik mógł w tej sytuacji pomóc sobie faulem, ale zabrakło mu utrzymania koncentracji, podjęcia szybszej decyzji i jest jednym z winowajców straty gola, lecz na pewno nie głównym. 

Paweł Wszołek  - To drugi wyjazdowy mecz z rzędu, w którym Wszołek jest praktycznie całkowicie odcięty od gry i wręcz nie istnieje. Poza jednym podaniem na pole karne do Michala Ševčíka jego próby były bezcelowe, brakowało mu pomysłu i skuteczności. Zresztą wszystkie jego dośrodkowania ostatecznie nie znalazły partnerów z drużyny bądź były blokowane przez defensorów Piasta. Ci zresztą radzili sobie z Wszołkiem z dziecinną prostotą. Wahadłowy był przewidywalny, wolny w swoich poczynaniach, nie miał żadnych argumentów, by zaskoczyć rywali i wywalczyć dla zespołu coś pozytywnego. Wszołek przez cały występ wygrał zaledwie jeden pojedynek, a wszystkie jego próby dryblingów były nieudane. Zauważył to również trener Marek Papszun, który zdecydował się zdjąć go z murawy już w 57. minucie. 

Ruben Vinagre  - Portugalczyk wcale nie był dużo lepszy i efektywny niż Paweł Wszołek. Można mieć do niego większe pretensje o element wykończenia akcji. Vinagre dobrze pokazywał się do podań, wychodził na wolne pozycje i szukał miejsca za plecami defensorów, jednak gdy dochodził do piłki, nie potrafił zrobić z nią nic pożytecznego. Lewy wahadłowy wykonał aż 10 prób dośrodkowań i ani jedno z nich nie okazało się celne. Centry mu nie wychodziły, a w elemencie dryblingu i pojedynkach z przeciwnikami praktycznie za każdym razem był na przegranej pozycji - to doprowadziło do jedynie 40-procentowej skuteczności w starciach z rywalami oraz aż 16 utratami posiadania piłki przy 41 kontaktach. Został zdjęty z boiska w doliczonym czasie drugiej połowy. 

Rafał Adamski  - Drugiemu z napastników w tym meczu mało co wychodziło. Już w 6. minucie dobrze pokazał się z lewej strony pola karnego, przyjęciem przełożył piłkę do lewej nogi, ale uderzył zbyt blisko bliższego słupka, czym nie zaskoczył interweniującego golkipera. Zachowanie atakującego było dobre, ale wykończenie już niekoniecznie. To była jedna z nielicznych jego szans bramkowych w tym meczu. W drugiej połowie mógł jeszcze wykończyć zgranie głową Łukasza Zjawińskiego, lecz dziwnie próbował złożyć się do piłki i ostatecznie nie zdołał do niej dojść, a w jednej z ostatnich akcji meczu miał piłkę meczową, szansę na uderzenie z woleja z bliskiej odległości, jednak przestrzelił wysoko ponad bramką. Nie można odmówić mu aktywności, jednak raził nieskutecznością. Co drugi jego kontakt z futbolówką kończył się stratą, przegrał aż 20 z 23 pojedynków. Ani razu nie potrafił wygrać walki o górną piłkę. Był to bardzo słaby występ w jego wykonaniu.

Henrique Arreiol  - Portugalczyk po raz pierwszy w tym sezonie otrzymał szansę na występ w wyjściowym składzie. Trzeba jednak przyznać, że był to rozczarowujący występ w jego wykonaniu. Od tak technicznie uzdolnionego zawodnika wymagaliśmy, by potrafił przejąć kontrolę w środku pola, zdominować rywali swoimi umiejętnościami i przede wszystkim dyrygował grą zespołu, co jednak mu nie wyszło. Arreiol był schowany, zagubiony i choć nie popełniał wielu błędów, to dlatego, że w elemencie rozegrania uciekał się do najprostszych rozwiązań. Pracował głównie w środkowej strefie boiska, nie pomagał zespołowi ani w wykończeniu akcji, ani w ich budowaniu i przyspieszeniu. Opuścił murawę w 81. minucie.

Zmiennicy

Wojciech Urbański - Pomocnik wszedł na boisko w 81. minucie. Był dość aktywny, widać było, że chce coś wnieść do gry zespołu. Pracował przy utrzymywaniu się przy piłce, ale także wracał do defensywy. Trzy minuty po wejściu na boisko miał piłkę meczową. Urbański dobrze zachował się przed polem karnym, prostym zwodem pokonał obrońcę i wykorzystał wolną przestrzeń do oddania strzału lewą nogą, jednak fatalnie spudłował obok bramki. 

Damian Szymański - Został wprowadzony w 81. minucie. W zasadzie niewiele wniósł na boisko. Skupił się na pracy w defensywie i pomocy w obronie własnego pola karnego. 

Kacper Chodyna - Pojawił się na boisku na początku doliczonego czasu gry. Jego występ był zbyt krótki, by go ocenić.

Arkadiusz Reca  - Wahadłowy dostał szansę już w 57. minucie. Od razu po jego wejściu na murawę, gospodarze przejęli inicjatywę, rozkręcili się w ofensywie i byli zdecydowanie bardziej groźni pod bramką Legii. Reca miał problemy zarówno pod polem karnym przeciwników, jak i własną bramką. W defensywie gubił się, pozostawiał przeciwnikom zbyt wiele wolnych przestrzeni i pozwalał im na swojej stronie na zbyt dużo. W ataku nie miał żadnego pomysłu, z łatwością był powstrzymywany przez rywali i tracił piłki w prosty sposób. W sytuacji bramkowej Reca był z piłką na lewej stronie, jednak podał ją wprost pod nogi jednego z rywali, co doprowadziło do kontry bramkowej gospodarzy. Wahadłowy tylko potwierdził, dlaczego w ostatnim czasie nie ma szans na regularną grę. 

Mileta Rajović  -  Wszedł na boisko w 81. minucie. Nie potrafił utrzymać się przy piłce, nie potrafił pokonać rywali, ani nie wspomagał drużyny w defensywie. Zapewnił natomiast aż 7 strat piłki przy zaledwie 10 kontaktach z nią, które tylko napędzały gospodarzy w ostatniej fazie meczu. 

Podaj ten news dalej:
Oceny legionistów
Komentarze (1)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość