Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu ze Śląskiem

niedziela, 30 sierpnia 2026 10:30
Plusy i minusy po meczu ze Śląskiem
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com
14

W ramach 6. kolejki Ekstraklasy Legia zmierzyła się z jednym z beniaminków, Śląskiem Wrocław. Choć spotkanie było uroczyste i niezwykle emocjonalne ze względu na pożegnanie Artura Jędrzejczyka, piłkarze warszawskiej drużyny nie dostosowali się poziomem do rangi meczu i ostatecznie tylko zremisowali 1-1. Zapraszamy na nasze tradycyjne "Plusy i minusy", jakie wystawiliśmy graczom stołecznej drużyny za ten występ.

Artur Jędrzejczyk  - Zasłużony defensor po raz ostatni w swojej karierze wystąpił w barwach Legii, wyprowadzając zespół z opaską kapitańską na ręku. "Jędza" również ostatni raz kopnął piłkę jako piłkarz warszawskiej drużyny. Jego symboliczny występ i emocjonalne zejście z boiska przy poświęconej mu oprawie, licznych przyśpiewkach, brawach i szpalerze utworzonym przez obie drużyny było bardzo piękną, wzruszającą chwilą. Legenda klubu pożegnała się z nim w niezwykle godny sposób - tak, jak powinna. Dziękujemy za wszystko, "Jędza"!

Otto Hindrich  - Bramkarz Legii po raz kolejny został prawdziwym bohaterem i wybronił zespołowi ten mecz. W pierwszej połowie nie miał zbyt wiele pracy. Goście oddali na jego bramkę tylko dwa celne strzały - z jednym z nich golkiper poradził sobie bez problemów, drugi niestety wylądował w siatce. Bramkarz stołecznej drużyny nie wyczuł interwencji strzelca przy rzucie karnym. W drugiej połowie rozpoczął się prawdziwy koncert w wykonaniu Hindricha. W 58. minucie bramkarz popisał się świetną robinsonadą przy mocnym strzale z dystansu Grzegorza Tomasiewicza, wybijając piłkę daleko do boku. Prawdziwym instynktem i kunsztem bramkarskim wykazał się jednak niecałe 20 minut później. Po błędach obrońców w sytuacji sam na sam z golkiperem Legii na 7. metrze znalazł się Przemysław Banaszak, który próbował pokonać go uderzeniem z pierwszej piłki, lecz Hindrich skrócił mu pole do strzału, intuicyjnie rzucił się na ziemię i wybronił uderzenie napastnika. W jeszcze trudniejszej, wręcz beznadziejnej sytuacji reprezentant Rumunii znalazł się dwie minuty później. Po szybko przeprowadzonej kontrze, oko w oko z nim znalazł się Luka Marjanac, który swobodnie przebiegł z piłką przez połowę boiska, ale Hindrich dobrze wyszedł poza obszar 5 metrów, stał pewnie, nisko na nogach i ponownie wykonując "pajacyka", fenomenalnie wybronił stuprocentową sytuację dla gości. Gdyby nie bramkarz, pisalibyśmy dziś o przegranej stołecznego klubu.

 

Kamil Piątkowski - Występ defensora był bardzo nierówny. Niby przez znaczną jego część prezentował oczekiwaną pewność, jednak miał momenty, w których gubił koncentrację. Za całokształt jego gry należy go względnie pochwalić. Trzymał prawą stronę defensywy w ryzach, dobrze reagował i ustawiał się zarówno przy atakach pozycyjnych gości, jak i przeprowadzanych przez nich kontratakach. Pierwszy jego błąd był jednak niezwykle kosztowny. W 32. minucie biegał po polu karnym, nie wiedząc co zrobić, a dodatkowo potknął się, przepuszczając przez to prostopadłe podanie Piotra Samca-Talara. Defensor jednak dobrze zareagował na tę pomyłkę - w kilku następnych atakach najpierw w ostatnim momencie wślizgiem przerwał kontrę gości, a po chwili dwukrotnie blokował mocne strzały z pola karnego. W 73. minucie Piątkowski ponownie nie wykazał pewności w polu karnym, pozwolił Luce Marjanacowi wbiec w pole karne, a następnie nie wspomógł nieporadnie interweniującego Rafała Augustyniaka, co doprowadziło do sytuacji sam na sam. Zanotował aż 9 odbiorów i przechwytów, miał niezłą skuteczność w pojedynkach i kilkakrotnie ustrzegł zespół przed zagrożeniem, jednak te dwa błędy muszą rzutować na jego ocenę. Poza tym był aktywny w ofensywie - miał dwie szanse na strzały głową, jednak nie trafił w światło bramki.

Robert Deziel Jr. - Zasadniczo w swoich zadaniach defensywnych prezentował podobną pewność, co Kamil Piątkowski i nie popełniał błędów, choć było to również związane z tym, że goście przeprowadzali mniej ataków przez jego flankę. Wykazywał się skutecznymi reakcjami, dobrym czytaniem gry i pewnymi interwencjami. Wykazał się łącznie 7 odbiorami oraz przechwytami, notując przy tym także stuprocentową skuteczność w starciach naziemnych z przeciwnikami. Był także czujny przy licznych zagraniach gości na pole karne z bocznych stref, przy których zanotował aż 8 wybić - najwięcej z całego zespołu. Znacznie gorzej było jednak w kwestii rozegrania. Deziel w zasadzie po raz pierwszy barwach Legii w tym elemencie nie był pewnym punktem. Zdarzało mu się popełniać dziecinne błędy, kilkukrotnie podawać wprost pod nogi rywali, co na własnej połowie mogło być niezwykle kosztowne. Na swoim koncie zapisał aż 11 strat futbolówki, co jak na niego, jest fatalną statystyką. Opuścił boisko w 85. minucie.

Paweł Wszołek - Wahadłowy po raz kolejny nie zaprezentował pełni możliwości. Dobrze rozpoczął ten mecz - w 8. minucie posłał dobre, wysokie dośrodkowanie z prawej strony na głowę Jana Kuchty, jednak Czech spudłował. Z biegiem czasu jego skuteczność jednak znacznie spadła. Nie można odmówić mu aktywności, Wszołek chętnie podłączał się do ataków, pokazywał na prawej stronie, szukał przestrzeni i był gotowy do pomocy w ofensywie. W jego poczynaniach brakowało jednak większego pomysłu. Grał zbyt prosto, przewidywalnie, przez co większość akcji musiał kończyć wycofaniem piłki bądź dośrodkowaniem zza zasłony, które nie przynosiło większych korzyści. Wykonał w tym meczu 8 centr, z czego zaledwie 2 okazały się celne - ta wspomniana z początku meczu i ostatnia z doliczonego czasu gry, która przynosiła Legii wyrównanie. Wszołek tym razem bez większego zastanowienia dośrodkował z pierwszej piłki na pole karne, dostarczając futbolówkę na głowę wbiegającego Rafała Adamskiego, notując tym samym już swoją 5 asystę w tym sezonie. W 75. minucie dobrze zgrywał piłkę głową do niepilnowanego na polu karnym Rafała Augustyniaka, który jednak w nią nie trafił, a 10 minut później świetnie pokazał się na prawej stronie i podaniem wszerz "szesnastki" dograł piłkę do Łukasza Zjawińskiego, jednak napastnik z bliskiej odległości, krzyżakiem również nie trafił do bramki. Jego aktywność w ostatnich minutach zrobiła istotną różnicę, choć przez wcześniejszą część meczu nie zapewniał zespołowi wielu korzyści.

Rafał Augustyniak  - Augustyniak był pogubiony i niepewny w każdym elemencie - poprzez działania defensywne, aż do rozegrania czy nawet wykończenia akcji. Kierował nim chaos, miał liczne momenty dekoncentracji i popełniał banalne, nieprzystające tak doświadczonemu zawodnikowi błędy. Był nieskuteczny w pojedynkach z przeciwnikami, nawet mniej obdarzonym fizycznie zawodnikom pozwalał się przepychać. M.in. to doprowadziło do dwóch krytycznych pomyłek w defensywie, a także jednej w ofensywie, które doprowadziły do stuprocentowych okazji dla Śląska. W 32. minucie mógł zapobiec zagrożeniu, spokojnie powstrzymać tuż  przed bramką Enissa Shabaniego, jednak ni to potknął się, ni to wykonał wślizg, którym faulował pomocnika Śląska, prowokując rzut karny, wykorzystany przez gości. Starcie we własnym polu karnym przegrał również w 73. minucie. Z łatwością dał się przepchnąć Luce Marjanacowi i przegrał z nim walkę o piłkę, co doprowadziło do sytuacji sam na sam Przemysława Banaszka. Chwilę później popełnił kolejną fatalną pomyłkę, tym razem w "szesnastce" rywali. Augustyniak na 4. metrze mógł wykończyć zgranie głową Pawła Wszołka, jednak machnął prawą nogą tak, że nie trafił piłkę, co było jednym z czynników następnie wyprowadzonej kontry i kolejnej sytuacji sam na sam. 

Łukasz Zjawiński  - Napastnik był w tym meczu przywiązany do pola karnego. Nie można powiedzieć, by jego zachowanie w "szesnastce" przeciwników było złe. Atakujący dobrze pokazywał się do podań, wychodził do piłki, potrafił zwieść obrońców, jednak raził nieskutecznością. W pierwszej połowie miał tylko jedną szansę - w 22. minucie dobrze wyprzedził defensora na bliższym słupku i zaatakował płaskie zagranie Rubena Vinagre, jednak wślizgiem nie trafił dobrze w piłkę i posłał ją wprost do rąk bramkarza. W drugiej części napastnik miał już znacznie lepsze sytuacje, które powinien wykończyć, np. w 59. minucie, gdy świetnym prostopadłym podaniem na pole karne uruchomił go Bartosz Kapustka, jednak napastnik dwukrotnie nie trafił w piłkę, nie oddając nawet strzału. Uderzenie głową oddał natomiast na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry, lecz można je uznać bardziej za podanie wprost do rąk bramkarza. Ostatnią okazję miał 10 minut później - po składnej akcji z bliskiej odległości mógł zamknąć zgranie po ziemi Pawła Wszołka, zdecydował się na strzał krzyżakiem, co nie było złą decyzją, jednak dobrą interwencją popisał się Dominik Szala. 

Jan Kuchta  - Dla Czecha był to pierwszy występ w wyjściowym składzie stołecznej drużyny. Nie zaliczy tego meczu jednak do udanych. Od początku widać było, że nie potrafi odnaleźć się w niektórych schematach na boisku. Miał problemy z odczytywaniem zamiarów partnerów i przede wszystkim skutecznym ustawianiem w akcjach - wielokrotnie, gdy był potrzebny w polu karnym, ustawiał się poza "szesnastką", a gdy przydałaby się jego pomoc w rozegraniu, szukał miejsca bliżej bramki przeciwników. Miał duże problemy z odnalezieniem się na boisku, choć aktywności nie można mu odmówić. Po otrzymaniu piłki wchodził w liczne pojedynki, które przegrywał. Raził nieskutecznością. W 8. minucie odebrał dobre dośrodkowanie z prawej strony na bliższym słupku, jednak głową przeniósł piłkę daleko obok bramki. Poza tym miał jeszcze dwie próby strzałów z dystansu, jednak one również nie okazały bliskie celu. Został zmieniony w 77. minucie.

Ruben Vinagre  - Choć w poprzednich domowych spotkaniach Portugalczyk nie zawodził, tym razem było inaczej. Rywale po raz kolejny w tym sezonie byli w stanie wyłączyć go z gry. Początek meczu w jego wykonaniu był jeszcze niezły. Pokazywał sporą aktywność, na zakończenie pierwszego kwadransa miał szansę na techniczny strzał z pola karnego, jednak fatalnie przestrzelił. Od tamtego momentu jego aktywność zaczynała drastycznie spadać, a jedyne, co mu się udało, to dośrodkowanie z 23. minuty, gdy płaskim podaniem z prawej strony zdołał dograć piłkę w kierunku Łukasza Zjawińskiego. Poza tym był bezzębny, przewidywalny w pojedynkach z przeciwnikami, co nie pozwalało mu się uwolnić od ich krycia. Raził nieskutecznością przy dośrodkowaniach - tylko 5 z 14 jego centr okazało się celnych. 

Michal Ševčík  - Czeski pomocnik już trzeci raz z rzędu został desygnowany do wyjściowej jedenastki. W meczu przeciwko Śląskowi jednak mało co mu wychodziło. Był nieskuteczny w rozegraniu, popełniał bardzo proste błędy, które napędzały ataki gości. Wielokrotnie podawał wprost pod nogi przeciwników, notując celność zagrań poniżej 80%, co pozwalało na liczne kontrataki. Ševčík odważnie wchodził w pojedynki, jednak bez pewności, pomysłu na rozwiązanie, przez co wygrał zaledwie 3 starcia z 10. Pod koniec pierwszej połowy dał sygnał do poprawy, oddając techniczny strzał ze skraju pola karnego wybroniony przez bramkarza Śląska, co jednak nie wystarczyło do zmiany decyzji o zmianie.

Henrique Arreiol  - Pomimo przeciętnego występu w Gliwicach, Portugalczyk otrzymał jeszcze jedną szansę na występ w wyjściowym składzie. Nic jednak nie zmieniło się w jego poczynaniach. W rozegraniu akcji był jednym z największych hamulcowych zespołu. Nie miał pomysłu z piłką przy nodze, w większości akcji przetrzymywał ją zbyt długo przy sobie, a także wybierał najprostsze rozwiązania. Nie ustrzegł się błędów, kilka jego podań padło łupem przeciwników i nakręcało ich ataki. Nie pomagał drużynie również w elemencie, który należy do jego głównych zadań - zabezpieczeniu środka pola i asekuracji. Pozostawiał rywalom zbyt wiele wolnych przestrzeni, nie prezentował agresji, pazerności, a gdy już, to w większości w prosty sposób przegrywał pojedynki. To on w pierwszej kolejności dał wiele swobody jednemu z zawodników Śląska i pozwolił na rozegranie koronkowej akcji, po której goście wypracowali rzut karny. To również za jego plecy w 75. minucie uciekł Luka Marjanac i od połowy boiska był w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Portugalczyk zaspał, nie zauważył wybiegającego zawodnika i nie był w stanie go dogonić. 

Zmiennicy

Rafał Adamski  - Atakujący pojawił się na boisku w 77. minucie. Wszedł na murawę z dużą ochotą do gry i wpłynięcia na końcowy wynik. Aktywnie ruszał się w ofensywie, szukał swojego miejsca w polu karnym przeciwników, co przyniosło wymierne efekty. Już na początku doliczonego czasu odebrał wysokie podanie z własnej połowy od Kamila Piątkowskiego, jednak jedynie trącił piłkę czubkiem buta, co nie mogło zaskoczyć bramkarza Śląska. Chwilę później Adamski okazał się jednak niezawodny. Atakujący przyczaił się przed polem karnym, w biegu zaatakował dośrodkowaną z prawej strony piłkę przez Pawła Wszołka, wbiegając przed obrońcę oraz uprzedzając go i pewnym strzałem głową doprowadzając do remisu. Adamski po raz kolejny jako joker z ławki pokazuje się z dobrej strony.

Mateusz Szczepaniak  - Młody pomocnik niespodziewanie pojawił się na boisku w 77. minucie. Był to dla niego pierwszy występ w pierwszym zespole Legii w tym sezonie. Widać było, że chce się pokazać. Był niezwykle aktywny, pokazywał się do podań zarówno w środku pola, jak i na prawym skrzydle, dając opcję do rozegrania. Starał się grać szybko, rozkręcać ataki własnego zespołu, przy czym był naprawdę skuteczny, nie popełniał błędów. Przede wszystkim jednak akcja bramkowa Legii z tego meczu może być nazwana jego imieniem. Szczepaniak przejął piłkę na własnej połowie, popędził prawą stroną i przytomnie, prostopadłym podaniem uruchomił Pawła Wszołka, który niepilnowany posłał dośrodkowanie do Rafała Adamskiego, co doprowadziło do wyrównującego trafienia. Zachowanie 19-latak w tej akcji było po prostu świetne, zrobił coś, czego jego partnerzy nie potrafili przez prawie 95 minut meczu. Pokazał tą zmianą, że należy dać mu kolejne szanse.

Bartosz Kapustka - Kapitan warszawskiego zespołu w symbolicznej zmianie zastąpił na boisku żegnającego się Artura Jędrzejczyka. Przejął nie tylko opaskę, ale swego rodzaju rolę lidera drużyny. Po raz kolejny nie wywiązał się z niej jednak w stu procentach. W kontekście rozegrania był to przeciętny występ. Brakowało mu  odważnych decyzji, przez większą część meczu grał prosto, przewidywalnie i bez większego zaskoczenia dla rywali. Kilka razy udało mu się jednak błysnąć - udało mu się zanotować 4 kluczowe podania, a dwa z nich potrafiły całkowicie rozbroić defensywę gości. W 59. minucie wykorzystał wolną przestrzeń przed polem karnym, obrócił się z piłką i momentalnie, kapitalnym prostopadłym podaniem uruchomił za linię obrony Łukasza Zjawińskiego, który jednak dwukrotnie nie trafił w futbolówkę i zmarnował wyśmienitą okazję. Podobnym podaniem, z nieco dalszej odległości, Kapustka popisał się w 85. minucie, znajdując na prawej stronie Pawła Wszołka, co doprowadziło do kolejnej okazji bramkowej Zjawińskiego. Kapustka miał jednak lekkie problemy w defensywie i elemencie asekuracji. Jego brak doskoku przed polem karnym był decydujący przy akcji Śląska, po której Wrocławianie wywalczyli rzut karny.

Wojciech Urbański - Pomocnik pojawił się na boisku po przerwie. Udało mu się rozkręcić grę warszawskiego zespołu. Pokazywał duże zaangażowanie, był bardzo aktywny i non stop szukał swoich szans na pomoc w rozegraniu. Pokazywał się zarówno na własnej połowie, w środkowej tercji boiska, ale również pod polem karnym przeciwników, co w 66. minucie pozwoliło mu na oddanie mocnego strzału sprzed pola karnego, którym sprawił sporo problemów bramkarzowi Śląska. Tchnął w zespół nowego ducha i wniósł do jego poczynań wiele świeżości. Jego wejście można byłoby ocenić nawet pozytywnie, gdyby nie znów popełnione bardzo proste i kosztowne błędy. To jego niecelne podanie, wprost pod nogi jednego z przeciwników doprowadziło do sytuacji Przemysława Banaszaka sam na sam z Otto Hindrichem. To również jego przegrany pojedynek na połowie Śląska, do którego Urbański podszedł zbyt nonszalancko, doprowadził do straty piłki i drugiej sytuacji gości oko w oko z bramkarzem Legii. Łącznie zresztą pomocnik zanotował aż 9 strat. Mimo to pracował ciężko nie tylko w elemencie rozegrania, ale także destrukcji i asekuracji, dokonując 6 udanych odbiorów i wygrywając większość pojedynków w defensywie. 

Mileta Rajović - Pojawił się na boisku w 85. minucie. Grał zbyt krótko, by ocenić jego występ.

Podaj ten news dalej:
Oceny legionistów
Komentarze (14)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość