Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Relacja z trybun: „Jędza”, zawsze będziesz legionistą!

poniedziałek, 31 sierpnia 2026 12:11 galeria wideo
Relacja z trybun: „Jędza”, zawsze będziesz legionistą!
fot. Mishka / Legionisci.com
Legionisci.com
HugollekLegionisci.com
7

Na ligową rywalizację ze Śląskiem musieliśmy poczekać prawie półtora roku, jako że drużyna z Wrocławia spadła z Ekstraklasy po sezonie 2024/2025 i cały poprzedni spędziła na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej.

W piątkowy wieczór przed wejściem na trybuny przeprowadzono zbiórkę na legijne oprawy. Spotkanie z „Władcami Dolnego Śląska” miało dla nas szczególny wydźwięk. Po pierwsze, na gniazdo po ponadrocznej przerwie wrócił „Staruch”, który podkreślał, że bardzo brakowało mu atmosfery trybun. Po drugie, pożegnaliśmy Artura Jędrzejczyka, który formalnie stał się legendą naszego klubu. Po trzecie, oddaliśmy cześć jednemu z nas – „Mańkowi”, który przed trzema tygodniami przedwcześnie od nas odszedł.

Podczas prezentacji składów pozdrowiliśmy wspomnianego „Jędzę”, który podpisał kontrakt ze stołecznym klubem i „wskoczył” do składu na kilka dni przed meczem. Wszystko po to, by w godny i oficjalny sposób pożegnać naszego utytułowanego piłkarza.

 

Wrocławianie przyjechali oni do Warszawy transportem kołowym w około 900 głów, wywiesili 8 flag i w przeważającej mierze zajęli miejsca w górnej części sektora gości. W trakcie samego meczu machali dużymi flagami na kijach i skupiali się przede wszystkim na dopingowaniu własnych piłkarzy, także bez koszulek.

Gdy zawodnicy wyłonili się z klubowego korytarza, głośno zaintonowaliśmy „Mistrzem Polski jest Legia”, a na „Żylecie” zaprezentowaliśmy efektowne flagowisko w klubowych barwach, w centrum którego utworzyła się liczba 55, jednoznacznie utożsamiana z Jędrzejczykiem. Dopełnił ją transparent ze złotym napisem „Ostatni z gatunku”. Chwilę później skandowaliśmy nazwisko naszego obrońcy, dodając głośno „Dzięki za wszystko, hej Artur, dzięki za wszystko!”.

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław kibice sektor gości
fot. Mishka / Legionisci.com

Jak się okazało, nasi ultrasi mieli w zanadrzu jeszcze coś ekstra. Kilka sekund po rozpoczęciu konfrontacji „Jędza” wykopał piłkę na aut, oddał opaskę kapitańską zastępującemu go Bartoszowi Kapustce, a piłkarze obu drużyn utworzyli dla naszej legendy specjalny szpaler. Wówczas rozpoczęliśmy odliczanie, po zakończeniu którego po obu stronach „Żylety” rozbłysło kilkadziesiąt rac, które „opięły” flagowisko w formę koszulki meczowej. Wyglądało to naprawdę elegancko. „Dzięki »Jędza«, dzięki!”, „Sto lat, sto lat!” oraz „Jesteś legendą, hej Artur, jesteś legendą!” – krzyczeliśmy w stronę bohatera tego wieczora.

 

Potem należało się już jednak skupić na szarej, kibicowskiej rzeczywistości i zabrać się za wokalne wspomaganie legionistów w odniesieniu zwycięstwa. „Warszawska Legio, zawsze o zwycięstwo walcz!” – zachęcaliśmy naszych grajków do wytężonej pracy na boisku. Następnie dwukrotnie odtańczyliśmy legijnego walczyka i całkiem nieźle wykonywaliśmy „Do boju, Legio, marsz!”. Prócz tego pozdrowiliśmy nasze zgody i uskutecznialiśmy „Legioooo!” z machaniem szalikami i przysiadaniem.

Warto dodać, że przyśpiewkę „W tramwaju jest tłok” wykonaliśmy z dwoma alternatywnymi zakończeniami – najpierw „[...] dwie bramki Jędrzejczyk i dwie Saganowski [...]” dla naszego bohatera, a później z lekkim przekąsem „[...] dwie bramki Adamski i dwie bramki »Zjawa«, Mileta dla ciebie ława!” dla naszego „supersnajpera”. ;)

Mijały kolejne minuty, a na boisku utrzymywał się bezbramkowy remis. „Legia, Legia, Legia, Legia goooool!” – domagaliśmy się pierwszego trafienia przez „Wojskowych”. Niestety, zamiast gola dla naszej drużyny musieliśmy oglądać bramkę zdobytą przez zawodników z Wrocławia. W 31. minucie gry Rafał Augustyniak próbował nieprzepisowo zatrzymać w polu karnym Enissa Shabaniego, co przełożyło się na – zweryfikowaną jeszcze przez VAR – „jedenastkę” dla Śląska. Do futbolówki podbiegł Samiec-Talar, który pewnym strzałem pokonał naszego bramkarza. Fani z sektora gości oszaleli wówczas z radości i, rozentuzjazmowani, pościągali swoje trykoty; my zaś z całym impetem nakazywaliśmy naszym zawodnikom, aby ci jechali z wiadomo kim.

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław krzyż race Żyleta Maniek Grochów
fot. Mishka / Legionisci.com

W 43. minucie meczu trybuny całkowicie ucichły. Wówczas bowiem oddaliśmy hołd jednemu z nas – „Mańkowi” z Grochowa, który w wieku zaledwie 43 lat przedwcześnie nas opuścił. Na dole „Żylety” wywieszono transparent „Ś.P. Maniek”, a w samym jej centrum zapłonął symboliczny krzyż z czerwonych rac ku czci naszego zmarłego brata po szalu.

Do końca pierwszej połowy wynik już się nie zmienił i Legia przegrywała ze Śląskiem 0-1. W przerwie na murawie stadionu pojawili się przedstawiciele różnych legijnych sekcji (m.in. zwycięskich badmintonistów czy rugbystek), a także dzieci, które na co dzień trenują w różnych oddziałach legijnych szkółek.

Drugie 45 minut pojedynku rozpoczęliśmy tradycyjnie od hymnu naszego klubu, po czym całkiem konkretnie uskutecznialiśmy „Hej Legia gooool!”, mając nadzieję na szybki zwrot akcji w meczu. Mimo że wielu z nas wkładało w doping dużo wysiłku, niektórzy chyba zbyt mocno zaangażowali się w obserwację gry na boisku, przez co doświadczyli bliskiego spotkania trzeciego stopnia z najnowszymi trendami obuwniczymi. ;)

Dało się zauważyć, że nasz wodzirej bardzo stęsknił się za Łazienkowską. Starał się angażować w doping wszystkie trybuny stadionu. Bez wątpienia chciał, aby nasze śpiewy były iście perfekcyjne, zwłaszcza podczas tak podniosłego spotkania. 3. „Gdybym jeszcze raz miał urodzić się...” wybrzmiała z naszych gardeł naprawdę konkretnie. Całkiem nieźle zaprezentowaliśmy się także podczas „Za kibicowski trud” czy „Dziś zgodnym rytmem”.

 

Mimo że cały czas staraliśmy się dopomóc wokalnie „Wojskowym”, wynik nie ulegał zmianie. Dodatkowo momentami denerwował nas arbiter, którego rozmaite decyzje wyraźnie podnosiły nam ciśnienie. Jakby tego było mało, rywale wcale nie zamierzali zadowolić się pojedynczym trafieniem z pierwszej połowy, tylko próbowali wykorzystać każde potknięcie legionistów, by podwyższyć skromne prowadzenie. A tych wpadek przytrafiało się naszym grajkom niestety całkiem sporo. Szczerze powiedziawszy, tylko kapitalna postawa naszego golkipera zapobiegła blamażowi 0-3 lub 0-4. Najprawdopodobniej do tej pory wielu z nas głowi się, jak doszło do tego, że Śląsk nie strzelił nam kolejnych bramek. Dzięki ponadprzeciętnym interwencjom tego wieczora Otto Hindrich doczekał się z naszej strony skandowania swojego nazwiska.

Choć sytuacja wydawała się patowa i wszystko wskazywało na to, że nasz klub dozna w tym sezonie pierwszej ligowej porażki, nie zamierzaliśmy się poddawać. „Legia walcząca do końca!”, „Do boju, Legio, marsz!” i „Legia, Legia, Legia, Legia goooool!” – krzyczeliśmy w kierunku murawy, by dodać sił i wiary naszym – nie do końca poradnym tego dnia – piłkarzom.

Sędzia Szczerbowicz doliczył pięć minut do regulaminowego czasu gry – 300 sekund, które pozwalały mieć jeszcze nadzieję na cud. Wtedy właśnie zaintonowaliśmy „Nie poddawaj się” – przyśpiewkę, która niejednokrotnie odwracała losy skreślonych już spotkań. Wtem naprawdę doszło do cudu – po jednej z kontr Paweł Wszołek dośrodkował futbolówkę w pole karne, a wprowadzony kilkanaście minut wcześniej Rafał Adamski skierował ją głową do siatki Wrocławian. Z niedowierzaniem rzuciliśmy się sobie w ramiona i liczyliśmy na to, że finalnie to stołeczni „Wojskowi” pokuszą się jeszcze o niespodziankę i przeprowadzą kolejną akcję, po której padnie zwycięski gol. „Jeszcze jeden!” – wrzeszczeliśmy wniebogłosy. Niestety, nie starczyło już na to czasu, toteż musieliśmy się zadowolić podziałem punktów. Tak naprawdę w tych okolicznościach – żegnania legijnej legendy – piątkowy wynik, chociaż oczywiście ważny, zszedł na drugi plan.

Chwilę po zakończeniu pojedynku po raz kolejny skandowaliśmy Artura Jędrzejczyka i głośno śpiewaliśmy w jego kierunku „Dzięki za wszystko, hej Artur, dzięki za wszystko!”. Ponadto, gdy cała drużyna podeszła w okolice „Żylety”, poprosiliśmy naszego obrońcę, aby wsłuchał się w to, co mieliśmy mu do powiedzenia. „Dziękujemy Ci za wszystko, zawsze będziesz legionistą!” – dobitne przesłanie donośnie niosło się z naszych gardeł. Wówczas nasz wzruszony piłkarz ucałował herb i otrzymał od nas porcję sowitych braw. Specjalnie dla niego raz jeszcze odśpiewaliśmy także „Mistrzem Polski jest Legia!”. Jednocześnie na stadionowych telebimach zaprezentowano najciekawsze ujęcia z piłkarskiego okresu „Jędzy” przy Łazienkowskiej.

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław Artur Jędrzejczyk gniazdo
fot. Mishka / Legionisci.com

Następnie Jędrzejczyk pobiegł w kierunku naszej trybuny i wszedł na gniazdo, gdzie z rąk „Starucha” otrzymał symboliczny puchar za całokształt zaangażowania w grę dla Legii na przestrzeni wielu sezonów. „Jędza” nie krył wzruszenia i w emocjonalnym przemówieniu podkreślił, że głęboko w sercu docenia to, co robimy na trybunach i że jest nam bardzo wdzięczny za wsparcie dla niego w ciągu tych wszystkich lat spędzonych przy Łazienkowskiej. Potem zaintonował przyśpiewkę „Gdybym jeszcze raz...”, którą wspólnie z nim donośnie odśpiewaliśmy, odsłuchał jeszcze gromkiego „Sto lat!”, po czym oddalił się na środek boiska, gdzie rozłożono wielką koszulkę z jego nazwiskiem oraz numerem 55, z którym występował, a który od tego momentu staje się w Legii numerem zastrzeżonym. Następnie otrzymał z rąk klubowych włodarzy pamiątkową paterę oraz ramkę z liczbą 420, stanowiącą liczbę jego oficjalnych występów w trykocie z „eLką” na piersi i złotą opaskę kapitańską. Pod tym względem Jędrzejczyk ustępuje jedynie śp. Lucjanowi Brychczemu. Na koniec wygłosił jeszcze jedno, nieco bardziej oficjalne, przemówienie, po czym koledzy z drużyny zgotowali mu prawdziwą fetę pożegnalną, tryumfalnie go podrzucając.

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław ultras oprawa 55 Artur Jędrzejczyk race Żyleta
fot. Woytek / Legionisci.com

A wracając do konfrontacji ze Śląskiem, to z jednej strony jej wynik bez wątpienia pozostawia spory niesmak, gdyż takie mecze – zwłaszcza z beniaminkami – należy po prostu wygrywać. Zarówno postawa naszych zawodników na boisku, jak i ich skuteczność mocno nas rozczarowały. Z drugiej strony jednak – dzięki fenomenalnej postawie Hindricha, którego interwencje uchroniły nas przed rychłą porażką, i bramce Adamskiego zdobytej w doliczonym czasie gry – legioniści nadal pozostają niezwyciężonym zespołem w Ekstraklasie i utrzymują fotel ligowego lidera.

Przed nami dwie wyjazdowe rywalizacje z Motorem. Najpierw we wtorek 1 września o godzinie 20:30 „Wojskowi” zmierzą się z „Rycerzami Koziego Grodu” w ramach piłkarskiego Pucharu Polski, po czym w sobotę 5 września ponownie udadzą się do Lublina, by o 20:15 rozegrać tam z „Motorowcami” ligowy mecz.

P.S. Na „Żylecie” zadebiutowała flaga "Góra Kalwaria", wywiesiliśmy także następujące transparenty: „Piłka nożna dla kibiców – nie dla kur** nożowników!”, nawiązujący do ostatniej, ohydnej akcji kibiców Wisły Kraków względem fana Hutnika, oraz „Ryba JB wracaj do zdrowia”, skierowany do fana Jagiellonii Białystok, który podczas spotkania w Tbilisi spadł z trybun.

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław transparent Wisła nożownicy
fot. Mishka / Legionisci.com

P.P.S. 6 września odbędą się V Igrzyska Legii. W tym samym dniu o godzinie 16:00 przy Łazienkowskiej rozegrane zostanie jubileuszowe spotkanie w ramach obchodów 110-lecia Legii, w którym wystąpią jej byli zawodnicy. Bilety na „Żyletę” dostępne są w cenie 35 złotych.

P.P.P.S. Pragniemy złożyć najszczersze gratulacje naszemu redakcyjnemu koledze Bodziachowi, któremu udało się ukończyć „Ultra-Trail du Mont-Blanc” – jeden z najtrudniejszych w Europie terenowych ultramaratonów. Marcin rozpoczął swój niespełna 174-kilometrowy bieg w Chamonix w piątek o 19:52, zaś pętlę wokół najwyższego szczytu Europy zamknął w niedzielę o 14:46 z łącznym czasem 42 godzin 53 minut i 48 sekund.

Frekwencja: 27 072
Goście: ok. 900
Flagi gości: 8

Hugollek

Podaj ten news dalej:
Komentarze (7)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość