Legia Warszawa doznała pierwszej ligowej porażki w tym sezonie i przerwała passę 15 kolejnych meczów w Ekstraklasie bez przegranej. "Wojskowi" ulegli na własnym stadionie Lechowi Poznań 1-2. Gra stołecznego zespołu nie była jednak zła - szczególnie w doskoku, pressingu i defensywie. Gracze Marka Papszuna razili jednak nieskutecznością i w pewnych momentach popełnili błędy, które przeciwnik takiej klasy skrzętnie wykorzystał. Zapraszamy na nasze oceny, jakie wystawiliśmy legionistom za ten mecz.
Plusy i minusy po meczu z Lechem
Rafał Augustyniak - Rozegrał po prostu profesorskie zawody. Udowodnił, że jest w naprawdę wysokiej formie i przede wszystkim, że potrafi utrzymać ją przeciwko mocniejszym zespołom. W zadaniach defensywnych prezentował niesamowitą pewność, wykazywał się należytą agresją, doskokiem do przeciwników i odpowiednimi reakcjami, które pozwalały mu dominować nad rywalami. Dzięki temu Augustyniak zwyciężył w aż 10 ze wszystkich 13 pojedynków z zawodnikami Lecha, a także zanotował aż 8 udanych odbiorów oraz przechwytów. Był po prostu pewnym punktem defensywy, który nie pozwalał rozwinąć skrzydeł kreatywnym, szybkim i błyskotliwym graczom poznańskiego zespołu, eliminując większość ich atutów. Przy obu straconych bramkach próbował naprawiać błędy kolegów, musiał przesuwać się ze swojej nominalnej pozycji bliżej boku pola karnego, przez co zostawiał trochę wolnego miejsca w centralnej części "szesnastki", jednak te reakcje należy uznać za pozytywne. Poza tym pokazał świetną jakość z piłką przy nodze. Był najaktywniejszym zawodnikiem Legii pod kątem rozegrania, zaliczył zdecydowanie najwięcej kontaktów z piłką z całego zespołu. Przede wszystkim jednak miał dobrą wizję i skuteczność w swoich podaniach, które pozwalały drużynie przyspieszyć ataki. Jego jakość uwidaczniała się również w licznych indywidualnych rajdach, których się podejmował. Augustyniak był pewny w opanowaniu piłki, potrafił wykorzystywać wolne przestrzenie i przesuwać się z piłką z własnej połowy pod pole karne Lecha. Wykazał się w tym wszystkim aż 4 udanymi dryblingami, które przybliżyły go do oddania dwóch celnych strzałów, a szczególnie ten z 64. minuty niesamowicie obroniony przez Mateusza Lisa mógł robić wrażenie. W ofensywie "August" zapracował także w 74. minucie, gdy mimo podwojonego krycia w polu karnym Lecha, potrafił wykorzystać swoje warunki fizyczne, z dużym spokojem wygrać pojedynek o górną piłkę, zgrywając ją wprost do Bohdana Wjunnyka i notując już swoją 7 "liczbę" w tym sezonie. Indywidualnie był to zdecydowanie najlepszy występ, wręcz perfekcyjny w wielu elementach.
Robert Deziel Jr. - Przed tym meczem było sporo obaw co do występu Amerykanina. Dla Deziela Jr. był to w zasadzie pierwszy mecz w karierze o takiej wadze i gatunku emocjonalnym. Rywale ofensywni, którzy stali naprzeciw niemu, również mieli zdecydowanie więcej jakości niż poprzedni przeciwnicy. Niewiadomą było, jak obrońca poradzi sobie z taką rangą pojedynku i siłą rażenia Lecha w ataku. 21-latek odpowiedział jednak na te wątpliwości w najlepszy możliwy sposób. Przez znaczną część spotkania trzymał w ryzach lewą stronę defensywy Legii, nie mając przy tym łatwego zadania i wielokrotnie musząc asekurować wolne strefy pozostawiane przez Kacpra Chodynę czy Rubena Vinagre. Deziel Jr. jednak wielokrotnie dobrym czytaniem gry i ustawianiem się przerywał kontrataki gości i nie pozwalał im na przedostanie się na pole karne, a łącznie udało mu się zanotować 7 skutecznych odbiorów i przechwytów. Miał w tym meczu w zasadzie jeden moment zawahania, choć kosztowny - przy pierwszej akcji bramkowej Lecha był ustawiony w polu karnym blisko Yannicka Agnero, jednak w pewnym momencie odpuścił krycie napastnika. Ogólnie pokazał naprawdę dużą dojrzałość i prezentował się pewnie w starciach z mocnymi rywalami. Chętnie wychodził wysoko i pokazywał się do podań, starając się być opcją do rozmontowania poznańskiej drużyny. Defensor zaprezentował się z niezłej strony i pokazał, że jego pewność siebie wzrasta i jest już przygotowany na tego typu starcia.
Otto Hindrich - Choć przed meczem wydawało się, że Hindrich może mieć w nim ręce pełne roboty, wcale tak nie było. Goście oddali na jego bramkę pięć celnych strzałów, a Rumun poradził sobie z obroną dwóch prób. Dobrą interwencją wykazał się szczególnie w 27. minucie, gdy mocne uderzenie z dość ostrego kąta z lewej strony pola karnego oddał Pablo Rodriguez, ale golkiper zdołał zbić piłkę na rzut rożny. Niestety, również dwukrotnie musiał wyciągać piłkę z siatki. Zarówno przy pierwszej, jak i drugiej akcji bramkowej, jego reakcje nie mogły być wyraźnie lepsze, może nieco szybsze, lecz generalnie Hindrich nie miał większych szans, by wykazać się w tym sytuacjach skutecznymi interwencjami, nie mógł również pomóc w nich drużynie na przedpolu. Bramkarz nie popełniał również większych błędów w rozegraniu, nie ulegał pressingowi graczy Lecha, jak i również w sytuacjach na przedpolu.
Kamil Piątkowski - To był bardzo niejednoznaczny, ciężki do ocenienia występ w wykonaniu defensora. Z jednej strony w grze obronnej prezentował się dość solidnie, z drugiej popełnił dwa proste, kosztowne błędy. Dobrze współpracował z resztą partnerów z defensywy, przesuwał się pod własnym polem karnym i przerywał w zarodku ataki lechitów. Był skuteczny w pojedynkach z przeciwnikami, wygrywając 85% z nich i dokonując 4 udanych odbiorów. Wykazał się także bardzo ważną interwencją w doliczonym czasie pierwszej połowy, dobrze ustawiając się tuż przed linią bramkową i wybijając piłkę po strzale Patrika Walemarka. Choć przez znaczną część meczu w zadaniach obronnych prezentował się naprawdę dobrze, miał problemy przy obu akcjach bramkowych Lecha. W sytuacji z 56. minuty był dobrze ustawiony na prawej stronie pola karnego, mógł przerwać akcję w momencie podania do Leo Bengtssona, jednak przy obrocie potknął się, co mocno zaburzyło obronę tego ataku. Przy drugim trafieniu gości natomiast zareagował fatalnie na połowie rywali. Piątkowski wyszedł wysokim pressingiem na prawej stronie i próbował wysoko przerwać akcję Lecha, jednak w poszedł "na raz" i w prosty sposób przegrał starcie z Danielem Hakansem, co znacznie przyspieszyło rozegranie Poznaniaków i dało im mnóstwo wolnego miejsca na lewej flance. Co więcej, Fin po tym pojedynku zdołał dobiec na pole karne Legii i zaliczyć asystę, a obrońca zdołał odbudować ustawienie praktycznie w momencie strzału Luisa Palmy. Te dwie sytuacje są ogromną plamą na tym występie Piątkowskiego. Pracował w ofensywie i budowaniu akcji - przechodził z piłką na połowę Lecha i uczestniczył w rozegraniu. Był także aktywny przy ofensywnych stałych fragmentach gry, dochodząc do dwóch sytuacji strzeleckich. Lepiej mógł zachować się w 22. minucie, gdy niepilnowany otrzymał idealne dośrodkowanie na 5. metr, jednak uderzył głową tylko w prosto bramkarza. Lepszym wykończeniem popisał się w trudniejszej sytuacji z 63. minuty, kiedy zamykał centrę z rzutu rożnego na bliższym słupku, jednak skierował piłkę jedynie w dalsze obramowanie bramki. Piątkowski miał w tym meczu dużo dobrych, ale i złych momentów.
Michal Ševčík - Czech po udanym występie przeciwko Cracovii, okraszonym golem, otrzymał kolejną szansę na grę w wyjściowym składzie. Jego gra nie była tak dobra, jak w Krakowie, jednak swoim zaangażowaniem wielokrotnie pomagał zespołowi zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Był szczególnie aktywny w pressingu, wielokrotnie dawał sygnał do nacisku i uporczywie naciskał na rywali, co zmuszało graczy Lecha do dalekich wybić i przyczyniało się do wielu przejęć piłki. Był także zaangażowany w grę z piłką i rozegranie akcji, choć jego technika w tym meczu niekoniecznie przynosiła większe korzyści. Pokazuje to zresztą statystyka pojedynków, w której Czech miał połowiczną skuteczność. Momentami potrafił jednak zrobić różnicę swoimi podaniami, a łącznie zanotował 4 kluczowe zagrania. Zdecydowanie najlepszym z nich było jego dośrodkowanie z rzutu rożnego z 63. minuty, którym na bliższym słupku obsłużył Kamila Piątkowskiego, a ten trafił w obramowanie bramki. Czech z zaangażowaniem wracał pod pole karne i pracował w defensywie, dokonując 3 odbiorów i 2 udanych wślizgów. Pomocnik był w tym meczu pomocny w wielu elementach i zaliczył solidny występ. Opuścił murawę w 67. minucie.
Rafał Adamski - Występ atakującego był bardzo pechowy. Od pierwszych minut prezentował się nieźle. Był zaangażowany, ciężko pracował w wysokim pressingu, ale również potrafił utrzymać się z piłką przy nodze, zastawić w pojedynkach z rywalami, co przynosiło mu zwycięstwo we wszystkich podjętych starciach. Niestety, w 17. minucie w wygranym pojedynku z Patrikiem Walemarkiem Adamski był faulowany, a jego prawa noga utknęła w zwarciu, przez co doszło do skręcenia stawu skokowego. Napastnik po opatrzeniu przez lekarzy wrócił jeszcze na boisko, ale nie był w stanie długo kontynuować gry i w 29. minucie opuścił murawę.
Bartosz Kapustka - W pierwszej połowie prezentował się jeszcze nieźle. Udawało mu się zbierać w środku pola wiele piłek przejętych przez obrońców. To głównie w pierwszej części udało mu się zanotować również większość z 10 udanych odbiorów i przechwytów. Początkowo starał się przyspieszać ataki swojego zespołu, podłączał się pod pole karne przeciwników. Dzięki temu w 25. minucie po obrocie oddał płaski strzał na bliski słupek, ostatecznie obroniony przez bramkarza Lecha. Popisał się świetnym dośrodkowaniem po rozegraniu na krótko rzutu rożnego, którym idealnie obsłużył niepilnowanego Kamila Piątkowskiego. Mniej więcej po tych akcjach zaczęły narastać jego coraz większe problemy. Przede wszystkim w jego poczynania wkradła się duża bojaźń i brak pomysłu. Widoczne było to z biegiem drugiej połowy, a szczególnie po wyjściu Lecha na prowadzenie, gdy Kapustka zaczął coraz dłużej przetrzymywać piłkę i decydować się na zagrania wszerz lub do tyłu, co zdecydowanie zwalniało ataki Legii. Stracił także jakość bez piłki, przestał nadążać za rywalami i przegrywał pojedynki w środkowej strefie w prosty sposób. To po części przełożyło się na stratę pierwszego gola, bo choć Kapustka był ustawiony kilka kroków przed pędzącym Patrikiem Walemarkiem, nie był w stanie dogonić Szweda i pomóc w przerwaniu tego ataku. Generalnie pomocnik był bardzo zagubiony w tej akcji, nie wiedział za bardzo co zrobić i jak się zachować. Podobny chaos panował w jego zachowaniu również przy drugiej bramce gości.
Wojciech Urbański - Drugi z pomocników na początku pierwszej połowy również prezentował się dobrze. Od pierwszych minut był aktywny, szukał gry z piłką przy nodze, potrafił się z nią utrzymać i wygrywał pojedynki z przeciwnikami. W 25. minucie wykazał się również wizją, dogrywając prostopadle między obrońcami na pole karne do wybiegającego Pawła Wszołka i kreując mu sytuację sam na sam, której wahadłowy nie wykorzystał. Jeszcze w pierwszej połowie zaczęło wkradać się w jego grę wiele niedokładności, szczególnie w elemencie podania, które jeszcze bardziej uwidoczniły się po przerwie. Urbański coraz częściej popełniał proste błędy, często podając wprost pod nogi przeciwników, momentami również na własnej połowie, co doprowadzało do zagrożenia bramki Legii. Miał także negatywny wkład w stratę pierwszego gola. Choć był lepiej ustawiony niż rozpędzający się z piłką Patrik Walemark, pomocnik w prosty sposób przegrał pojedynek fizyczny ze Szwedem i dał mu się wyprzedzić, co w zasadzie rozpoczęło akcje bramkową Poznaniaków. Po przerwie z minuty na minutę prezentował się coraz gorzej, popełniał coraz więcej błędów i notował wiele niedokładności, które przekładały się na niweczenie starań całego zespołu. Został zmieniony w 85. minucie.
Paweł Wszołek - Doświadczony prawy wahadłowy zawiódł w starciu z dużym rywalem. Przede wszystkim prezentował się bardzo nieodpowiedzialnie, zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Choć podłączał się do ofensywy, emanował nieskutecznością i brakiem jakości z piłką przy nodze. Ostatecznie żadna z jego dwóch prób dośrodkowań nie była celna, był bezradny w pojedynkach z przeciwnikami, notując zerową skuteczność w pięciu starciach i jeden nieudany drybling. Nie potrafił w ofensywie zapewnić żadnych korzyści, notując dodatkowo aż 14 strat przy zaledwie 33 kontaktach z piłką. W 25. minucie udało mu się urwać na prawej flance i po prostopadłym podaniu wbiec w pole karne, jednak zbyt długo podejmował decyzję i ostatecznie w dogodnej sytuacji oddał strzał prosto w nogi interweniującego obrońcy. Wielokrotnie nie nadążał za poczynaniami graczy Lecha. Idealnie pokazała to 15. minuta, gdy przy górnym podaniu był spóźniony do wybiegającego Leo Bengtssona i musiał ratować się faulem tuż przed polem karnym. Pod koniec pierwszej części z impetem wpadł w Michała Gurgula, za co spokojnie mógł otrzymać drugie napomnienie, przedwcześnie wylecieć z boiska i osłabić zespół. Po naprawdę słabym występie opuścił boisko w przerwie.
Kacper Chodyna - Chodyna był w tym meczu nastawiony bardzo ofensywnie, wychodził wysoko poza własną połowę i na boku boiska wspierał zespół w wysokim pressingu, co jest chyba jedynym pozytywem, który można zapisać na jego konto. Przez to jednak zostawiał za swoimi plecami mnóstwo wolnego miejsca, które gracze Lecha starali się wykorzystywać. Jego ofensywna gra przynosiła problemy w obronie i narażała zespół na kontrataki. Wahadłowy nie zanotował ani jednego celnego dośrodkowania przy trzech próbach, przegrał aż 5 z 7 pojedynków z przeciwnikami, a dwa oddane przez niego strzały w żadnym stopniu nie mogli zagrozić gościom. Pod koniec pierwszej połowy prostym zwodem dał się ograć na lewej flance Patrikowi Walemarkowi, dzięki czemu Szwed doszedł do strzału z pola karnego. Fatalną reakcją i doskokiem wykazał się także przy pierwszej akcji bramkowej Lecha, gdy przy próbie doskoku do pędzącego skrzydłowego "Kolejorza" odbił się od niego jak od ściany. Ani po lewej stronie, ani po przestawieniu na prawą flankę nie dawał żadnych argumentów, by nadal pozostawić go na boisku, przez co opuścił je w 67. minucie.
Łukasz Zjawiński - Napastnik był w tym meczu zupełnie poza grą. Długimi momentami można było w ogóle zapomnieć o tym, że przebywa na boisku. Wskazują to również statystyki, gdyż przez cały mecz Zjawiński zanotował zaledwie 17 kontaktów z piłką. Nie dość, że rzadko brał udział w grze, to był do tego jeszcze nieskuteczny. Aż 7-krotnie tracił posiadanie, zanotował jedynie 5 celnych podań i przegrał 4 ze wszystkich 7 pojedynków z przeciwnikami. Nie udawało mu się pokonywać obrońców, nie odnajdywał się w polu karnym przeciwników, przez co, mimo dość ofensywnego nastawienia Legii, nie udało mu się dojść do żadnej sytuacji strzeleckiej, a przez cały mecz oddał tylko jeden zablokowany strzał. Niestety, nie pracował również pozytywnie bez piłki, nie był szczególnie zaangażowany w pressing, a na pewno nie tak, jak reszta atakujących stołecznego zespołu. Zjawiński był w tym meczu po prostu słaby i całkowicie niewidoczny, a mimo to rozegrał pełne 90 minut.
Zmiennicy
Bohdan Wjunnyk - Wszedł na boisko w 67. minucie. Od początku wykazywał dużą aktywność - naciskał na rywali, starał się odzyskiwać posiadanie, a w ofensywnych akcjach zespołu pokazywał się do podań i szukał miejsca w polu karnym. Jego zaangażowanie zaprocentowało już w 74. minucie. Wjunnyk dobrze ustawił się na 5. metrze, dopadł do zgranej piłki przez Rafała Augustyniaka i mocnym strzałem głową z bliskiej odległości "przełamał dłonie" interweniującego bramkarza, doprowadzając do wyrównania i zdobywając swoją premierową bramkę w barwach Legii. Ukrainiec świetnie zachował się również niecałe 10 minut później, gdy odebrał na połowie Lecha wybitą piłkę, pociągnął z nią na pole karne, zszedł na prawą nogę i uderzył mocno na bramkę, jednak w jej centralną część, przez co ułatwił interwencję bramkarzowi. Zaliczył jednak zaangażowane i pozytywne wejście, dające znak, że warto na niego stawiać.Damian Szymański - Pojawił się na murawie w 85. minucie. Podobnie, jak w spotkaniu z Cracovią, w doliczonym czasie gry miał szansę zmienić losy meczu. Pomocnik dopadł do piłki na 14. metrze, momentalnie uderzył pod poprzeczkę, jednak fenomenalną interwencją przy tym strzale popisał się Mateusz Lis. Szymański nie mógł zrobić nic więcej.
Mateusz Szczepaniak - Jeszcze w pierwszej połowie zmienił na boisku kontuzjowanego Rafała Adamskiego. To niestety był kolejny mecz, w którym przez znaczną część swojego występu, poza intensywnym bieganiem i licznymi sprintami, nie wnosił nic więcej do gry zespołu. Był mało zaangażowany w budowanie akcji i z piłką przy nodze, a gdy już, to był z nią bardzo nieskuteczny. Grał prosto i przewidywalnie, przez co wygrał zaledwie 2 ze wszystkich 7 pojedynków z przeciwnikami, nie podejmując przy tym ani jednej próby dryblingu. Jego poziom był po prostu za słaby, by jakkolwiek zaskoczyć i pokonać defensorów Lecha. Nieco uaktywnił się w ostatnim kwadransie. Tuż przed jego rozpoczęciem zebrał piłkę w okolicach pola karnego i posłał wysokie dośrodkowanie, o które powalczył Rafał Augustyniak, co doprowadziło do akcji bramkowej. W 80. minucie atakujący mógł wpisać się na listę strzelców. Szczepaniak otrzymał górne podanie na pole karne i należy go pochwalić za przygotowanie strzału - dobrze przepychał się z Joelem Pereirą i ustawił się na środku "szesnastki", na raty opanował piłkę, ale najwięcej do życzenia pozostawił element wykończenia, gdyż jego uderzenie było dość proste do obrony.
Ruben Vinagre - Pojawił się na murawie po przerwie, wracając do gry po kontuzji i dwóch meczach nieobecności. Nie udało mu się jednak podnieść poziomu na lewej flance i wnieść do gry zespołu czegoś pozytywnego. Nie radził sobie z piłką przy nodze, jego rajdy były wolne i przewidywalne. Przez to gdy wchodził w pojedynki z przeciwnikami, był w nich na straconej pozycji, a ostatecznie skończył z nieco ponad 35-procentową skutecznością. Jak już się przebił pod pole karne Lecha, to nie umiał wykończyć akcji, wykonując tylko jedno celne dośrodkowanie. Nie radził sobie z błyskotliwością przeciwników, dawał się ogrywać w prosty sposób, pozwalał skrzydłowym Lecha urywać się i przedostawać się z łatwością na pole karne. Jego błąd był także kluczowy przy stracie drugiego, zwycięskiego gola dla gości. Vinagre po pierwsze był spóźniony w reakcji przy podaniu na dalszy słupek Daniela Hakansa, a gdy próbował jeszcze zareagować i przeciąć piłkę lecącą w kierunku Luisa Palmy, potknął się, co zupełnie go pogrążyło.
Shinnosuke Fukuda - Japończyk wszedł na boisko w 67. minucie. Był to dla niego pierwszym mecz i oficjalny debiut w barwach stołecznego zespołu. Należy pochwalić go za zaangażowanie i intensywność, która w pierwszych chwilach przyniosła sporo ożywienia w grze Legii. Aktywność z czasem zdawała się jednak na nic, gdy wahadłowy raził nieskutecznością. Dobrze wybiegał na prawej stronie, pokazywał się na wolnej pozycji, ale gdy dochodziło do wykończenia, popełniał błędy. Przez to tylko jedna z jego sześciu prób dośrodkowań zakończyła się sukcesem, a także zanotował aż 12 strat. Poza tym trzeba zdecydowanie zganić go za zachowanie przy drugiej akcji bramkowej, w której dwukrotnie musiał zachować się lepiej. Japończyk najpierw wyszedł wysokim pressingiem do rozgrywającego piłkę Michała Gurgula, lecz dał się ograć defensorowi Lecha w prosty sposób, następnie wrócił na pole karne i w ogromnym chaosie, jaki w nim panował, w dziecinnie prosty sposób, łatwym zwodem dał się zgubić Danielowi Hakansowi, który następnie dośrodkował, notując asystę przy trafieniu Lusia Palmy. Fukuda nie może zaliczyć tego debiutu do udanych.
