Jeśli ktoś jeszcze nie zauwa?y?, a mam wra?enie ?e niektórym istotnie to umkn??o, donosz?, ?e w ostatnim tygodniu mieliśmy zamkni?cie rozgrywek polskiej ligi pi?karskiej sezonu 2000/01. Przecie? grają jeszcze! - zakrzykną wzburzeni kibice. Walka o puchary! o utrzymanie! - hukną inni, liczący na sceny dobrego futbolu z ko?cówki ligowej jak na resztki z pa?skiego sto?u. Tym wszystkim tym dobitniej donosz?, ?e sezon ligowy sko?czy? si? w naszym kraju w sensie pi?karskim. To, co ostatnio oglądaliśmy na ligowych boiskach i to co jeszcze b?dzie nam przedstawiane, to ju? tylko mniej lub bardziej paradna realizacja scenariusza, w którym obsada kluczowych ról zosta?a zamkni?ta. Rodzaj do?ynek, w których wielcy wiedzą co dostaną, a maluczcy b?dą musieli troch? si? pogimnastykowa?, aby okaza? si? ciut lepsi od innych maluczkich - ich krąg tak?e jest jednak zamkni?ty. W przeciwnym razie musia?bym uwierzy?, ?e po?owa pi?karzy ligowych zapomnia?a na czym polega pi?ka no?na i wychodząc na bosko z trudem usi?uje sobie przypomnie? - bez efektu resztą. Bo polska liga charakteryzuje si? pewną specyfiką. Bo dru?yny lubią wiedzie? przed widzami jak film pt. "Rozgrywki" si? ko?czy. A wszystko to, ?eby unikną? w ko?cowej fazie tzw. kolejek cudów i nieprzyjemnej chryi z PZPN. Dlatego na boiskach oglądamy sceny przypominające bardziej komedie ze z?otego okresu filmu niemego ni? sceny z meczów pi?ki no?nej. Jeśli ktoś widzia? jak Pogo? grająca w ?odzi (mecz prawie bez fauli!) wykorzystuje szanse przegonienia Legii w tabeli, ten wie, o czym pisz?. Kto widzia? jakich cudów wirtuozerii dokonywali W?grzyn z G?siorem, ?eby z trzech i szesnastu metrów nie kopną? pi?ki, gdy bramka Widzewa nie by?a ju? prawie broniona, ten nie potrzebuje ?adnych wyjaśnie?. O popisach trójki obro?ców Legii litościwie nie wspomn?, bo musia?bym obrazi? ludzi, którzy utrzymują si? z uprawiania zawodu b?azna w cyrku. Oni pogodzili si? ze swoim miejscem w szeregu, czemu dali wyraz w ostatnich wywiadach i uznali, ?e kibice te? powinni przyją? do wiadomości, ?e teraz to ju? ino jase?ka, harce i baraszkowanie. A ci jak kto niemądry krzyczą, śpiewają, dopingują, prze?ywają, w ko?cu wyzywają... W podobnie powa?nym - pi?karskim tonie utrzymane są recenzje z wyst?pu dru?yny. Analizy gry, mia?d?ące oceny pi?karskich umiej?tności graczy... to tak jakbym poszed? na bazar i z?yma? si?, ?e nie wystawiają dramatów Szekspira. Tymczasem zamiast doszukiwa? si? aspektów pi?karstwa w wykonaniu rodzimych pi?karzy, trzeba przyją? konwencj? ko?ca rozgrywek i bawi? si? razem z aktorami spektaklu. Przecie? tylko w tym krótkim okresie oni dokonują rzeczy, o których na boiskach Europy mogą tylko pomarzy?. Liga na niby. Wpad?by ktoś na to?
Nie sugeruj? przez to rzeczy trywialnej, ?e z ca?ymi rozgrywkami jest nie w porządku, bo Legia przegrywa. Sugeruj?, ?e skoro do pewnego momentu nasza ukochana dru?yna nie potrafi?a utrzymywa? si? w stawce zabiegającej o lepsze role, w ostatnim akcie dosta?a rol? gorszą - drugoplanową. I pogodzi?a si? z nią. Po co si? bi?, jeśli to samo dostanie si? bez szarpania zdrowia, siniaków i zadyszki? Trofea i tak trafią tam, gdzie trafi? mają. Legia obroni miejsce w pucharach - najprawdopodobniej drugie, bo gdyby mia?a je straci?, to ju? by to nastąpi?o wskutek wyniku meczu Widzew-Pogo?.
Bez kibiców
Jak ju? zauwa?y? jeden z felietonistów ta historia si? powtarza od kilku lat. Jej scenariusz jest podobny jak odcinki brazylijskiej telenoweli. Mi?osierny PZPN chcia? nawet tym?e kibicom oszcz?dzi? gorzkich prze?y? związanych z meczem przeciwko GKS - próbowa? zamkną? trybun?... Ale có?, rozbuchany entuzjazm znowu zwyci??y?. Pi?karze natomiast po raz kolejny udowodnili, ?e tych?e kibiców mają w najwy?szym powa?aniu. Jak co roku o tej porze wiele s?ycha? o kompromitacji, o nieprzyk?adaniu si? do gry, o ha?bie, wstydzie, o niewarszawskości pi?karzy, o kolejnym trenerze, który ?le przygotowa? zespó? do sezonu itd. itp. Pi?karze udowadniają nam z du?ą cierpliwością, t?umaczą ?opatologicznie po raz kolejny, jak komu dobremu, ?e dru?yn?, którą mają nieszcz?ście stanowi? trzeba traktowa? tak, jak na to zas?uguje - olewa? i NIE PRZYCHODZI? NA JEJ MECZE. Andrzej Mleczko, t?umacząc dlaczego nie chadza na smutne filmy zaznaczy?: "Nie widz? powodu, ?ebym mia? martwi? si? za w?asne pieniądze."
Skoro sport wspó?czesny to forsa (nie myli? z farsą), skoro grają tylko pieniądze a nie sentymenty, skoro wszystko mo?na kupi?, dlaczego jedynymi naiwnymi mają by? kibice? Pi?karze Legii "grają" nie dla Legii, tylko dla pieni?dzy, a swoją "grą" udowadniają, ?e nie to niewystarczający pretekst ?eby gra? efektywnie, czyli nie zas?ugują nawet na te pieniądze. Zarząd Legii zarządza tym klubem tak, ?eby pomna?a? chaos i coś zarobi? przy okazji jak si? da, zamiast dą?y? do jasno sprecyzowanego celu i te? nie zas?uguje, ?eby tym klubem zarządza?. Kibice Legii miotają si? mi?dzy nienawiścią a uwielbieniem dla pi?karzy, ?yjąc z?udzeniem, ?e mo?e tym razem futboliści zakochali si? we w?asnym klubie i ?askawie zechcą coś wygra?. Brak rozsądku bywa przez natur? karany bezwzgl?dnie, nawet jeśli u jego pod?o?a le?y wielkie uczucie. Na szcz?ście ów ko?owrotek nonsensu nie dotyka tylko klubu z ?azienkowskiej, jednak tylko tu kibice nie potrafią pogodzi? si? z rzeczywistością i ?ądają romantycznych dozna? od struktury dalece nieromantycznej. Bo Legia w ostatnich latach sta?a si? synonimem nieporadności, brakoróbstwa i g?upoty - przedmiotem drwin i uosobieniem kompromitacji we wszystkich przejawach. Tylko tu du?e pieniądze nie gwarantują sukcesu, tylko tu nie sprawdzają si? najlepsi trenerzy, tylko tu najlepsi pi?karze zapominają jak trzeba gra? w pi?k?. Coraz mniej jestem pewny w takim uk?adzie, czy Legia to rzeczywiście my, bo co zosta?o z tej Legii, z którą chcielibyśmy si? uto?samia?? Swojsko brzmiąca nazwa?
Pawe? Zarzeczny by? minimalnie z?ośliwy nazywając dru?yn? z ?azienkowskiej gabinetem figur woskowych - znakomite nazwiska i bezruch. Ja b?d? bardziej z?ośliwy twierdząc, ?e Legia to objazdowa trupa (nie myli? z trupem) cyrkowa specjalizująca si? w prowincjonalnym spektaklu dla gawiedzi z podupadających pi?karsko miasteczek. Niepotrzebnie si? zresztą wyz?ośliwiamy, bo panowie pi?karze, jako osobnicy pozbawieni poczucia etyki wykonywanego zawodu mają to po prostu gdzieś, a swoje pieniądze i tak zarobią, jak nie tu, to gdzie indziej.
PS. Jedynym konstruktywnym przes?aniem tego felietonu jest propozycja, ?eby o tej Legii na par? tygodni zapomnie?. Nie odwiedza? ?azienkowskiej 3 ani innych obiektów, gdzie trupa warszawska zawita z wyst?pami. Nie chodzi o jakąś form? protestu, milczące trybuny czy cichą presj?. Chodzi o nieagresywne, zwyczajne olanie paru panów, którzy bezproduktywni biegają po trawniku. Niech biegają ze swoim ?a?osnym spektaklem sami dla siebie, jak zresztą jeszcze wielu innych panów w trykotach innych trup objazdowych.