Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Poczucie ?yciowej swobody

środa, 30 maja 2001 20:20
Dariusz Kubickiźródło: Pi?ka No?na Plus

-Meblarz Nowe Miasteczko, Zastal Zielona Góra- jakie to by?y kluby na prze?omie lat 70. i 80.?

-DARIUSZ KUBICKI: Meblarz gra? w A-klasie. Po roku treningów, w wieku 14 lat, zaczą?em wyst?powa? w jego zespole seniorów, co o czymś chyba świadczy. Chcia?em oczywiście podją? treningi wcześniej, ale najm?odsza grupa to byli ch?opcy 18-letni. Treningi z nimi stanowi?yby zagro?enie dla mojego zdrowia- orzekli szkoleniowcy, gdy mia?em 12 lat i kazali przyjś? za rok. Zignorowa?em t? rad? i chodzi?em na zaj?cia. Kiedy brakowa?o jednego do pary- brano mnie. W seniorach wypatrzyli mnie trenerzy z Zastalu. Przenios?em si? do Zielonej Góry, zaczą?em gra? w reprezentacji województwa, a w wieku 16 lat- w III lidze. Wkrótce trafi?em do reprezentacji Polski i wywalczy?em srebrny medal ME juniorów. Niebawem znalaz?em si? w Stali Mielec.

-Czy to by? dobry wybór?

-Doskona?y! Mia?em wtedy co prawda równie? propozycj? z Legii, zespo?u naszpikowanego reprezentantami kraju, ale nie ba?em si? ?adnej konkurencji. Stal po prostu wykaza?a wi?cej zainteresowania moją osobą. Jej dzia?acze przyjechali do domu, porozmawiali z rodzicami, obiecali, ?e si? mną zaopiekują, przypilnują, bym sko?czy? szko?? średnią. To mnie bardzo uj??o, przekona?o, ?e nie b?dzie mi si? w Mielcu dzia?a krzywda. W pierwszym sezonie zaj?liśmy trzecie miejsce w lidze, w drugim zostaliśmy zdegradowani. Ja tymczasem zadebiutowa?em w reprezentacji A i mia?em świadomoś?, ?e je?eli chc? w niej zosta?, to musz? gra? w ekstraklasie. Chcia? mnie Widzew, ale trener Legii Jerzy Kopa przekona? mnie, ?e warto przejś? w?aśnie do tego klubu. Nie bez znaczenia by? te? fakt, ?e w ten sposób za?atwia?em spraw? s?u?by wojskowej. Tak to moje losy związa?y si? z Legią- na dobre i na z?e.

-Czemu mimo tak wspania?ego sk?adu nie zdobyliście ani razu mistrzostwa Polski?

-Przewa?nie byliśmy górą w bezpośrednich spotkaniach z rywalami do tytu?u, natomiast jadąc do mniejszych miejscowości, jak Wa?brzych, gubiliśmy punkty. Wydawa?o nam si?, ?e mamy pewne zwyci?stwo przy minimalnym nak?adzie si?. Mo?emy mie? pretensje tylko do siebie.

-Pan posiada takowe w odniesieniu do w?asnej osoby?

-Nie. To znaczy- gdy gra?em w Legii wydawa?o mi si?, ?e jestem doskona?ym profesjonalistą. Zmieni?em t? ocen?, kiedy wyjecha?em do Anglii i zobaczy?em jak tamtejsi pi?karze potrafią podporządkowywa? ca?e swoje ?ycie futbolowi, aplikując sobie dodatkowe treningi, nierzadko zatrudniając do tego na swój koszt instruktorów. Zrozumia?em, ?e w czasie gry w Polsce powinienem pracowa? nad sobą znacznie wi?cej ponad to, co zalecali trenerzy w klubie, ?e kontakt z takimi miejscami, jak si?ownia, jest pi?karzowi niezb?dny. Tak wi?c gdybym zaczyna? karier? jeszcze raz, pracowa?bym nad sobą jeszcze wi?cej i zapewne wi?cej te? bym osiągną?. Ale jak na tamte czasy by?em profesjonalistą.

-W?aśnie. Mówi?o si?, ?e nie pasuje pan do rozrywkowego towarzystwa, które zebra?o si? w Legii...

-Lubi?em si? zabawi?, jak ka?dy m?ody cz?owiek. Tym ró?ni?em si? od kolegów, ?e stroni?em od alkoholu. A w ka?dym razie wiedzia?em, kiedy jest czas na drinka, a kiedy go nie ma. Ale na imprezy chodzi?em razem z kolegami.

-By? pan w szerokiej kadrze na fina?y MŚ`82. Nie liczy? pan po cichu na wyjazd na t? imprez??

-Mia?em tylko cie? nadziei. W kwietniu 1982 roku zagra?em w zespole U-21 znakomity mecz z Anglikami i to by?a jedyna podstawa do snucia ambitnych planów. Jednak wiedzia?em, ?e mam za ma?o czasu.

-W eliminacjach MŚ 1986 zagra? pan tylko dwukrotnie. Co zadecydowa?o o tym, ?e przegra? pan rywalizacj? z Krzysztofem Pawlakiem?

-Zarzucano mi, ?e gram za bardzo ofensywnie, selekcjoner stawia? na pi?karza lepszego w destrukcji.

-Inaczej wtedy postrzega? pan te sprawy. W jednym z wywiadów skrytykowa? pan trenera Piechniczka zarzucając mu, ?e mia?o dla niego znaczenie nie tylko jak kto gra, ale tak?e gdzie gra...

-Nie mia?em racji. Ka?dy trener jest rozliczany z wyniku i na pewno nie b?dzie si? w selekcji kierowa? innymi kryteriami, ni? sportowe. Oczywiście, kogoś lubi bardziej, kogoś mniej. To ludzkie. Wiem, bo sam dzisiaj jestem trenerem. Sam jednych zawodników traktuj? cieplej, a innych ch?odniej.

-Liczy? pan, ?e zagra od początku w meczu z Marokiem, inaugurującym start w fina?ach?

-Tak By?em wtedy w doskona?ej wr?cz dyspozycji, świetnie prezentowa?em si? w meczach na zgrupowaniu w Niemczech. Ale w 13 minucie dozna?em kontuzji, która zako?czy?a mój udzia? w imprezie. By? to wylew w stawie kolanowym. W przerwie mia?em kolano trzykrotnie wi?ksze, ni? normalnie. Czu?em wtedy ?al, ?e takie przygotowania, świetna forma, posz?y na marne. Niestety, pi?ka to sport kontaktowy i zawsze nale?y si? z tym liczy?.

-Jak z boku ocenia? pan ten turniej?

-Po wpadni?ciu na Brazyli? wszyscy zdawali sobie spraw?, ?e b?dzie bardzo ci??ko. Po pora?ce czu?o si? jednak w zespole wielki niedosyt i rozczarowanie- bo apetyty mieliśmy przecie? wi?ksze. Dziś trzeba oceni?, ?e wyjście z grupy w fina?ach MŚ to dobry rezultat. A wtedy sta? nas by?o akurat na tyle, ile zrobiliśmy.

-Czemu pa?skiej generacji nie uda?o si? pó?niej powtórzy? nawet tego?

-Trudno powiedzie?. Tym razem z jedenastu utalentowanych niewątpliwie zawodników nie uda?o si? stworzy? dobrego zespo?u. Poza tym by?o tak, niektórzy z zawodników grających za granicą traktowali przyjazd na kadr? jako urlop, inni myśleli tylko o tym, by wypromowa? si? w reprezentacji. Pytanie: dlaczego reprezentacja Polski w ostatnich kilkunastu latach nie odnosi?a sukcesów, to temat na prac? doktorską.

-Ostatni mecz w reprezentacji zagra? pan w 1991 roku, mając zaledwie 28 lat...

-Na pewno by?em w stanie gra? w niej d?u?ej. Zadecydowa?o to, ?e w Aston Villi nie potrafi?em za?apa? si? do podstawowego sk?adu. Có?, nie jestem zdania, ?e filozofia niektórych selekcjonerów reprezentacji, zak?adająca powo?ywanie tylko zawodników grających regularnie w swoich klubach, jest w?aściwa. Czasem warto si? zastanowi?, kto takiemu delikwentowi zabra? miejsce w sk?adzie. Ja straci?em je na rzecz reprezentanta Anglii- Earla Barreta.

-Czy nie za pó?no wyjecha? pan za granic??

-Wcześniej mia?em propozycj? z dwóch Borussii- Dortmund i Moenchengladbach. Ale zawsze coś stawa?o na przeszkodzie: wyrzucenie trenera, s?aba operatywnoś? mened?era. Dopiero kiedy związa?em si? z mieszkającym w Szwecji Bogdanem Maślanką, uda?o mi si? opuści? polską lig?. Zorganizowa? mi testy w Anglii. By?em najpierw w Leeds United, ale tam potrzebowali lewego obro?cy, wi?c trafi?em na Villa Park. W Anglii sp?dzi?em osiem lat. W Premiership rozegra?em bodaj 65 spotka?. A wyst?pując w Sunderlandzie zosta?em wybrany do jedenastki sezonu 1995-96 przez pi?karzy Division One.

-Skąd pomys? na podj?cie studiów w Anglii?

-Najpierw uczy?em si? j?zyka w college`u. A potem chcia?em zrobi? coś sensownego z wolnym czasem. Poszed?em na Uniwersytet w Sunderlandzie dowiedzie? si?, jakie są kursy. Zaproponowano mi, ze wzgl?du na przemiany zachodzące w Polsce, administracj? biznesu ze specjalizacją marketing mi?dzynarodowy. Studiowanie sprawia?o mi ogromną satysfakcj?. A mam taki charakter, ?e jak coś zaczynam, to chc? sko?czy?. I w 1999 roku uzyska?em tytu? Master of Business Administration. Dodam, ?e wcześniej uko?czy?em wszystkie trzy etapy kursu trenerskiego organizowanego przez angielską federacj? pi?karską. Mam uprawnienia do prowadzenia wszystkich zespo?ów na Wyspach.

-Dlaczego wi?c nie zaczą? pan kariery trenerskiej w Anglii?

-Zawsze wiedzia?em, ?e po zako?czeniu kariery wróc? do Polski. Brakowa?o nam w Anglii naszych rodzin. To by? ostatni dzwonek na powrót, gdy? córka mia?a ju? dziesi?? lat i coraz trudniej by?oby jej si? potem zaadaptowa? w Polsce.

-Zdobyty dyplom MBA dzisiaj za bardzo si? chyba panu nie przydaje?

-Nie powiedzia?bym. Nauczy?em si? w trakcie studiów wielu zasad kontaktowania si? z lud?mi, które staram si? teraz stosowa?. A zmys? organizacyjny potrzebny jest tak?e trenerowi. Mia?em w planach utworzenie w Polsce firmy pomagającej klubom w sprawach marketingowych, ale praca trenerska poch?on??a mnie do tego stopnia, ?e porzuci?em te zamiary. Na nic innego nie mam ani czasu, ani ochoty. Ale wiem, ?e mog? w ka?dej chwili zmieni? profesj?. To daje mi poczucie pewnej ?yciowej swobody.

-Jak pan ocenia dziś ten swój skok na g??boką wod?, czyli obj?cie zaraz po powrocie stanowiska trenera Legii Warszawa?

-Na pewno nie by?em wtedy tak przygotowany do tej roli, jak jestem dziś. Wiele punktów straciliśmy wypuszczając z rąk pewne niemal zwyci?stwa. Straci?em posad? zapewne dlatego, ?e akurat bez pracy by? najbardziej utytu?owany szkoleniowiec w Polsce i w?adze klubu ba?y si?, ?e ktoś sprzątnie go im sprzed nosa. Sądz?, ?e gdybym dosta? odrobin? wi?cej czasu, efekty mojej pracy by?yby lepsze. To zresztą jest choroba polskiej pi?ki- zbyt szybkie zwalnianie trenerów. Apeluj? do prezesów o wi?cej umiaru.

-Jakie pope?ni? pan b??dy?

-Zachowam je dla siebie. Zapewniam jednak, ?e potrafi? wyciąga? z nich nioski. Na pewno dobrze przygotowa?em zespó? do sezonu, co podkreśla? mój nast?pca.

-Nie by? pan zbyt osch?y wobec pi?karzy? Nie grali przeciw panu?

-Raczej nie, bo grając przeciw mnie graliby przeciw sobie i swoim rodzinom. Co do osch?ości, to klub sportowy nie jest towarzystwem wzajemnej adoracji. Nikt nie musi si? tu kocha?. Pi?karze są świetnie op?acani i po prostu muszą wykonywa? swą prac?.

-Czemu nie zosta? pan asystentem Smudy?

-Na początku bra?em taką mo?liwoś? pod uwag?, jednak z biegiem czasu zda?em sobie spraw?, ?e taka sytuacja jest nie do przyj?cia. Nie pasowaliśmy do siebie. Wi?cej z?ego by z tej wspó?pracy wysz?o, ni? dobrego.

-Liczy pan na powtórzenie casusu Nawa?ki?

-Zdawa?em sobie spraw?, ?e by?em jednym z kandydatów na nast?pc? Smudy, ale skoro dzia?acze postawili na Dragomira Okuk?, cz?owieka o du?ej wiedzy, klasie i kulturze osobistej, nale?y da? mu szans?. Oczywiście praca z rezerwami Legii w III lidze, cho?by najbardziej udana, nie zaspokaja moich ambicji i mam nadziej?, ?e pr?dzej czy pó?niej dostan? propozycj? powrotu do ekstraklasy. Jeśli nie z Legii, to z innego klubu.


Rozmawia?: Leszek Or?owski

Udostępnij