- Warto by?o czeka? tyle lat na wyjazd?
- Jasne! Borussia to jest zupe?nie inny świat. Nie ma jednej rzeczy, która nie by?aby dopi?ta na ostatni guzik. Po treningu pi?karz rzuca buty czy ubranie, bierze saszetk? i idzie do domu. Nic go nie interesuje. Nast?pnego dnia wraca, wszystko jest czyste i na swoim miejscu. Gdy trzeba gdzieś dojecha?, nikt nam nie podstawia starego, wys?u?onego autokaru. Mamy swój w?asny, w którym mo?na idealnie wypoczą? - na przyk?ad z nogami podniesionymi do góry. Jak chc? ogląda? telewizj? czy pos?ucha? muzyki, nak?adam s?uchawki i nikomu nie przeszkadzam. Nie jest tak, jak w Legii, ?e gdy ktoś chce odpoczą? to nie mo?e, bo akurat jest film.
- Teraz wróci? pan do Polski ze zgrupowania w Niemczech.
- Uda?o si? tam z nami dwóch magazynierów, trzech masa?ystów, fizykoterapeuta, mened?er, rzecznik prasowy. Ten ostatni na początku nie mia? ze mną zbyt du?o pracy, poniewa? nie by?o osoby, która mog?aby t?umaczy? moje wypowiedzi na j?zyk niemiecki. Dopiero pó?niej zają? si? tym nasz masa?ysta, Polak. Wtedy zorganizowano ma?ą konferencj? prasową. Media, a tak?e kibice, bardzo si? nami interesują. Nawet, gdy graliśmy sparing z amatorską dru?yną 300 kilometrów od Moenchengladbach, przyjecha?o kilka autokarów z kibicami. Jako ciekawostk? mog? doda?, ?e takie mecze towarzyskie to... sposób zarabiania pieni?dzy. Rywale p?acą nam 40 tysi?cy marek od spotkania! A ostatnio rozegraliśmy cztery. Klub jeszcze dodatkowo zarabia na sprzeda?y pamiątek, bo wsz?dzie tam, gdzie jest dru?yna, jest te? specjalny autokar s?u?ący za sklep.
- Nie czuje si? pan obco w Niemczech?
- Trzymam si? ze S?owakiem Igorem Demo oraz z pi?karzem z Chorwacji. Poza tym pomaga mi pan Zenon, masa?ysta, który kiedyś pracowa? w Zawiszy Bydgoszcz. Nie tworzymy jednak zamkni?tej grupy. Atmosfera w dru?ynie jest po prostu świetna. Nikt nie patrzy na mnie wilkiem, ka?dy mi pomaga jak mo?e. Dzi?ki temu mam psychiczny luz i na boisku wychodzi mi niemal wszystko.
- Zarabia pan du?o wi?cej?
- Jeśli nie b?d? gra?, b?d? zarabia? tyle, co w Legii. ?eby zgarnia? naprawd? du?e pieniądze, musz? regularnie pojawia? si? na boisku. Ale "kasa" w tym wypadku nie jest najwa?niejsza. Nie tak dawno otrzyma?em telefon, ?e mog? wyjecha? do Izraela i zarabia? cztery razy wi?cej. Ale co dalej? Czego móg?bym si? tam nauczy?? W Polsce te? ju? bym si? dalej nie rozwija?. Natomiast w Niemczech są perspektywy.
- Podobno ktoś doniós? do Moenchengladbach, ?e... ma pan problem alkoholowy.
- To prawda! Ale ten goś? mnie prześladuje od dawna. Gdy by?em na badaniach w Feyenoordzie, ktoś zadzwoni? do Holandii i powiedzia?, ?e mam strasznie trudny charakter. Teraz z kolei "?yczliwy" próbowa? przestraszy? Niemców, i? jestem alkoholikiem. Ktoś musi mnie bardzo nie lubi?. Ale nie b?d? dochodzi?, kto to. Nie chc? traci? czasu na takich ludzi.
- To ju? drugie pana wypo?yczenie z Legii.
- Tak, kiedyś by?em wypo?yczony do ?KS. Ale tego w ogóle nie mo?na porównywa?. Do ?odzi przychodzi?em jako gwiazda, bo przecie? wcześniej gra?em w Warszawie. W Borussii moje dotychczasowe osiągni?cia wiele nie znaczą. Jestem zwyk?ym, szarym pi?karzem, który dopiero musi udowodni? swoją wartoś?.
- Kto wie, czy za rok nie b?dzie pan musia? wróci? na ?azienkowską?
- Nie by?oby to dla mnie ?adną ujmą, cho? teraz rzeczywiście bardzo chcia?em wyjecha?. Na ?azienkowskiej nie wszyscy kibice mnie szanują, mimo ?e w Legii gra?em siedem lat i wiele dla tego klubu zrobi?em. Tymczasem sta?em si? koz?em ofiarnym. Gdy wszystko sz?o dobrze - skandowano moje nazwisko. Ale wystarczy?o pomyli? si? raz czy drugi - i ju? by?em wszystkiemu winien. Inni gdzieś tam si? uchowali, a ja zawsze znajdowa?em si? na pierwszym planie. Kiedyś kibice Legii byli troch? inni. Potrafili tak przywita? rywali, ?e ci spalali si? psychicznie przed wyjściem na boisko. Mniej doświadczeni przeciwnicy w ogóle nie potrafili sobie z tym poradzi?. W ostatnim sezonie role si? odwróci?y. To my, Legia, byliśmy wygwizdywani, a rywale nabierali pewności siebie...
- Kibice są zdenerwowani, ?e od wielu lat nie potraficie zdoby? mistrzostwa Polski. Ich zdaniem pora?ki są wynikiem braku zaanga?owania.
- Przez tyle lat sp?dzonych na ?azienkowskiej mog?em spokojnie przyjrze? si? funkcjonowaniu tego klubu. I niestety wnioski nie są zbyt weso?e. Wydano ogromne pieniądze na zawodników, którzy potem grali tylko w rezerwach. Gdyby to wszystko podsumowa?, zebra?a by si? sumką, z którą śmia?o mo?na myśle? o zbudowaniu świetnej dru?yny. Czasami mia?em wra?enie, ?e do Legii kupowa?o si? pi?karzy na wag?. Ktoś akurat by? wolny, nazwisko pojawi?o si? w gazecie - to ju? do nas! W profesjonalnej pi?ce jest inaczej. Jeśli klub potrzebuje napastnika to sprowadza w?aśnie napastnika. I pó?niej nie dochodzi do takich sytuacji, ?e w zespole jest czternastu lewych pomocników, a nie ma kto bramek strzela?.
- Są nadzieje na popraw? sytuacji?
- Prezes Miklas wygląda na cz?owieka, który jest w stanie to wszystko pouk?ada?. Wcześniej dzia?y si? tu niepoj?te rzeczy. Prezes nie lubi? trenera, trener nie przepada? za dzia?aczem. I kopali nawzajem pod sobą do?ki. A to na z?oś? nie kupią tego pi?karza, na którego czeka szkoleniowiec, a to nie zorganizują zgrupowania w odpowiedni sposób. Ciągle pod górk?. Jak trener chcia? prawego pomocnika, kupili lewego. Jak chcia? obro?c?, kupili napastnika... A potem dochodzi?o do takiej sytuacji, ?e nie mia? kto gra? i zawodnicy wyst?powali na nie swoich pozycjach.
- Mocne s?owa.
- Mo?na by tak mówi? i mówi?. Ilu ludzi pracowa?o w budynku klubowym... To jest niemo?liwe. Po?owa z nich nie mia?a pomys?u, czym mog?aby si? zają?. Jedynie zgarniali kas?, bo ?adnego po?ytku z nich nie by?o. Chodzi?o im g?ównie o to, aby utrzyma? si? na sto?ku. Trenerowi Bia?asowi coś nie pasowa?o, to go zwolnili. I nie mia? ?adnego znaczenia fakt, ?e pod jego wodzą zacz?liśmy gra? bardzo dobrze. Niestety, na ?azienkowskiej wzajemne uk?ady by?y stawiane ponad dobro klubu.
- Mo?e powinien pan zosta? prezesem?
- Mówi?, co moim zdaniem by?o nie tak. Bo te wszystkie czynniki przek?adają si? pó?niej na gr? zespo?u. Kibice zarzucali nam, ?e po prostu nie chcieliśmy wygrywa?. To bzdury. Od dwóch lat w Legii jest grupa pi?karzy, której pod wzgl?dem motywacji niczego nie mo?na zarzuci?. Gdy biegaliśmy po lasach, bez trenera, grupa prowadząca narzuca?a olbrzymie tempo. Kiedyś potrafiliśmy podjecha? wyciągiem pod gór?, potem zbiec jakimś skrótem. I takie to by?o trenowanie.
- Sobie pan nie ma niczego do zarzucenia?
- Sumiennie trenowa?em, sam chodzi?em na si?owni?. W meczach te? dawa?em z siebie wszystko. Wiem, ?e niektórzy kibice mówili o mnie "primadonna". Ale ja zawsze si? stara?em. Czasem mia?em s?abszy dzie?, ale nigdy nie odpuszcza?em.
Rozmawia? Krzysztof Stanowski
Wywiad
Watro by?o czeka?
środa, 4 lipca 2001 13:34
Marcin Mi?cielźródło: Przegląd Sportowy