Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Nie sprowadz? fatum!

wtorek, 10 lipca 2001 12:41
Dariusz Kubickiźródło: Przegląd Sportowy

Krzysztof Stanowski: - Ponownie pana przygoda z pierwszą dru?yną Legii zaczyna si? w austriackiej miejscowości Heiligenkreuz.

Dariusz Kubicki: - Zgadza si?, ale trzeba zwróci? uwag?, ?e teraz przyjecha?em tutaj w zupe?nie innej roli. Nie jestem pierwszym trenerem, a tylko pomagam panu Okuce. Świadomie przyją?em t? propozycj?. Na pewno mog? si? wiele od niego nauczy?, podpatrzy? inną szko??.

- Rezerwy ju? si? panu znudzi?y?

- Sądz?, ?e zaproponowanie mi funkcji asystenta by?o w?aśnie docenieniem pracy w rezerwach. Gdybym nie dosta? tej oferty - rozejrza?bym si? za innym klubem. Praca na poziomie trzeciej ligi niekoniecznie przynosi?aby mi satysfakcj?.

- Ostatni rok by? dla pana czasem straconym?

- Na pewno nie! Sporo nauczy?em si? od trenera Kraski, który ma du?o spokojniejsze podejście do ?ycia. Zrozumia?em, jak wiele zale?y od dobrej atmosfery w dru?ynie, od wspólnego celu.

- Atmosfera w rezerwach ró?ni?a si? od tej w Legii sprzed dwóch lat?

- Mia?em bardziej kole?e?skie podejście do zawodników. Wiedzia?em, ?e wspólnie musimy tworzy? dru?yn?. By?em bardziej otwartym cz?owiekiem. Mo?e si? troch? zmieni?em przez ostatnie dwa lata, ale nadal potrafi? by? agresywny, impulsywny.

- Dwa lata temu uderzy?a panu do g?owy woda sodowa?

- Nie. W swoim ?yciu odnios?em wiele sukcesów sportowych, finansowych. Po prostu po powrocie do Polski wcią? ?y?em realiami zachodnimi. Dziewi?? lat nie by?o mnie w Polsce i nie wiedzia?em jak to wszystko funkcjonuje. Mia?em inne wyobra?enia na temat naszej pi?ki. W?aśnie na karb d?ugoletniego pobytu za granicą chcia?bym zrzuci? wszelkie nieporozumienia. By?em skromny i taki jestem do dzisiaj.

- Jak teraz rozmawia pan z Wojciechem Kowalczykiem? W ko?cu graliście kiedyś razem w jednej dru?ynie. To doś? niewdzi?czna sytuacja.

- Z Wojtkiem gra?em raptem kilka miesi?cy, nigdy nie byliśmy wielkimi przyjació?mi poza boiskiem. Nawet nie zwróci?em uwagi, jak si? teraz do mnie zwraca. Sądz? jednak, ?e nie na "ty", bo z racji pe?nionej przeze mnie funkcji by?oby to nie na miejscu. Najlepiej, gdyby wszyscy mówili do mnie po prostu "trenerze".

- A kiedy rzeczywiście b?dzie pan trenerem Legii?

- Funkcja drugiego trenera, jeśli b?dziemy osiągali sukcesy, na pewno b?dzie mi odpowiada?a przez pi?? czy sześ? lat. Potrafi? od?o?y? swoje ambicje na bok, gdy w gr? wchodzi dobro klubu.

- Trener Smuda ba? si? tej pana ambicji.

- To tylko świadczy o s?abości trenera Smudy. Jeśli szkoleniowiec z takimi osiągni?ciami obawia si? nowicjusza...

- Jak daleko si?gają pana ambicje? Jest pan jednym z nielicznych polskich trenerów, którzy perfekcyjnie mówią w j?zyku angielskim.

- Moim marzeniem jest praca w Anglii, na przyk?ad w jakimś drugoligowym klubie. Podoba mi si? mentalnoś? tamtejszych zawodników. Tam nikogo nie trzeba przekonywa? do ci??kiej pracy. Pi?karze sami zatrudniają sobie trenerów od przygotowania fizycznego, chodzą do specjalistycznych si?owni, gdzie pracują pod nadzorem ekspertów. U nas te? wszystko idzie we w?aściwym kierunku, ale jeszcze du?o nam brakuje.

- Pi?karze zarzucali Franciszkowi Smudzie, ?e ?le ich przygotowa? do sezonu. Co pan o tym sądzi?

- Troch? mnie to śmieszy. Przecie? zawsze mo?na pójś? do trenera, porozmawia?, powiedzie?, co jest nie tak. Naj?atwiej zwali? wszystko na szkoleniowców. Jednak z tego co teraz obserwuj?, podejście prezesów klubów si? zmienia. Ju? nie tylko trenerów rozliczają z wyników, ale tak?e pi?karzy.


Rozmawia? Krzysztof Stanowski

Udostępnij