Oto znowu nastał w Legii czas waśni i swarów. Kibice atakują prezesa, byłe gwiazdy łajają obecnego trenera, Okuka gani wypowiedzi obrażonych zawodników, prezes Boniek krytykuje kibiców oraz dziennikarzy, a Jacek Zieliński niepochlebnie wyraża się o grze drużyny, czyli chyba o pracy trenerów. Trener wypożycza zaś nowego środkowego obrońcę z Macedonii, co świadczy, że Zielińskiego już raczej się nie naoglądamy. Okaże się czy warto będzie tęsknić. Preteksty do dysput, awantur, przepychanek i ujadania to podstawa funkcjonowania klubu z Łazienkowskiej, dlatego dziwić się powyższym zjawiskom nie należy. Można nawet z ulgą odetchnąć, że po okresie niepokojącej ciszy letniej wszystko wraca do normy.
Na marginesie jakże istotnych dysput, czy prezes Miklas jest frajerem czy wręcz przeciwnie oraz czy styl "kopnij i biegnij" jest lepszy od stylu "biegnij i dopiero wtedy kopnij", warto zauważyć, że drużyna Legii Warszawa, uchodząca dotychczas za najbardziej stojący team w lidze, zaczęła w ogóle biegać. I to nie rozpaczliwie za piłkami zmierzającymi do własnej bramki - w czym celował obrońca Murawski, tylko w celach jak najbardziej słusznych i pożądanych. Nawet przeciwko graczom Luksemburga nikt z legionistów nie próbował grać w ulubiony i wypróbowany sposób: "najpierw kopnij, a ja zobaczę czy warto biec" ewentualnie "tak kopnij, żebym biec nie musiał". Muszę w tym miejscu docenić zbawienny wpływ trenera Okuki na mobilność drużyny z Łazienkowskiej. Realizuje bowiem to, co zapowiadał i mam wrażenie w realiach polskiej ligi naprawdę niewiele więcej trzeba, by uzyskiwać spektakularne wyniki. Obserwacja ta podziałała na mnie kojąco, gdyż nawet wobec innych uchybień, grę Legii daje się oglądać, bo piłkarze męczą się bardziej na boisku niż ja - zajmujący statyczne miejsce obserwatora. A wcześniej nierzadko bywało odwrotnie. Wszelkie uwagi o braku dostatecznie zaawansowanej taktyki w grze obecnej drużyny - formułowane na łamach www.legia.net choćby przez kapitana Zielińskiego traktuję jako bajania niepoprawnych fantastów, którzy naoglądali się za dużo ligi angielskiej lub uznali grę FC Barcelona za dościgniony wzór gry, ignorując powszechnie znane prawidło piłkarskie, że wyżej nerek nie podskoczysz. Nie chcę już znęcać się nad zaawansowaniem taktycznym Legii przedokukowej, by w drodze porównania wykazywać, że właśnie w kwestiach taktyki obecna Legia zrobiła największy postęp, bo rozgrywanie piłki w ruchu zawsze jest o generację do przodu w stosunku do rozgrywania piłki na stojaka.
Wulgarna przyśpiewka
Wiem, że wyniki nie takie, że na własnych śmieciach nie idzie, że oczekiwania są większe, że bilety drogie... ale przynajmniej widać w działaniach trenera Okuki jakże utęsknioną ostatnio konsekwencję. Łudzę się, może znów naiwnie, że coś z tego wyniknie pozytywnego na najbliższy sezon lub dwa, zanim a) władze znowu zwolnią trenera, b) wybuchnie konflikt między szkoleniowcem a piłkarzami, c) PolMot wykręci jakiś numer d) działacze zapragną wyprowadzić trochę klubowej kasy na własny użytek e) kibice spalą stadion. Ostatnio chodzą słuchy, że ci ostatni są na tyle zdeterminowani, że nie życzą sobie, by Legia zdobywała tytuł pod przewodnictwem obecnego prezesa i są gotowi podjąć działania wokółboiskowe, by Legię Miklasową utrącić. Żyjemy w miejscu, gdzie tradycje autodestrukcyjne są na tyle duże, że nie należy takich słuchów lekceważyć. Dla zepsucia nastrojów napomknę tylko, że podnoszenie cen biletów było jednym z elementów walki i to skutecznej ze stadionowym chuligaństwem w... Wielkiej Brytanii. Ceny te są tam słone do dziś, za to trybuny pełne, awantur brak, choć zasieki znad boisk usunięto, działa monitoring i przede wszystkim prawo, a nieliczni winni ekscesów są karani m.in. zakazem wstępu na stadiony. U nas monitoring jest, ale bezużyteczny, trybuny stoją, tylko przeważnie puste, prawa w ogóle nie ma, choć jest zapisane, winni są bezkarni choć filmują ich kamery telewizyjne, zasieki są ostatnią ostoją porządku, choć przypominają tradycję oświęcimską i tylko ceny udało się podnieść na wzór brytyjski. Ciekaw jestem tylko, jaką logiką posługiwał się pan prezes wprowadzając akurat ten element walki z chuliganami. Interesuje mnie także, ilu kibiców z obecnie śpiewających chwytliwe songi przeciwko niesprawiedliwości prezesowskiej zostałoby wyeliminowanych z trybun po wsze czasy, gdyby Legię reformowano konsekwentnie na wzór brytyjski. Ot, taka refleksja.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było
Na tle tej barwnej rzeczywistości rytm przebudowy Legii wydaje się zjawiskiem nieziemskim. Wprawdzie wartość bojowa drużyny nie jest obecnie najwyższa, jednak co istotne, okazało się, że bez paru piłkarzy, którzy wydawali się do niedawna niezastąpieni można grać i to grać z niejakim powodzeniem. Okuka zdaje się usunął z zespołu gwiazdorstwo, co zaowocowało tym, że nie ma podziału na tych od majstersztyków i tych od brudnej roboty. Co jeszcze istotniejsze, są widoki na progres, gdyż uzupełnianie składu następuje, a zawodnik Madej uciekł sam - zdejmując z działaczy ciężar kombinowania, jak się go pozbyć za rok czy dwa. Piłkarze jugosłowiańscy wyróżniają się tym, że udzielają mniej kontrowersyjnych wywiadów niż np. zawodnicy Mięciel czy Citko, a strzelają nie mniej goli niż wyżej wymienieni. Nie są ponadto jeszcze zaangażowani w różne polskie machloje ligowe, a ponieważ polscy piłkarze a ogół nie znają języków obcych, jest nadzieja, że do wiosny nie zdołają Jugosłowian przekabacić. Cieszy niezwykle charakter wypowiedzi dotychczasowych gwiazd, które atakują projugosłowiańską politykę kadrową trenera. Wynika z tychże, że do paru twardych głów gwiazdorskich dotarło wreszcie znaczenie posiadania stałej pracy i miejsca w czołowym polskim zespole ligowym. Nie sądzę jednak, by przekonanie to zdołało zreformować ich dotychczasowe nawyki prezentowane w Legii. Panowie ci pokazywali wszem i wobec jak bardzo nie szanują tego, co mają. Teraz stanęli w obronie piłkarza polskiego - rodem z trzeciej ligi, którego się wyrzuca, zastępuje piłkarzem zagranicznym. Pozwolę sobie wyrazić przekonanie, że ryba zawsze psuje się od głowy i że nie warto ronić łez nad rozlanym mlekiem.
Jesień wasza
Najistotniejsze, że wciąż jest czas na budowę drużyny. Jesień można spokojnie przebimbać na eksperymentach, bo grupę mamy łatwą, a prawdziwa liga ruszy dopiero na wiosnę. Jak powiedział mi Jan Tomaszewski, będzie to najprawdopodobniej powtórka z wiosny roku obecnego, ale nie wyklucza to ewentualności, że tym razem Legia będzie drużyną, która w specyfice wiosennych rozgrywek poradzi sobie najlepiej... Oczywiście wcale nie twierdzę, że tak się na pewno stanie, śmiem jednak zakładać, że na pewno tak się nie stanie, jeśli kolejne awantury doprowadzą do kolejnych zmian na kluczowych stanowiskach, co przerabialiśmy wielokrotnie w poprzednich sezonach. Wydaje się, że nawet jeśli trenerzy a pewnie i prezes ma koncepcje połowiczne, to ta połowiczność i tak jest w naszych warunkach aż nadto wystarczająca. Czas rozliczeń powinien następować ponadto po sezonie a nie w jego trakcie. Ale cóż, "w kraju ogarniętym paranoją, najskuteczniejsze są rozwiązania paranoiczne", jak słusznie zauważył Rafał Ziemkiewicz..
Duma stolycy
Paranoiczna jest sytuacja samej Warszawy, która odnoszę wrażenie miała niemały wpływ na stosunki panujące w Legiach ostatnich lat. "Nie ma już Warszawy, zostały już tylko skupiska budynków" - powiedział niedawno mój znajomy, stary warszawiak. Czy na jakiejś fladze Legii jest Syrenka? - zastanowiłem się natychmiast. Jeśli nie, to woda na młyn propagandzie polonistów. Skoro nie ma, to znaczy, że sami kibice nie mają potrzeby silnej identyfikacji Legii z Warszawą. Historia z kurczakiem - maskotką mającym symbolizować nasz klub przy kompletnym braku innych właściwszych propozycji zdaje się potwierdzać to spostrzeżenie. Uzmysławia brak czegoś, co Legia reprezentuje, z czym powinni identyfikować się kibice... i piłkarze. Są miejsca z fluidami i są takie, które są jałowe. Wielu piłkarzy skarżyło się, że w Legii nie ma atmosfery, bo nie ma identyfikacji - z miastem, dzielnicą, czymś, czym jest obecnie Warszawa. A Warszawa jest coraz bardziej wsią - jak zauważył Zbigniew Hołdys. Blokowiska w całej Polsce są jednakowe - i nie ma różnicy gdzie je postawiono. Mają jeden nieciekawy bezkulturowy charakter i coraz trudniej wskazać na to, czym blokowiska Warszawy są lepsze od blokowisk Poznania. Tym samym, czym różni się reprezentowanie przez drużynę piłkarską blokowisk z poszczególnych miejsc na mapie?
Jedynym wymiernym czynnikiem mobilizującym są zatem w Legii pieniądze. Reszty nie muszę chyba dopisywać. Dlatego być może koncepcja wyrwania czegoś z korzeniami, by zbudować to od nowa jest lepsza niż modernizowanie w nieskończoność. Dlatego zapewne naturalną koleją rzeczy będzie także wymiana środowisk kibiców. Może to przerazi redaktora Piątka z "Naszej Legii", ale trybuny stadionu Legii, jeśli tylko mają szanse być regularnie zapełniane przez kibiców, to będą zapełniane przez niedzielnych kibiców - ludzi przychodzących na mecze z popcornem, dziećmi, żonami itp. Przychodzącymi na dobrą pikę albo... wcale. Taki cel miała bowiem transformacja brytyjska - wyrzucenie poza nawias społeczności chodzącej na mecze grup agresywnych i skłonnych do "ekspresji pozawerbalnej", których największym osiągnięciem jest odstraszenie od stadionów tych, którzy w ekspresji pozawerbalnej się nie realizują na meczach.
Pogrzebać mity
Legia Okuki uzmysłowiła mi, że najbardziej irytujące w Legiach poprzednich trenerów był dysonans pomiędzy wizerunkiem marketingowym Legii a jej wartością rzeczywistą. Nic nie boli bardziej, gdy drużyna mająca status reprezentującej stolicę, utytułowanej, wielkiej i pretendującej bierze łomot od ligowych średniaków z różnych miasteczek i wiosek, którzy tym samym jej kosztem urastają do rangi bohaterów kolejki. Teraz nawet ewentualne porażki nie dokonują się w atmosferze sensacji, bo Legia nie jest zespołem naszpikowanym nazwiskami. Co się zaś dzieje z tymi ostatnimi? Nie sprawdzają się w lidze izraelskiej, grzeją ławę w niemieckiej, podbijają Cypr. I obawiam się, że to najwymowniejsza ocena umiejętności buńczucznych w wypowiedziach ex-gwiazd z Łazienkowskiej.
Przebudowa drużyny może potrwać nawet parę lat. Liverpool także czekał kilka sezonów na pierwsze sukcesy, godnie znosząc porażki i niepowodzena. Okuka ma tę zaletę, że jako człowiek z zewnątrz być może nie zdaje sobie sprawy presji jaka ciąży nagminnie na Legii. To może mu zaś tylko pomóc. Oczywiście, jeżeli nasilające się awantury nie doprowadzą do powrotu starego porządku rzeczy: domagania się sprawienia cudu od każdego, kto ośmieli się reprezentować barwy naszego ukochanego klubu.
Felieton
Sypiając z wrogiem
niedziela, 2 września 2001 15:18
Genezyp Kapen