Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Awantur nie rozpętałem

czwartek, 4 października 2001 18:33
Adam Matysekźródło: Gazeta Wyborcza

-Do mistrzostw świata siedem miesięcy, a Pan nigdzie nie gra....


Adam Matysek: Ludzie, którzy szukają niepokoju, zawsze go znajdą. Ja jestem spokojny. We wtorek wieczorem podpisałem wstępną umowę z nowym klubem. W czwartek przyszły do Konstancina dokumenty i na trzy lata związałem się z VfL Wolfsburg. W poniedziałek jadę tam na badania, a od wtorku zaczynam treningi. I być może w następny weekend już zagram. Dla mnie rozdziały pod tytułem kontuzja z Oslo i Bayer Leverkusen są zamknięte.


-Dlaczego Wolfsburg?


- Rynek transferowy był już zamknięty. Zdecydowana większość klubów miała kompletne składy. Ofertę z Wolfsburga dostałem w ubiegły piątek. Wszystko potoczyło się błyskawicznie.


-Wygra Pan rywalizację z Reitmaierem?


- Od wtorku zaczynam trenować. I walczyć o miejsce w składzie. Nikt nie da mi nic za darmo, ale ja idę do Wolfsburga, aby grać. Po to mnie tam ściągnięto.


-Czy trzeba było tylu nerwów, czekania? Leverkusen chciał z Panem podpisać nową, dwuletnią umowę. Zarobiłby Pan siedem milionów marek...


- Bayer chciał przedłużyć ze mną umowę już półtora roku przed wygaśnięciem starej. Nie skorzystałem z dwóch powodów. Po pierwsze, różne rzeczy dziejące się wokół mojej osoby dały mi sporo do myślenia. Po drugie, do klubu przychodził Hans-Jorg Butt. I to był punkt zaczepny. Pewnego dnia przeczytałem w gazecie, że Bayer wymienia z HSV bramkarzy. Wkurzyłem się, wsiadłem w auto i pojechałem do klubu. Nie lubię, kiedy ktoś podejmuje decyzję za mnie, ba nawet nie pyta mnie o zdanie.


Powiedziałem, co o tym myślę, i do wymiany z Buttem nie doszło. Sprowadzono więc do Leverkusen Zuberbuhlera, ale jego transfer okazał się niewypałem. Wróciłem do bramki, ale nowej umowy nie podpisałem. Bayer porozumiał się bowiem z Buttem, któremu kończył się kontrakt z HSV. A ja nie chciałem brać pieniędzy za darmo, za siedzenie na ławce rezerwowych. Nigdy nie podpiszę umowy tylko dla pieniędzy.

-Porozmawiajmy o Leverkusen. Wiele się działo, kiedy Pan tam grał. Najpierw afera z trenerem Christophem Daumem...


- Wszyscy byliśmy w szoku. Facet był na piłkarskim szczycie w Niemczech. Miał zostać trenerem reprezentacji. A tu nagle wybuchła afera kokainowa. Nie poradził sobie sam ze sobą... To był trudny człowiek, ciężki we współpracy w grupie. Ale fachowiec znakomity. Uważam, że to nie koniec jego kariery w Niemczech. Gdyby nie rozpoczynający się wkrótce jego proces związany z narkotykami, już by pracował w Bundeslidze.


-Berti Vogts?


- Choć z reprezentacją Niemiec wywalczył mistrzostwo Europy w 1996 roku, Vogtsa nigdy nie lubili dziennikarze. To także odbiło się na ocenie jego pracy w Bayerze.


-Za jego kadencji popadł Pan w konflikt z Toni Schumacherem.


- On zaczął. Broniłem w Bayerze, kiedy trenerem był Rudi Voller. W siedmiu czy ośmiu meczach puściłem bodaj jednego gola. Wszystko było OK. Voller odszedł do kadry, przyszedł Vogts. I w przerwie zimowej chyba ktoś go nakręcił. Nie wiem - Schumacher, Kirsten czy ktoś inny... Tydzień przed początkiem ligi zapytano mnie, kto będzie bronił. Odpowiedziałem, że nie wiem, że to wielka tajemnica. Dzień przed inauguracją ligi dowiedziałem się, że nie ja. Kiedy miałem problemy, Schumacher traktował mnie źle. Tak samo postępował z innymi bramkarzami. Oprócz Szwajcara, który bronił. Kiedy wróciłem do bramki, Toni zmienił nastawienie do mnie. Był najlepszym przyjacielem, serdeczny, miły... A ja nie znoszę ludzi-chorągiewek.


-A z Kirstenem o co poszło?


- O to trzeba zapytać Ulfa. To ten sam przypadek, co Vogts. Ma ogromne problemy z współpracą, przebywaniem z grupą ludzi. Kiedy strzela gole, jest miły i sympatyczny. Jak nie strzela, ze wszystkiego jest niezadowolony. No i nie lubi obcokrajowców.


-Vogts, Schumacher, Kirsten - a może to Adam Matysek ma ciężki charakter?


- Nie, żadnej z tych awantur nie rozpętałem. A to że miałem swoje zdanie, nie powinno nikogo dziwić.


-Czy przez te ostatnie miesiące nie był Pan zaniepokojny, że nie wróci do bramki, że nie zdąży na mistrzostwa?


- Kiedyś miałem kontuzję kolana, nie grałem przez rok. Wtedy to był "ból". I nauczyłem się cierpliwości. Ale nie tylko. Także pozytywnego myślenia. Cieszyłem się z każdego, najmniejszego choćby postępu w rehabilitacji. I wróciłem. Teraz też wiedziałem, że nie mogę robić niczego na wariata...


-Jak Pan wspomina mecz w Oslo? Koszmar czy coś wspaniałego?


- To było wielkie przeżycie. O kontuzji nie myślę. Dziękuję trenerowi za zaufanie. Postawił na mnie, choć wydawało się, że bronić będzie Jurek Dudek. Nie zawiodłem, zrobiłem w Oslo swoje, a nawet - tak mi się wydaje - wybroniłem jedną czy dwie piłki więcej, niż mogłem.


Po zejściu z boiska przez 10 minut zwijałem się z bólu w szatni. Kiedy zaczęły działać zastrzyki przeciwbólowe, obejrzałem końcówkę meczu na ekranie przed szatnią. Gdy Bartek Karwan strzelił zwycięskiego gola, zapomniałem o bólu, kontuzji....


-Jak Pan odebrał transfer Jerzego Dudka do Liverpoolu?


- Bardzo się ucieszyłem. Rzadko kiedy polski piłkarz trafia do tak znakomitego klubu.


-Jak wygląda rywalizacja między Wami w reprezentacji?


- Nigdy nie było żadnych spięć. Kiedyś Jurek czekał na swoją szansę, teraz ja czekam na swoją.


-Wyobraźmy sobie, że miesiąc przed mistrzostwami dzwoni do Pana trener Engel i mówi: w Japonii i Korei numerem jeden jest Jurek. Dla ciebie przewiduję rolę rezerwowego. Co Pan na to?


- Do mistrzostw jeszcze kilka miesięcy. Wiele się może zdarzyć, wiele meczów przed nami. Będzie bronił lepszy. Na razie w lepszej sytuacji jest Jurek. Teraz skoncentrujmy się na wygranej z Ukrainą.


-Jak się Panu współpracuje w kadrze z trenerem bramkarzy Józefem Młynarczykiem?


- Świetnie. Józka poznałem dziesięć czy 12 lat temu. Znamy się jeszcze z kadry Andrzeja Strejlaua. Nic się nie zmienił. Taka sama sylwetka, sprawność fizyczna. Nawet wąsy i fryzura.


-A propos fryzury. Na zgrupowanie przyjechał Pan ostrzyżony na jeża...


- Powiedziałem sobie, że dopóki nie znajdę klubu, będę strzygł się na zapałkę. To samo zrobił Olisadebe. Ale do mistrzostw obu nam odrosną włosy. Ja przecież właśnie podpisałem kontrakt.

Rozmawiał Robert Błoński

Udostępnij