-Pan też ostrzygł się niemal na zero, czyli- jak wszyscy, to wszyscy...
-Pierwszy raz w życiu mam taką fryzurę, ale nie trzeba mnie było specjalnie namawiać do wizyty u fryzjera. Pomysł padł w autokarze, wiozącym nas z Chorzowa do Warszawy po meczu z Ukrainą i wszyscy go zaakceptowali.
-Jak samopoczucie, pięć miesięcy po kontuzji ścięgna Achillesa?
-Dobre. Rehabilitacja nie przynosi żadnych niespodzianek. Przez trzy miesiące zoperowane ścięgno odbudowywało się bardzo szybko, potem nastąpiło spowolnienie, ale podobno tak ma być. 8 października po raz pierwszy truchtałem.
-Brak codziennego reżimu treningowego?
-Przez trzy tygodnie nie robiłem nic i zaczynałem już powoli zazdrościć kolegom codziennego, porządnego zmęczenia. Potem pozwolono mi jeździć na rowerze. Najpierw na stacjonarnym, ale wytrzymywałem tylko pół godziny, bo bardzo męczyła mnie psychicznie monotonia krajobrazu. Jednak czasami dawałem sobie ostro w kość i odczuwałem wtedy zadowolenie. Zmęczenie fizyczne jest jak narkotyk.
-Ale wreszcie było więcej czasu dla rodziny.
-To swoją drogą. Od wielu lat nie spędzałem z najbliższymi weekendów- teraz byłem do ich dyspozycji i bardzo mnie to cieszyło. Odpocząłem też psychicznie. Gra na pozycji ostatniego obrońcy jest niezmiernie stresująca, z powodu odpowiedzialności. Po kilkumiesięcznym relaksie mogę spisywać się lepiej niż przed kontuzją.
-Nie wchodzi w rachubę powrót na boisko jeszcze tej jesieni?
-Minimalna szansa nadal istnieje. Zdrowy będę na pewno, pozostaje jeszcze kwestia przygotowania fizycznego do gry, na co potrzeba około sześciu tygodni. Bardzo jednak chciałbym wystąpić przynajmniej w jednym meczu. Gdyby tak się stało, łatwiej byłoby mi trenować w zimie.
-Ile czasu zajmie powrót do najwyższej formy?
-Sądzę, że niewiele. Mój zapał studzi tylko analiza przypadku Marka Citki, który po podobnej kontuzji, bardzo długo musiał czekać.
-Zakwalifikuje się pan do ekipy na mistrzostwa świata?
-Udział w takiej imprezie zawsze był moim największym marzeniem. Teraz mogę jeszcze dodać: wspaniale zwieńczyłby karierę. Nie zależy mi już na żadnej promocji, bo wiadomo, jak się ma 34 lata, to szanse na wyjazd zagraniczny są zerowe. Po prostu chcę wystąpić w Korei i Japonii. Trener Engel zawsze był człowiekiem słownym, ale chciałbym ułatwić mu zadanie dobrą grą.
-Selekcjoner liczy na pański powrót do zdrowia i formy, ale nawet gdyby on nie nastąpił, gotów jest zabrać pana na turniej w charakterze obserwatora...
-Mam straszny zapał do analizowania meczów pod względem taktycznym. Nic tak mnie nie wkurza, jak niechlujstwo w grze zespołu. Czasami na trybunach nie mogę wytrzymać, gdy coś takiego widzę. Na pewno wyjazd we wspomnianej roli byłby dla mnie ciekawym doświadczeniem. Ale... może za cztery lata.
-Można prosić o ocenę trzech ostatnich meczów eliminacyjnych naszej reprezentacji?
-Początek spotkania z Norwegią był trudny. Gra rywali, niezwykle aktywna w obronie, bardzo mi się podobała. Na szczęście ich akcje kończyły się daleko przed naszą bramką. Bardzo ważny był gol Kryszałowicza. Z Ukrainą układał się podobnie. Gdyby przy stanie 1-0 udało się zdobyć jeszcze jedną bramkę, wygralibyśmy wysoko. Skończyło się remisem, ale to też jest dobry wynik, zwłaszcza że przed meczem sporo było rozmaitych podejrzeń.
-A Białoruś? Wstyd za kolegów?
-Proszę ich zrozumieć: to po prostu niemożliwe, by zmobilizować się na taki mecz. Wszystko jest sztuczne, adrenalina nie skacze tak, jak powinna.
-Szanse naszej reprezentacji w mistrzostwach świata?
-Mówiłem już- zawsze pragnąłem zagrać w tej imprezie. Dla niektórych marzenie wyglądało na silnie niedorzeczne, więc nie zawsze się doń przyznawałem, by nie zostać wyśmianym. Teraz, skoro się ziściło, trzeba podnieść poprzeczkę i pojechać na turniej z myślą o zdobyciu złotego medalu! Należy liczyć na korzystne losowanie i mieć świadomość, jak wiele będzie zależało od pierwszego spotkania.
-Gdyby trener Engel poprosił o podanie nazwiska jednego, nowego piłkarza, którego natychmiast należy powołać do kadry…
-Selekcjoner przetestował wielu zawodników, chyba wszystkich godnych uwagi. Zresztą, niektórzy dobrzy piłkarze zawodzą w reprezentacji. Nikt nie przychodzi mi do głowy. Można prosić o pomoc?
-Piekarski, Wichniarek…
-Piekarski owszem, tylko nie w obecnej formie. Poza tym do reprezentacji trzeba także pasować mentalnie.
-Kolega klubowy by nie pasował?
-On tak, natomiast nie wiem, jak z Wichniarkiem. Ale dlaczego wszyscy się o niego upominają? Przecież strzelił na razie tylko cztery bramki w drugiej Bundeslidze, w tym dwie z karnych...
-Ile punktów więcej miałaby dziś Legia, gdy jej obroną kierował Jacek Zieliński?
-Nie wiem, trudno powiedzieć. Na pewno zespół powinien w dotychczasowych spotkaniach zdobyć kilka punktów więcej. Ale runda się jeszcze nie skończyła, wierzę w udany finisz.
-Jakie odczucia wywoływały wyczyny obrońców Legii w meczu ze Śląskiem, w Warszawie?
-To nie są źli zawodnicy, ale formacja jest całkiem nowa, w dodatku piłkarze mają kłopoty z porozumiewaniem się, bo przecież występuje Macedończyk i Białorusin... Trzeba czasu, żeby to zaskoczyło.
-Wierzy pan w tytuł mistrzowski Legii w tym sezonie? Szczerze...
-Wierzę. Zespół jest inny, niż wcześniej- bardziej waleczny, choć słabszy taktycznie. Jago atutem jest też świetne przygotowanie kondycyjne. Niektóre drużyny już w końcu września zaczęły mieć z tym kłopoty, Legia przeciwnie. A zimą będzie czas na wyeliminowanie mankamentów taktycznych.
-Bardzo obniżono panu kontrakt po kontuzji?
-Miałem dodatkowego pecha- umowa wygasała w czerwcu, a ja doznałem urazu 23 maja. No i zaproponowano mi dużo gorsze warunki, dostałem 30 procent tego, co miałem wcześniej.
-Pozostał żal do klubu?
-W tej chwili nie myślę o pieniądzach, tylko o mistrzostwach świata. Doceniam to, że zaproponowano mi cokolwiek, pozwolono spokojnie odbywać rehabilitację. Legia mogłaby jednak nieco bardziej dbać o swój wizerunek- tak jak VFL Wolfsburg, który przedłużył z chorym Krzyśkiem Nowakiem umowę na starych warunkach. To, jak potraktowano mnie, stanowi przestrogę dla innych piłkarzy Legii. Teraz, być może, nie zechcą już dawać z siebie wszystkiego przed końcem kontraktu, narażać się na kontuzje...
Rozmawiał Leszek Orłowski
Wywiad
Na chorobowym
niedziela, 28 października 2001 10:44
Jacek Zielińskiźródło: Piłka Nożna Plus