Bokserski pojedynek Aleksandra Kula i Gintrasa Stulgi okazał się najbardziej ekscytującym fragmentem meczu koszykarzy Legii z Anwilem we Włocławku. Włocławianie 95-82 wygrali dzięki znakomitej postawie w ataku.
Na 53 sekundy przed końcem spotkania pod jednym z koszy potężny Białorusin po raz kolejny starł się fizycznie z Litwinem. Sfrustrowany Stulga z impetem i wściekłością ruszył w stronę Kula. Krótką walkę na pięści gigantów obu zespołów zakończyli szybko sędziowie i trenerzy. - Nie wiem dlaczego Kulowi pozwala się na bardzo wiele rzeczy. Na pozycji centra gracze się biją i tak muszą robić. Ale tak między Bogiem a prawdą to on powinien już w pierwszej kwarcie za przewinienia zejść z parkietu! - komentował to zdarzenie trener Legii Jacek Gembal.
W sportowej rywalizacji obu środkowych włocławianin (5 zbiórek, 2 bloki, 4/7 z gry) bezlitośnie ogrywał gracza ze stolicy, który trafił tylko 2 z 8 rzutów i zanotował zaledwie jedną zbiórkę. Od samego początku jednak to gracze obwodowi obu zespołów decydowali o wyniku. Pierwsza kwarta była okresem rywalizacji Legii z Romanem Prawicą, którego zupełnie nie mógł powstrzymać Wojciech Majchrzak. Kapitan Anwilu przez dziesięć minut zdobył 14 punktów seryjnie trafiając z każdej pozycji. Siłę ofensywną Anwilu powiększyło wejście na parkiet już w szóstej minucie 17-letniego Armandsa Skele. Pierwszą swą akcję łotewski rozgrywający zakończył efektownym wsadem ponad rękami obrońców, a później niczym rutyniarz prowokował i wykorzystywał błędy Legii. - Szczególnie jego chcę pochwalić. I w obronie i w ataku będzie z niego wiele pożytku - komplementował popisy nastolatka trener Anwilu Stevan Tot. Wspólna gra Skele i Prawicy zadecydowała, że Anwil szybko zapewnił sobie wysoką przewagę, której już nie stracił. W 4. min. było jeszcze 6-6, ale już w cztery minuty później aż 22-10. Po raz kolejny poza zasięgiem rywali był fruwający pod koszami Ed O'Bannon - miał 14 zbiórek i raz za razem dziurawił kosz zespołu z Warszawy (9/12 rzutów z gry).
Gra wyrównała się dopiero po zmianie taktyki legionistów. W zespole Gembala długo grali równocześnie aż trzej rozgrywający: Kenroy Jarrett, Tomas Pacesas i Wojciech Królik. Właśnie 41-letni weteran polskich parkietów przez kolejne 32 minuty najbardziej aktywnie próbował zmniejszać straty. - Mieliśmy grać szybkie akcje, aby niwelować przewagę fizyczną Anwilu. Wojtek nie mógł grać więcej - ma określone możliwości fizyczne, dużą wydolność, ale jest słaby fizycznie. Nie wrzucę go przecież na siłownię i nie zrobię z niego kulturysty - oceniał trener Legii. Pacesas, kolejny nominalny rozgrywający z powodzeniem grał jako skrzydłowy. Co prawda trafił tylko 5 z 14 rzutów z gry, ale zebrał 8 piłek i miał 4 asysty. Ze względu na bardzo niski skład rywali Tot rzadko dawał okazję do gry Jeffowi Nordgaardowi. Amerykanin pojawił się tylko na osiem minut, a kibice już zaczęli snuć przypuszczenia o rychłym zwolnieniu koszykarza. - Rywale grali małymi zawodnikami obwodowymi. Jeff nie miał zawodnika, przeciw któremu mógłby bronić przy swojej szybkości. Nie mam do niego żadnych pretensji - zapewniał szkoleniowiec Anwilu.
Jego zespół potwierdził, że drzemią w nim wielkie możliwości ofensywne. Włocławianie nawet bez większego wysiłku grali efektywnie i efektownie. Cały zespół zanotował aż siedemnaście widowiskowych asyst, a w rzutach z gry mylił się bardzo rzadko (30/46 za 2 punkty). Skutecznością nie mogli się poszczycić warszawiacy, którzy pudłowali nawet linii rzutów wolnych (18 z 32). - Znacznie tym ułatwiliśmy robotę gospodarzom - przyznał Gembal.
Anwil Włocławek - Legia Warszawa 95-82(26-19, 23-21, 24-19, 22-23)
Punkty dla Legii: Kazlauskas 16(1), Pacesas 15(1), Jarrett 9(1), Majchrzak 8(2), Stulga 6 oraz Królik 15(3), Sinielnikow 5, Cielebąk 4, Żurawski 4.
Punkty dla Anwilu: O' Bannon 20, Prawica 18(1), Savanović 13(1), Kul 10, Santangelo 2 oraz Silobad 11, Griszczuk 11(2), Skele 10, Andruszka 0, Nordgaard 0.
Pojedynek bokserski
niedziela, 4 listopada 2001 16:39
źródło: Gazeta Wyborcza