Rezerwowy bramkarz Werderu Brema Jakub Wierzchowski wierzy, że pojedzie z piłkarską reprezentacją Polski na finały mistrzostw świata do Japonii i Korei Południowej.
"Nie dopuszczam do siebie myśli, że mogę nie pojechać na mistrzostwa. Naprawdę wierzę w to mocno, aczkolwiek, gdy gram tylko w meczach sparingowych chyba moje szanse spadają" - powiedział Wierzchowski, który bronił bramki Werderu we wtorkowym meczu towarzyskim z Widzewem w Łodzi (2:1 dla Widzewa).
Wierzchowski liczy, że niedługo będzie pierwszym bramkarzem reprezentacji. "Na pewno do bramki kadry jest bliżej z Werderu, niż z Ruchu Chorzów, gdzie grałem przed wyjazdem do Niemiec. Warunek jest jeden - muszę grać" - dodał polski bramkarz.
Na razie pierwszym bramkarzem Werderu jest Frank Rost, który jednak po zakończeniu sezonu odejdzie do Schalke 04 Gelsenkirchen. "Wiem, że mam szansę zostać podstawowym bramkarzem Werderu i robię wszystko, by tak się stało. Wiadomo, że ten okres, kiedy siedzę na ławce dłuży się, ale wykorzystuję go, by eliminować braki, których mam jeszcze sporo" - wyjaśnił Wierzchowski.
Wierzchowski, który na treningach uczy się od Rosta, nie chciał odpowiedzieć na pytanie, ile mu jeszcze brakuje do klasy reprezentowanej przez obecnego pierwszego bramkarza bremeńczyków. "Powiem tylko, że codziennie bardzo ciężko pracuję, żeby stać się lepszym bramkarzem" - dodał.
Jakub Wierzchowski był bardzo zadowolonym, że jego drużyna przyjechała na mecz sparingowy z Widzewem. "Cieszę się, że miałem okazję wystąpić w Polsce. W Niemczech każdy sparing ocenia się poważnie i przyjechaliśmy do Łodzi po to, by wygrać. Widzew zagrał bardzo dobrze, po porażce z łodzianami chyba nie dostaniemy wielkiej reprymendy od trenera Thomasa Schaafa" - powiedział Wierzchowski.