Dragan Marković dwukrotnie opluł sędziego Adriana Lisa, a potem rozpoczął wielką awanturę, w której uczestniczyli koszykarze, trenerzy i kibice. Tak kończył się sparingowy mecz Prokomu Trefl Sopot z Polpharmą Pakmet Starogard Gdański.
20 sekund przed końcem meczu Pakmet prowadził 102-101 i piłkę wyprowadzał Grzegorz Mordzak, rozgrywający starogardzkiej drużyny. Zaatakował go Marković, który zabrał piłkę Mordzakowi, ale zdaniem sędziego Adriana Lisa faulował go przy tym. Jugosłowianin nie wytrzymał. Rzucił się na sędziego, a kiedy ten zaczął się bronić, opluł go. Lis ukarał zawodnika przewinieniem technicznym, za co został opluty po raz drugi. Do zadymy szybko włączyli się pozostali zawodnicy. W atakowaniu sędziego Markoviciowi pierwszy pomógł Igor Milicić.
- To dla mnie szok. Nie spodziewałem się tego po zawodnikach Prokomu, którzy nie potrafili opanować emocji. Marković już wcześniej był bardzo nerwowy. Po jednej z akcji rzucił piłką jednego z zawodników Pakmetu. Zaskoczył mnie jednak Milicić, którego uważałem za bardzo porządnego człowieka - powiedział sędzia Lis.
Kiedy Lis uciekł do szatni, zawodnicy Prokomu rzucili się na koszykarzy Pakmetu.
- Ogromny Michael Ansley wziął olbrzymi zamach w stronę malutkiego Mordzaka, ale ten na szczęście zdążył uciec. Gdyby go trafił, Mordzak miałby kłopoty ze zdrowiem - relacjonuje jeden z kibiców. Także oni włączyli się do zadymy. - Brońcie naszych! - krzyczeli kibice obu zespołów.
Awantura skończyła się dzięki interwencji masażystów, kierowników i niektórych zawodników rezerwowych obu drużyn. Mimo że do końca meczu zostało jeszcze 15 sekund, Eugeniusz Kijewski, trener Prokomu, nakazał swoim zawodnikom zejście do szatni.
- Gienek także zachował się nie fair. Zaczął mnie bluzgać, a kiedy pół godziny później zaproponowałem mu spokojną rozmowę przy kawie, odmówił. To dobry trener, który w ogóle nie zna się jednak na przepisach i sędziowaniu. Zawsze próbuje wymusić na sędziach dziwaczne decyzje. Mam nadzieję, że zarząd sopockiej drużyny wyciągnie z tego konsekwencje - mówi sędzia Lis.
- Rzeczywiście było trochę gorąco, ale awantura to efekt słabej postawy sędziów i zbyt ostrej gry zawodników Pakmetu - mówi trener Kijewski, który dopatruje się również pozytywnych aspektów zamieszania.
- To cud, że nikomu nic się nie stało - mówi sopocki szkoleniowiec.
Awantura w Cetniewie
niedziela, 25 listopada 2001 19:02
źródło: Gazeta Wyborcza