Jutrzejszym meczem na Węgrzech reprezentacja Polski koszykarzy kończy pierwszą część eliminacji mistrzostw Europy. - Myślę, że wygramy - mówi trener Dariusz Szczubiał.
Po pewnej wygranej z Łotwą na wyjeździe i po dogrywce z Estonią we Włocławku, zespół Szczubiała ma doskonałą pozycję wyjściową. Trzeba tylko wygrać na Węgrzech i droga do szwedzkich finałów ME 2003 będzie stała otworem. Rywale na razie dwa razy przegrali - we Francji 83-91 i u siebie z Łotwą 87-96.
Polacy jednak ulegli Węgrom dwa razy w eliminacjach ME 1999. Wówczas jednak zespół Węgier był zupełnie inny. Tych, którzy najbardziej wówczas zaszkodzili Polakom - Zoltan Boros, Laszlo Czigler, Kornel David czy Robert Gulyas - nie ma obecnie w reprezentacji. Dwaj pierwsi się już w niej nie mieszczą, mierzący 214 cm wzrostu gracz Chalon Gulyas dopiero wyleczył kontuzję i ma sporą nadwagę, a David - mający za sobą trzy lata gry w NBA, a obecnie grający w Strasbourgu - nie dogadał się z federacją.
- Myślałem, że rywale będą mieli wysoki skład, a tu tymczasem znów będziemy grać z zespołem niskim i dobrze rzucającym z obwodu. Czyli dokłądnie takim jak Estonia - mówi trener Polaków Dariusz Szczubiał, który oglądał na wideo bardzo wyrównany mecz Węgrów z Francją (wygrany przez wicemistrzów olimpijskich zaledwie 81-73). - Cały zespół znakomicie rzuca z daleka, a najlepszym zawodnikiem jest rozgrywający Laszlo Kalman - dodaje Szczubiał. W składzie Węgrów jest tylko trzech graczy o wzroście powyżej 198 cm.
Trener Polaków obawia się zbyt dużej pewności siebie swoich graczy (po dwóch wygranych i przy dwóch przegranych Węgrów). - Lekceważenie przeciwnika byłoby najgorsze. Na szczęście koszykarze też obejrzą mecz w Francją i zobaczą, że Węgrzy grają bardzo dobrze. To na pewno będzie trudny mecz, ale liczę, że wygramy - mówi polski trener.
Szczubiał nie boi się natomiast w ogóle obrony strefowej, która cztery lata temu w Tarnowie zaskoczyła Polaków. - Z tego co widziałem, teraz Węgrzy niemal w ogóle nie bronią strefą. A nawet jeśli - mamy teraz proste i skuteczne zagrania przeciwko strefie. Wtedy zawodnicy za bardzo myśleli o tym, gdzie podać i pobiec, a nie o tym jak zdobyć punkty - mówi Szczubiał.
Trener Polaków prawdopodobnie dokona jednej zmiany w składzie, choć do Pecsu zabrał tę samą 12 graczy, którzy przygotowywali się do poprzednich meczów. - Myślę o tym, żeby w miejsce jednego z wysokich graczy wprowadzić niższego. To dlatego, że Węgrzy maja tym razem bardzo niski skład - mówił trener w poniedziałek wieczorem. Decyzję o zestawie 10 graczy, którzy wyjdą na boisko, podejmie oczywiście w dniu meczu, ale można się spodziewać, że w składzie pojawi się Krzysztof Sidor. Najpewniej zajmie miejsce Radosława Hyżego, który poza nową fryzurą i ciosem w Margusa Metstaka podczas meczu z Estonią niczym się nie wyróżnił.
Mecz w Pecsu zakończy pierwszą część eliminacji. W styczniu rozergane zostana dwa ostatnie spotkania pierwszej rundy - z Francją w Polsce i z Białorusią na wyjeździe. Runda rewanżowa - w sezonie 2002/03.
Transmisja meczu w Pecsu w programach regionalnych TVP jutro o godz. 20.30.
Jutro mecz Węgry-Polska
wtorek, 27 listopada 2001 19:04
źródło: Gazeta Wyborcza