Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Drugi do salonowca

środa, 28 listopada 2001 09:32
Genezyp Kapen

Nie sądziłem, że przerwę zimową spędzać przyjdzie w minorowych nastrojach. A wszystko na to wskazuje. Oczywiście nic złego jeszcze się nie stało, ale jak się coś bardzo chce popsuć, to w końcu musi się udać. Patrzę przez pryzmat pewnych zapowiedzi na politykę Legii. Polityka to tylko słowa, ale od słów do czynów na szczeblu zarządu jest niedaleko. A ich skutki mogą być nieszczególnie wesołe. Szczególnie, że będą one konsekwencją pewnych faktów z niedalekiej przeszłości, ale do tego wrócę niżej.


Lepiej czyli gorzej

Niepokojącym symptomem przedwiosennym są zapowiedzi ruchów kadrowych. Okazuje się, że Legia skłonna jest pozbyć się najlepszych graczy, licząc (lub nawet nie licząc), że uda się ich zastąpić średniakami ligowymi, których nazwiska nawet nieopatrznie podano i które rokują... że z ligi na pewno nie spadniemy. Legia skłonna jest dokonać owej intratnej wymiany kadrowej w obliczu rundy rewanżowej, czyli tej, w której należałoby podjąć walkę o tytuł z Wisłą, co nadal realne jest, jak mawiają optymiści. Ponieważ tych ostatnio przybywa, a jak wiadomo, nadmiar szkodzi zdrowiu, zarząd postanowił zadbać o wytęsknioną równowagę. Wbrew słowom pieśni potęgą drużyna wciąż jeszcze nie jest, dopiero miałaby szanse się nią stać, gdyby w rytm ostrej pracy Okuki wpasować coraz lepszych piłkarzy. Tymczasem zgodnie z logiką antytetyczną zapowiada się wzmocnienia w postaci odejść Karwana, Murawskiego, Czereszewskiego, Mierzejewskiego, Omeljańczuka. Także Piekarskiego i Magiery. A nawet z nimi nie wygraliśmy z Wisłą od ładnych paru lat, czyli zgodnie z logiką antytetyczną bez nich z pewnością wygramy. Bez nich na pewno będzie lepiej. Wszak zastąpią ich za drogi Drumlak i nieosiągalny Jakubowski, albo za słaby do walki o tytuły Ława czyli nie zastąpią, co wpisuje się w powyższą logikę nad wyraz udanie. Dzięki Legii mamy bowiem w świecie publicystyki piłkarskiej nowy jakże przydatny w polskich warunkach termin – osłabowzmocnienia. Jeszcze nie wystygł pot na koszulkach po w miarę udanej jesieni, ledwie zaświtała nadzieja, a dowództwo Legii już zaczyna uprawiać to, co od lat wychodzi jej najlepiej. Grę w salonowca we dwóch.


Pozbyć się Karwana

Zarząd wyszedł z założenia, że w dobie upadku gospodarczego i braku sponsora należy cieszyć się z zapewnienia sobie bytu ligowego... Tłumaczenia, że niektórzy gracze mają kontrakty tylko do czerwca to wygodna zasłona dymna, wszak kibic pojmie, że albo ich się sprzeda, albo odejdą za pół roku za darmo. Handel zatem usprawiedliwiony jest i pożądany – myśli kibic-optymista, wierząc, że Okuka nawet z Genowefy Pigwy, że o Manueli Tłustowłosej nie wspomnę, zrobi przez zimę ligowego snajpera klasy Żurawskiego. To, że wystarczyłoby przedłużyć profilaktycznie kontrakty np. z Bartoszem Karwanem, nie żeby go zatrzymywać na siłę, ale żeby zapewnić sobie sowitą kwotę odstępnego choćby za pół roku, jest chyba uznawane na Łazienkowskiej za myślozbrodnię. Może działacze boją się, że piłkarz będzie miał słabszą wiosnę i że nie uda się go sprzedać w ogóle? Dlaczego zatem po udanej jesieni już teraz wyznaczają za niego śmieszną kwotę? Coś słyszałem o milionie dolarów. Skoro piłkarz chce odejść tylko do renomowanego klubu, to na pewno za te pieniądze tam się nie dostanie, bo renomowane kluby nie potrzebują graczy wartych jeden milion dolarów. Pomysł sprzedawania najlepszego i perspektywicznego zawodnika za taką sumę groteskowy jest co najmniej. Gdyby w grę wchodziły pieniądze rzędu 4-5 milionów dolarów, czyli równowartość rocznego budżetu klubu, proszę bardzo, sam bym pomysłowi przyklasnął, ale milion? I to w obliczu walki o mistrzostwo? Tu gryzę się w język. Jakiej walki i o jaki tytuł? O tytuł walczyć będzie Wisła, w której nie ma mowy o sprzedawaniu najlepszych piłkarzy w połowie sezonu, a myśli się o kolejnych zakupach i to nie Nazaruków czy Wasilewskich, tylko Sypniewskiego albo piłkarzami z zagranicy.

Znamienne jest także to, że ściągano Karwana, żeby grał jak najlepiej, co przez parę sezonów niekoniecznie mu wychodziło. Kiedy wreszcie wyszło, stał się to główny pretekst, żeby Karwana się pozbyć. Zatem idealny dla Legii byłby piłkarz, który grać nie umie, za to jest w dobrej formie, lub taki, który umie, ale notorycznie jest bez formy. Wszystkich pozostałych wypada się pozbyć. Logika antytetyczna jest najlepiej funkcjonującym systemem filozoficznym w naszym kraju.

Legia na kupienie piłkarzy nie ma pieniędzy, a szkolić też nie za bardzo chce. Kim grać? Zobaczy się jak się sponsor znajdzie – odczytuje założenia doktryny zarządu. Tymczasem przegapiono Moskalewicza, którego można było próbować przechwycić, zaprzepaszczono Moskałę, przepuszczono jeszcze paru innych. Nikogo nie wychowano, bo po co przecież Legia nigdy nie miała tradycji w pracy z młodzieżą. Teraz stajemy w obliczu najzwyklejszego z punktu widzenia rachunków z pierwszej klasy szkoły podstawowej - braku piłkarzy.

Na ile tajniki filozofii legijnej zgłębił Okuka, trudno wyczuć. Trener imponuje mi wiarą. Gdyby mnie zarząd zabrał pół z trudem kleconego składu i kazał zdobywać mistrzostwo, upewniłbym się czy chodzi o tytuł w powiecie, dzielnicy czy może o tytuł szlachecki dla prezesa. Okuka tymczasem dziarsko sporządza listę następców, których nie dostanie, bo nie ma pieniędzy. Te może pojawią się jak kogoś się sprzeda, tylko, że wtedy zespół będzie już kończył zimowe przygotowania lub na zakupy będzie za późno. Para zatem zgodnie z planem pójdzie w gwizdek, czyli Okuka z Kubickim przygotują Sokołowskiego z Jarzębowskim i Kiełbowicza oraz chłopaków z rezerw, którzy następnie nie będą mieścić się w pierwszym składzie.


Przekleństwo Smudy

W tym miejscu zaproponuję drobną retrospekcję. Franciszek Smuda na odchodnym w jakimś wywiadzie zwierzył się, że jednym z koronnych argumentów przeciwko jego osobie był ten, że nikogo w drużynie nie wylansował i nikogo nie można opchnąć za granicę. W związku z tym klub stracił pieniądze. Niezdobycie tytułu nie stanowiło głównego problemu. Zdaje się, ze od lat brak tytułu mistrzowskiego jest mniej bolesny dla kolejnych władz Legii niż brak świeżej gotówki. Stąd moje dumania pesymisty. Wisła skupiła prawie wszystkich najlepszych piłkarzy i jej władze żądają od trenera oraz zawodników mistrzostwa oraz walki o Ligę Mistrzów. Mam wrażenie, że ktoś z dowództwa naczelnego Legii nie śmie nawet stawiać takiego warunku. Wszak niedługo nie będzie komu go stawiać, bo bez piłkarzy trudno wygrać jakikolwiek tytuł, a od trenera pozbawionego drużyny, trudno czegokolwiek wymagać. Sytuację mamy zatem idealną do partyjki salonowca w składzie dwuosobowym. Z podziwem będę obserwował relację z jej przebiegu. Będzie ona polegać na utrzymywaniu opinii publicznej w przekonaniu, że wynik rozgrywki salonowcowej jest do końca emocjonującej rywalizacji niewiadomą, choć grają tylko dwie osoby. Najgorszą rzeczą jest dać się wciągnąć w tę partię. Kieruję to zdanie do kibiców Legii, gdyż wszystko wskazuje na to, że przypadnie im niewdzięczna rola tego, który walony po zadzie - odgaduje. Mistrzostwo salonowcowe kolejnych zarządów Legii polega na tym, że zawsze są w pozycji uderzającego i robią to na tyle antytetycznie, że choć wiadomo kto wali, to nigdy go nie widać. Wynik zaś będzie najprawdopodobniej taki, że Franciszek Smuda wróci do swej roli i odbierze po raz kolejny tytuł, którego Legia nigdy nie chciała zdobyć.

Udostępnij