Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Nie ma spisku

wtorek, 4 grudnia 2001 18:48
Robert Chabelskiźródło: Nasza Legia

Robert Chabelski- fot.Janusz Partyka
fot. Janusz Partyka

-Jak dowiedział się Pan o pozytywnym wyniku testu antydopingowego Kenroya Jarretta?

-Zadzwoniono do mnie z PLK, bym natychmiast się zgłosił. Już na miejscu o wszystkim poinformował mnie wiceprezes Bolesław Antonijczuk. Ta informacja była dla mnie szokiem. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Szczególnie, że pamiętałem doskonale, iż Jarrett był sprawdzany także kilka tygodni wcześniej. Badanie wykonane po naszym pierwszym meczu na Bemowie [23 września br., Legia - Blachy Pruszyński Proszków - przyp. red.] niczego jednak w jego organiźmie nie wykazało. Wszystko było wówczas w porządku.

-Jarrett oskarża Was, że wiedzieliście o wyniku testu już bardzo długo i specjalnie przez długi czas nie intormowaliście go o tym.

-A po co mielibyśmy tak czynić? Zresztą o wszystkim dowiedziałem się w poniedziałek, 26 listopada, tuż przed godziną 15, co można łatwo sprawdzić w PLK. I od razu poinformowałem o wszystkim jego agenta.

-Jarrett twierdzi, że niedozwolony środek był składnikiem lekarstwa, które musiał przyjmować. W takich sytuacjach praktykuje się zwykle, że do kart zawodniczych dołącza się noty lekarskie potwierdzające konieczność przyjmowania danych środków. Te miał Wam podobno przekazać jego agent.

-To Jarrett może mieć pretensje tylko do niego, bo żadne dokumenty w tej sprawie nie zostały nam przedstawione. W każdym razie nic mi o tym nie wiadomo.

-Ale wiedział Pan, że Jarrett przyjmuje lekarstwa na astmę?

-Oczywiście, że tak. Zresztą w pewnym momencie, gdy to lekarstwo mu się skończyło, a żona, która miała mu przywieźć kolejne opakowania ze Stanów zwklekała z przylotem do Polski, to receptę na nasz odpowiednik wystawił mu nawet nasz lekarz klubowy.

-To w czym jest w takim razie problem?

-Żadnego problemu nie było. Jarrett od miesiąca nie jest już naszym zawodnikiem, ale z powodu pewnych trudności z chwilową płynnością finansową nie mogliśmy wypłacić mu zaległych pieniędzy. To kwota odpowiadająca mniej więcej jego miesięcznemu uposażeniu, choć składa się na nią kilka czynników. Dawno ustaliliśmy już jednak z jego menedżerem, że otrzyma on wszystko, co mu się należy. Przeprosiliśmy też za zaległości. Tylko że Jarrett ubzdurał sobie, że jak wyjedzie z Warszawy, to my nie będziemy chcieli wywiązać się z umowy i więcej tych pieniędzy nie zobaczy. Nie wiem, na jakiej podstawie to sobie wymyślił. Bo jak dotąd nikt do nas podobnych pretensji jeszcze nie miał. W dodatku dalej miał grać w Polsce i otrzymał już nawet jakieś intratne propozycje z kilku klubów. Mógłby więc nas dalej „kontrolować".

-Czyli nie jest to, jak sugeruje Jarrett, żaden spisek Legii skierowany przeciwko jego osobie?

-Oczywiście, że nie. Zresztą, jak już podkreśliłem, w dalszym ciągu mieszka w mieszkaniu wynajętym mu przez klub, a ja dla nowych zawodników muszę szukać miejsc w hotelach. Proszę zrozumieć, że jak najszybsze załatwienie z tym zawodnikiem wszelkich zaległości mnie też byłoby na rękę. Ale na pewno ani ja, ani nikt w sekcji nie posuwał się w związku z tym do jakichkolwiek podstępów. To wierutne bzdury!

Rozmawiał Krzysztof Mocek

Udostępnij