III-cia runda Pucharu UEFA za nami, mamy także przerwę zimową najgorszy okres dla kibiców piłkarskich (zwłaszcza w krajach z surową zimą). Od 1996 roku nie zdarzyło się, że czekaliśmy na wiosenne rozgrywki w europucharach, ponieważ grał tam przedstawiciel naszej ligi. Pozostało nam śledzenie poczynań naszych piłkarzy w zagranicznych klubach oraz oczekiwania na Mistrzostwa Świata. Właśnie ta impreza jest odtrutką na naszą ligową szarzyznę, puste i ohydne stadiony, marny poziom rozgrywek i tradycyjne porażki w eliminacjach LM oraz II-ej rundzie Pucharu UEFA.
Reprezentacja Jerzego Engela odniosła sukces pierwszy od sezonu 1995/1996 kiedy to na jednoroczny podbój Europy ruszyła Legia. Teraz każdy polski kibic ma cichą nadzieję, że reprezentacja Polski odniesie sukces i zapewni polskiej piłce powrót do światowej i europejskiej elity. Może tak się stanie bo grupa, w której znalazła się nasza reprezentacja jest stosunkowo łatwa i osiągnięcie w niej minimum drugiej pozycji jest w zasięgu naszej reprezentacji. Powrót do elity to jednak daleka droga.
Zasadą jest, że kraje z Europy posiadające silne ligi, posiadają także silne reprezentacje narodowe. Jedynym wyraźnym wyjątkiem jest tutaj Grecja, która mimo posiadania silnej ligi ma reprezentację słabszą od naszej. Innych
takich przykładów próżno szukać. Za to znacznie częściej zdarzają się sytuacje odwrotne. Kiepska liga, ale reprezentacja oparta na stranierich liczy się na arenie międzynarodowej. W ostatnich 10 latach było wiele takich
ekip (Bułgaria, Rumunia, Szwecja, Dania, Chorwacja, Jugosławia, Słowenia, Norwegia). Czy jednak osiągnięcia tych drużyn przełożyły się na trwałą tendencję? Nic podobnego. Reprezentacja jednorazowo złożona z piłkarzy, grających w silnych ligach europejskich, odniosi na ogół jednorazowy sukces. Kraje w których istnieje silna liga nie opuszczają ani MŚ ani ME. W przypadku reprezentacji opieranych na stranierich zdarza się często, że po dobrym występie np. na MŚ nie udaje się nawet zakwalifikować do ME bądź kolejnych MŚ. Na ostatnich ME Rumunia pognębiła Anglię tylko, że na MŚ 2002 jadą Anglicy a Rumuni, na kolejny awans mogą czekać wiele lat. Dlaczego tak jest? Odpowiedź wydaje się prosta...reprezentacja narodowa potrzebuje napływu świeżej krwi, a w krajach gdzie ligi stoją na kiepskim poziomie są z tym kłopoty.
Otóż moim zdaniem Polska jest dokładnie w takiej sytuacji. Siłę polskiej reprezentacji stanowią prawie wyłącznie piłkarze grający poza Polską. Jedynym piłkarzem pewnym miejsca w kadrze i grającym w naszej lidze jest rewelacyjny Bartosz Karwan, ale pewnie i on już długo w Legii nie pogra (MAM NADZIEJÄ, ŻE PRZYNAJMNIEJ DO KOŃCA SEZONU!!!). Polska liga jest zbyt słaba, aby zapewnić naszej kadrze dopływ klasowych piłkarzy. Trudno oczekiwać po
niemieckich, czy angielskich klubach aby pracowały z polską młodzieżą, czy zapewniły harmonijny rozwój młodym, ale perspektywicznym piłkarzom z Polski. Polak trafiający do renomowanego zachodniego klubu musi być profesjonalnym i
w pełni ukształtowanym piłkarzem, lepszym od miejscowych zawodników. Dlatego obawiam się, że jeżeli nie nastąpi jakiś postęp na naszym krajowym podwórku, to sukces drużyny Engela będzie jednorazowym wzlotem. Może się zdarzyć, że
nasi reprezentaci zasilą po mistrzostwach renomowane kluby i przez jakiś czas będą solidnym zapleczem reprezentacji, ale to też nie będzie trwało wiecznie. Czy potem będziemy za przykładem Rumunii wystawiać w kadrze piłkarzy tuż przed 40-stką, którzy i tak będą lepsi od 25-cio latków z naszej ligi?
Lata 1970-1986 był okresem świetności polskiego futbolu. Ale nigdy nie zgodzę się z twierdzeniem, że Kazimierz Górski stworzył świetną drużynę z przeciętnych graczy. Sukcesy zaczęły się od wspaniałych występów Górnika
(finał PZP) i Legii (półfinał PM) w europucharach. Nie brakowało więc wiele, aby Superpuchar Europy był pojedynkiem Legia : Górnik. Właśnie te dwa kluby na początku stanowiły trzon reprezentacji Kazimierza Górskiego. Pierwsza połowa lat 70-tych to pasmo międzynarodowych sukcesów polskich klubów: najpierw Legia, potem Stal Mielec i Śląsk Wrocław osiągały świetne wyniki w europucharach. Pod koniec lat 70-tych posypał się Górnik, ale szybko w jego miejsce wyrosła nowa siła: Widzew Łódź, który na początku lat 80-tych rozprawił się m.in. z Manchesterem Utd. i Juventusem, a dwa lata później z Liverpoolem. Oczywiście kardra z MŚ 1982 w dużej mierze opierała się właśnie na Widzewie. Na
mistrzostwa w Meksyku pojechała kadra składająca się w dużej mierze ze stranierich (reprezentanci z 1982 wyjechali na zachód). Wypadliśmy słabo. Potem było już tylko gorzej. Sukces klubowy pojawił się dopiero na początku
lat 90-tych kiedy Legia dotarła do półfinału PZP. Potem była jeszcze Barcelona i LM w Warszawie i Łodzi. Reprezentacja przegrywała kolejno wszystkie eliminacje. Piłkarzom z zachodnich klubów nie chciało się w niej grać, a krajowi byli za słabi. Teraz nasza liga na tle zachodnich wygląda chyba jeszcze gorzej niż 10 lat temu. Jedziemy na MŚ, ale na sukcesy klubowe się nie zanosi. Aby te mistrzostwa nie były jednorazowym epizodem nasza liga musi uzyskać taką siłę jak miała w latach 1970-1986. Wtedy pomagało państwo, oraz przepisy utrudniające eksport zawodników za granicę. A dzisiaj?
Felieton
Czas na zimowe refleksje
piątek, 7 grudnia 2001 16:40
Poll