-Dlaczego zdecydował się Pan kandydować na to stanowisko?
Wojciech Kozak: Jestem emocjonalnie związany z koszykówką. To moja ulubiona dyscyplina sportu. Na mecze Legii chodziłem, kiedy ten zespół grał jeszcze w drugiej lidze. Od tej pory staram się nie opuszczać spotkań. W nieformalny sposób zżyłem się z tą sekcją. A gdy skończyła się kadencja poprzednich władz, zaproponowano mi, żebym został prezesem. To z jednej strony spełnienie marzeń, bo chciałem działać w koszykówce. Z drugiej zaś to, że osoba taka jak ja organizacyjnie włącza się w działanie sekcji, jest szansą na pomoc dla niej.
-W jaki sposób ta zmiana wpłynie na działanie sekcji? Co zamierza Pan zrobić?
- Będziemy chcieli zapewnić stabilność finansową sekcji i przekształcić ją jak najszybciej w sportową spółkę akcyjną, bo to jeden z głównych wymogów dalszych występów w ekstraklasie. Mam też ambicję uczynienia z Legii klubu, który będzie liczył się znacznie bardziej niż teraz. Obecnie Warszawa ma dwie drużyny w ekstraklasie koszykarzy, ale żadna z nich nie należy do czołówki. Sądzę, że możemy mieć w stolicy zespół walczący o medale mistrzostw Polski, a w konsekwencji o europejskie puchary.
-Kiedy to nastąpi?
- Ten sezon to już tylko gra o udział w play off. Będę zadowolony, jeśli znajdziemy się wśród ośmiu najlepszych drużyn w Polsce. Od przyszłego sezonu możliwe, że osiągniemy więcej. A już od najbliższego meczu postaramy się, by kibice mieli co oglądać nie tylko w trakcie gry, ale także przed jej rozpoczęciem i w przerwach spotkań. To pozwoli przyciągnąć więcej widzów. W przyszłości akcje promocyjne i marketingowe będą prowadzone z większym rozmachem, ale na razie chcemy pozbyć się tych problemów, które mamy.
-Ma Pan pomysł, jak zapewnić taką stabilność finansową?
- Wiadomo, że dziś nie da się mówić o silnym klubie koszykarskim bez sponsorów. Źle się stało, że tak znacznie ograniczono browarom możliwość reklamowania się poprzez sport. Według mnie nie miało to oddziaływania negatywnego, ale tylko pozytywne, bo sport mógł się rozwijać. Należy jak najszybciej wprowadzić zmiany ustawowe, które umożliwią branży piwowarskiej ponowne wejście do sportu. Jeśli chodzi o samą Legię, to w zarządzie znalazła się osoba mająca zajmować się tylko szukaniem sponsorów. To obecnie podstawa finansowania zawodowego sportu. Bez pieniędzy nie da się go uprawiać.
-Pełni Pan funkcję wiceprezydenta Warszawy, będąc jednym z głównych kandydatów na stanowisko prezydenta.
- Decyzja, czy zostanę prezydentem, zostanie podjęta, jak sądzę, w styczniu. Ale kiedy mnie powoływano na prezesa, wszyscy wiedzieli, czym się zajmuję i co ze mną może się wydarzyć. Poza tym nie tylko ja mam teraz władzę w tym klubie. Jest pięcioosobowy zarząd [także wiceprezes Włodzimierz Całka oraz członkowie Leszek Całka, Jacek Łączyński i Andrzej Szymański - przyp. tok] pracujący kolektywnie, więc nie tylko na moich barkach leży prowadzenie sekcji koszykówki Legii. Moje zdolności organizacyjne i menedżerskie pozwolą sprawnie pokierować pracą tego zespołu. Tak postrzegam swoją rolę. Nie będzie tak, że jedna osoba zajmie się wszystkim, a reszta będzie tylko się przyglądać.
-Jak duże są obecnie kłopoty finansowe Legii?
- Są pewne zobowiązania finansowe w stosunku do zawodników, ale zamierzamy do końca roku pozbyć się tych zaległości. W piątek przedstawiłem ten plan koszykarzom. Obecnie prowadzimy rozmowy z kilkoma potencjalnymi sponsorami. Mam nadzieję, że do końca roku rozmowy się zakończą.
-Kto ma decydować o tym, którzy zawodnicy będą grać w Legii?
- Od tego, jak ma wyglądać skład zespołu, są fachowcy, czyli trener i jego asystent. Chcę stosować taką politykę, by to trener odpowiadał za dobór zawodników, sugerował, jaki koszykarz jest nam potrzebny oraz ustalał taktykę i strategię zespołu. Zarząd będzie od tego, by te propozycje zatwierdzić, a później za nie rozliczać. Nie mam zamiaru zaglądać trenerowi do składu i mówić, kogo ma w danym meczu wystawić. Raz na jakiś czas będziemy jednak oceniali postępy zespołu i podejmowali wspólne decyzje ze szkoleniowcami.
-Jakie ma Pan doświadczenia związane z koszykówką?
- W koszykówkę grałem amatorsko w szkole podstawowej, średniej i na studiach. Nie miałem żadnych sukcesów poza szkolnymi.
-Reprezentuje Pan to samo ugrupowanie polityczne (Platforma Obywatelska) co Grzegorz Schetyna - prezes Śląska Wrocław, najsilniejszego w ostatnich latach koszykarskiego klubu w Polsce.
- Grzegorz Schetyna jest moim przyjacielem i faktycznie łączy nas zamiłowanie nie tylko do polityki, ale i do sportu. Nie będę ukrywał, że ta osoba jest dla mnie pewnym wzorem na to, jak w koszykówce osiągnąć sukces. Z pewnością jego doświadczenia będą mi pomocne.
-Jak długo Legia będzie grała w tak obskurnej hali jak obecnie?
- To poważny problem. Rozmawiamy z gminą Bemowo, która przymierza się do budowy hali. Jednak z drugiej strony zawodnicy na obecną nie narzekają, pomimo że z zewnątrz wygląda obskurnie. Ten obiekt ma swoją pozytywną atmosferę.
Natomiast sam problem braku hali w stolicy można rozwiązać kompleksowo, lepiej wykorzystując Torwar. To hala obecnie zbyt droga, by grały w niej zespoły o takiej kondycji finansowej jak Legia i Polonia. Wierzę jednak w to, że uprzejmość nowych władz polskiego sportu pozwoli na to, by ceny wynajmowania Torwaru dla drużyn ekstraklasy z Warszawy nie były tak wygórowane. Jeżeli uda się rozwiązać ten bardzo ważny problem, to wszystkie mecze będziemy grać na Torwarze.
-Kiedy to nastąpi?
- Nie mogę podać takiej daty, bo to nie moja decyzja. Ale wierzę, że rozmowy z władzami polskiego sportu, które podejmę na początku przyszłego roku, doprowadzą do pomyślnego finału. Dodam, że nie będę tych rozmów prowadził tylko w imieniu Legii, ale także Polonii, tak aby obydwa te kluby było stać na wynajęcie najlepszej hali sportowej w mieście. Darzę sympatią zarówno Legię, jak i Polonię, a moim marzeniem jest, by oba stołeczne kluby się pojednały. Szczególnie chodzi mi o ich kibiców.
-Myśli Pan, że możliwe jest połączenie zespołów koszykarzy Legii i Polonii, budżetów obu klubów i zbudowanie jednej potężnej drużyny, która będzie reprezentować stolicę?
- Można na ten temat dyskutować. Ale dziś Legia musi chyba myśleć o tym, by zapewnić sobie miejsce w pierwszej ósemce PLK. Polonia ma skład silniejszy i ten problem chyba jej nie dotyczy. O idei jednego klubu można będzie rozmawiać po sezonie, choć chyba dotychczasowe funkcjonowanie i zakorzenienie klubów w pewnych środowiskach może na to nie pozwolić.
Rozmawiał Tomasz Kułakowski
Wywiad
Mam ambicję
wtorek, 11 grudnia 2001 12:35
Wojciech Kozakźródło: Gazeta Wyborcza