Michał Kolenda został bohaterem ostatniej akcji pierwszego meczu półfinałowego z Anwilem Włocławek. Zawodnik Legii przesądził o losach meczu trafiając do kosza z końcową syreną. I choć podopieczny Heiko Rannuli zdobył w spotkaniu 10 pkt., to jego trafienie w ostatniej sekundzie było... pierwszym i zarazem celnym rzutem za 2 pkt. w całym spotkaniu! Sam zainteresowany przyznaje, że to nie on miał wykonywać decydująca próbę.
Kolenda: Byłem ostatnią opcją w decydującej akcji
Michał Kolenda: Mecz był bardzo wyrównany, to na pewno. Anwil miał sytuacje, które pozwoliły odjechać nawet na 11 punktów przewagi. Natomiast my byliśmy słabo dysponowani w rzutach za 3 punkty, a to jest znaczący element naszego ataku. I choć nie wpadało, to wiedzieliśmy, że jesteśmy dobrze dysponowani fizycznie. W efekcie do przerwy przegrywaliśmy różnicą trzech punktów. Wiedzieliśmy, że jeśli rozwiążemy worek z trójkami, to będzie nam o wiele łatwiej.
Uważam, że ta seria będzie tak wyglądała. To będą mecze detali, fizyczność. Ani jedna, ani druga strona nie zdominuje meczów. Teraz musimy być gotowi z taką samą energią na czwartkowe spotkanie.
Ostatnia akcja miała kilka wariantów, a ja byłem... ostatnim z nich. Nie udało nam się otworzyć pozycji rzutowej dla Ojarsa Silinsa. Wykorzystałem, że rywale kryli nas blisko, więc ściąłem w otwartą przestrzeń. Wiedziałem, że mam dużo czasu, żeby oddać rzut i udało się.
Nie zgodzę się, że kontuzja Kamila Łączyńskiego stawia nas w roli faworyta. Anwil ma dużo jakości z każdym zawodnikiem na ławce. Daje to minuty i rzuty innym graczom, którzy również są niebezpieczni. Pewnie jego nieobecność oddziaływuje na zespół, ale wydaje mi się, że nie mają problemu, żeby narzucić inny styl gry.
