Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Mazur: Nie wyjdę do mediów i nie będę mówił, że trener kłamie

środa, 18 czerwca 2025 11:15
Mazur: Nie wyjdę do mediów i nie będę mówił, że trener kłamie
Goncalo Feio, Jacek Zieliński, Radosław Mozyrko - fot. Woytek / Legionisci.com
źródło: Przegląd Sportowy / Onet.pl

Łukasz Olkowicz z Przeglądu Sportowego przeprowadził obszerny wywiad z Mateuszem Mazurem, byłym pracownikiem działu skautingu Legii Warszawa. W pierwszej części rozmowy Mazur ujawnia wiele ciekawych faktów dotyczących transferów do klubu czy współpracy pomiędzy poszczególnymi osobami w Legii, a także konfliktu pomiędzy Goncalo Feio i Radosławem Mozyrką.


- Chciałbym, żeby to wybrzmiało: każdy transfer w letnim oknie, jak i wcześniejszych, był za zgodą wszystkich stron. Nikogo nie sprowadzono wbrew trenerowi, sztabowi czy któremuś z prezesów. Wszystko było spójne. W tamtym momencie spójne. Zawodników weryfikował dział skautingu, później przekazywał nazwiska do Jacka Zielińskiego. Jacek rozmawiał o nich na spotkaniach z Radkiem Mozyrko i Goncalo Feio. Nikt nie wcisnął do Legii jakiegoś piłkarza na siłę, bo tak sobie wymyślił. Piłka jest grą zespołową. (...) Dla mnie to nie do pomyślenia, że działamy tak, że jednego zawodnika przypiszesz sobie ty, drugiego ja, a trzeciego prezes w zależności od panującego wokół niego klimat. W pewnym momencie w Legii tej spójności zabrakło. Zamiast iść w jedną stronę i wzajemnie sobie ufać, później to się rozjechało i zaczęła się wewnętrzna gra. Na zasadzie ja sprowadziłem tego, ty sprowadziłeś tego, a tego nie byłoby w klubie beze mnie - mówi Mazur.


- Alfarelę długo oglądaliśmy w drugiej lidze francuskiej i wspólnie byliśmy przekonani do tego transferu. Pół roku później poszedł do słabego zespołu w Grecji. Okej, ktoś powie, że spadł tam z ligi. Ale wyglądał naprawdę dobrze i strzelał gole. (...) Wydaje mi się, że niektórym w klubie pasowało to, że Alfarela ma problem z tym, by wejść do Legii i od początku być kozakiem. Bardziej ich cieszyło, że on się spali, czy będzie miał gorszy mecz, niż chcieli go budować. I zepchnęli go na bok: ty sobie nie radzisz, nie odnajdziesz się w Legii. Był rzucany na dziesięć, piętnaście czy dwadzieścia minut w jednym i drugim meczu w ciężkich momentach, często na skrzydło.


- Każdy zdawał sobie sprawę, jakim piłkarzem jest Nsame. Wiedzieliśmy, kogo ściągamy i na jaki profil się decydujemy. Chcieliśmy doświadczonego napastnika, który odnajduje się w polu karnym i zapewni nam gole. Kogoś takiego widzieliśmy w Nsame. Rozegrał kilkaset meczów, strzelił bodaj w okolicach 200 goli. Nie będziemy od niego wymagali pressowania, tego, żeby pracował nie wiadomo, jak wiele w obronie. Po jakimś czasie narracja zmieniła się w stronę, że to przeszkadza. Ktoś o parę miesięcy za późno zorientował się, że taki profil nam jednak nie odpowiada i od napastnika wymagamy nie tylko goli. Tylko mógł to rozważyć w momencie, gdy podpisywaliśmy z nim kontrakt. Sztab z jednej strony wiedział, jakiego piłkarza sprowadzamy, a później otwarcie komunikował, że on nie pasuje profilem. Chociaż zachowując obiektywizm, to akurat ten transfer nam nie wyszedł.


- Dlaczego zespołu nie wzmocniono po odejściu np. Slisza? Odpowiedź jest bardzo prosta: pieniędzy nie reinwestowano w transfery. Sprzedaliśmy dwóch wartościowych piłkarzy za duże pieniądze jak na standardy Ekstraklasy. Natomiast nie mieliśmy zielonego światła, żeby chociaż część tej kwoty wydać na transfery. Zastanawialiśmy się, czy dostaniemy jakiekolwiek możliwości, żeby za kogoś zapłacić. (...) Kibice nie są świadomi sytuacji finansowej Legii. To wcale nie działa w ten sposób, że kogoś sprzedajesz i dostajesz pieniądze na kolejne inwestycje.


Problem w Legii zaczął się od konfliktu pomiędzy Goncalo Feio i Radosławem Mozyrką. - W Legii w tamtym momencie najlepiej byłoby wyjaśnić nieporozumienia na linii pion sportowy, trener, sztab szkoleniowy, bo zaczęło już być mocno nie po drodze w wielu tematach. Rozumiem, że ktoś może mieć konflikt. Natomiast powinno go się wyjaśniać między sobą jak dorośli ludzie, faceci. Umówmy się: kto w swojej pracy lubi się ze wszystkimi? Nie ma takich sytuacji i piłka nie jest wyjątkiem. Nawet jeżeli chcesz sobie powiedzieć najgorsze rzeczy, mówisz to, zostawiasz w pokoju, zamykasz drzwi i następnego dnia jesteś profesjonalistą. (...) Goncalo Feio nie byłby obecnie w miejscu, w którym jest, gdyby nie Jacek Zieliński. (...) Nawet jeśli mówił rzeczy, które nie do końca są w porządku, powinniśmy to załatwiać wewnątrz klubu. W takim momencie nie wyjdę do mediów i nie będę mówił, że trener kłamie.


Cały wywiad w Przeglądzie Sportowym.

Udostępnij