- Czemu druga połowa znacznie różniła się od pierwszej? W pierwszej części każdy realizował swoje zadania, trzymał się swojej pozycji i nie wymyślał żadnej gry indywidualnej. To jest sport zespołowy i w drugiej połowie nam tego zabrakło. Zaczęliśmy latać niepotrzebnie, zamiast trzymać się struktury i zasad, które przyjęliśmy na ten mecz - powiedział po spotkaniu rewanżowym z AEK Larnaka bramkarz Legii Warszawa, Kacper Tobiasz.
Tobiasz: W drugiej połowie zabrakło nam zespołowości
- Skrzydła podcięła nam również stracona bramka. Mam wrażenie, że wyłączyła ona w nas energię. Nie potrafiliśmy nawet wykorzystać czerwonej kartki w drużynie gości, bo w przewadze zamiast lepiej, zaczęliśmy grać jeszcze gorzej. Generalnie, można się cieszyć tylko z pierwszej połowy, a druga była po raz kolejny fatalna.
- Jestem sfrustrowany, bo po pierwszej połowie myślałem, że zmiażdżymy Cypryjczyków 5-0 czy 6-0. Naprawdę. Myślę, że nie tylko ja miałem takie uczucie. Tak jak jednak powiedziałem - jeśli zaczynasz grę indywidualną, w sporcie gdzie gra się 11 na 11, może być ciężko.
- Czy bramka dla AEK była trochę z niczego? Ciężko mi sobie przypomnieć teraz, jak ta akcja dokładnie wyglądała. Bodajże ja wybijałem piłkę do Rubena Vinagre, Portugalczyk zgrywał ją, straciliśmy posiadanie, jedno podanie, kiwka, strzał i gol - jakoś tak to wyglądało. Trzeba też oddać temu zawodnikowi, że świetnie uderzył. Byliśmy jednak na to przygotowani, bo wiedzieliśmy, że Đorđe Ivanović, mimo że jest prawonożny, lubi ścinać do środka i uderzać. Niestety, nie udało nam się tego zablokować, mi się nie udało tego obronić i straciliśmy bramkę, która wyłączyła nas z energii.
- Mieliśmy dziś wystarczająco dużo okazji, by wywalczyć awans. Najbardziej szkoda mi sytuacji Milety Rajovcia na 3-0 pod koniec pierwszej połowy. Gdybyśmy zeszli do szatni z trzybramkową przewagą, zupełnie inaczej mogłoby to wyglądać po przerwie. Teraz można już tylko gdybać.
- Zmiana ustawienia to był pomysł trenera. Powiedział, że musimy trochę zaryzykować, że sytuacja w dwumeczu wymaga od nas czegoś innego, nowego impulsu. Moim zdaniem, była to trafna decyzja. W pierwszej połowie wyglądaliśmy bardzo dobrze i że żałuję, że nie przenieśliśmy tego na drugą część. Tak jak powiedziałem wcześniej - ten mecz powinien się skończyć dużo wyższym wynikiem dla nas.
- Trzeba jednak oddać szacunek drużynie przeciwnej. Skutecznie wybijała nas z rytmu i korzystała z czasu, który kradła. Im więcej minut nam uciekało, tym było ciężej. Podpalaliśmy się wtedy i szacunek dla nich, bo potrafili do wykorzystać.
