- Przed nami bardzo ważny mecz. Zrealizowaliśmy dwa cele, ale jednocześnie trochę straciliśmy tempo w lidze. Była to ofiara, którą musieliśmy ponieść, trzeba było ustalić priorytety. Priorytetem było na pewno wprowadzenie drużyny do europejskich pucharów. To było ważne dla klubu, dla kibiców, dla nas wszystkich, także pod względem finansowym. Taka jest prawda. Dla przyszłości Legii udział w rozgrywkach międzynarodowych ma ogromne znaczenie - mówi przed meczem z Radomiakiem Radom trener Legii Warszawa, Edward Iordanescu.
Iordanescu: Jestem zadowolony i mogę się uśmiechnąć
- Drugim celem był Superpuchar – również istotny dla nas wszystkich, jako impuls na początek sezonu. Ale straciliśmy punkty w lidze i teraz musimy je odrabiać. Nie możemy sobie pozwolić na kolejne błędy - dodaje szkoleniowiec.
O transferach
- Jesteśmy na 99 procent zamknięci, jeśli chodzi o okno transferowe. Dlaczego 99, a nie 100? Jak wiecie, dziś odszedł także Alfarela i istnieje możliwość, że ktoś przyjdzie na jego miejsce – to normalne. Wszystko jest możliwe w najbliższych dniach. Ale możemy powiedzieć, że kończymy okno i wreszcie jestem zadowolony, mogę się uśmiechnąć, bo dołączyli do nas zawodnicy, którym bardzo ufam. Za to chcę podziękować klubowi, bo włożył w to ogromny wysiłek. Dziękuję właścicielowi – długo rozmawialiśmy, wspierał mnie w pełni i pomógł urzeczywistnić moje oczekiwania. Dziękuję też dwóm dyrektorom, Michałowi i Frediemu, za długie dni i noce pracy. Byliśmy w stałym kontakcie, rozmawialiśmy codziennie – osobiście albo telefonicznie. Dzięki ich wysiłkom udało się przeprowadzić udane okno transferowe. Mówię „udane”, bo wreszcie uważam, że mamy obsadzone wszystkie pozycje. Mamy dublerów, mamy jakość, której oczekiwałem. Dołączyli piłkarze, którzy dadzą Legii nowe możliwości.
- Z drugiej strony musieliśmy też zrobić porządki – naprawić pewne błędy z przeszłości. To była prawda. To było długie i trudne okno, bo trzeba było podjąć wiele decyzji, a także zmienić profil zespołu: wprowadzić więcej siły, fizyczności, ale też jakości technicznej. Niektórzy piłkarze musieli odejść – dostaliśmy dobre oferty i nie mogłem blokować młodych zawodników oraz ich przyszłości. Inni też musieli się pożegnać. Dziękuję im za wspólny czas i życzę powodzenia w nowych klubach.
Budowa zespołu i cele
- W tej chwili jestem szczęśliwy, bo jesteśmy blisko tego, czego chciałem. Ale to także oznacza dużą odpowiedzialność i wyzwanie – jestem na nie gotów wraz ze sztabem, żeby z tych nowych transferów zbudować mocny zespół. Nie jest to komfortowa sytuacja, bo mamy środek sezonu. O wiele łatwiej byłoby mieć wszystkich na zgrupowaniu. Ale ważne, że mamy zawodników, których chcieliśmy. Z 10 nowych piłkarzy wszyscy dołączyli już po obozie, ale to gracze doświadczeni – średnia wieku to 25 lat. To dobre dla przyszłości klubu, bo mamy mieszankę doświadczenia i młodych, ambitnych zawodników, którzy chcą coś udowodnić. Połowa z nich wie, jak zdobywa się trofea. To wystarczająca baza, by pracować, a razem z tymi, którzy zostali i których tak bardzo chciałem zatrzymać, wierzę, że osiągniemy cele i damy kibicom to, na co czekają.
- Od teraz zaczyna się dla nas ogromne wyzwanie – musimy grać pod presją, bo nie możemy pozwolić sobie na kolejne potknięcia. Cieszę się, że po trzech miesiącach miałem wreszcie pełny tydzień pracy z prawie całym zespołem. Przed nami Radomiak – to będzie trudny mecz, ale potrzebujemy trzech punktów i nie ma innego rozwiązania. Kiedy decydowałem się przyjść do Legii, głównym powodem była możliwość walki o trofea – to moja największa motywacja. Presja, oczekiwania, wyzwania – jestem na to gotów, to mnie rozwija jako trenera.
Nowi potrzebują czasu
- Proszę wszystkich o cierpliwość. Nowym zawodnikom potrzeba czasu. Jeśli będę ich za szybko wprowadzał, ryzykujemy nie tylko ich, ale i sytuację całej drużyny. Dajcie nam czas, dajcie im czas i zrozumcie, że mamy niewiele przestrzeni na pracę. Będę pracował dniami i nocami, jeśli będzie trzeba, ale są kroki, które można przeskoczyć, i są takie, których przeskoczyć się nie da.
- Czy są gotowi do gry? Muszę być szczery - To nie jest łatwe, nie chcę ryzykować. Są w procesie treningowym, są skoncentrowani, mają energię i pasję, codziennie dają z siebie wszystko. Ja i sztab pracujemy z nimi dodatkowo, by nadrobić okres bez rytmu meczowego. Staram się ich integrować, poznają naszą taktykę i model gry. Ale to też nie jest łatwe dla mnie, bo w tak krótkim czasie zrobiliśmy mnóstwo zmian, a ja też jestem nowy w zespole. To nie jest tak, że pracuję tu od roku i wystarczy wkomponować kilku nowych. Musimy poprawić współpracę całej grupy.
Reprezentacja Rumunii cały czas w tle...
- Media spekulują, że zostanę selekcjonerem? Podobnie mówiono, gdy odchodziłem – że mam nową, czteroletnią umowę – a jednak jestem tutaj w Warszawie. Porozmawiajmy o tym innym razem... Jestem w Legii i mam mnóstwo pracy przed sobą. Nie chcę wchodzić w spekulacje. Wiem, że w Rumunii ludzie mają do mnie duży szacunek, a federacja bardzo ufa mojej pracy. Razem osiągnęliśmy fantastyczne rzeczy – najlepszy wynik od 24 lat, Aktualnie w Rumunii jest trener, do którego mam ogromny respekt. Ja jestem trenerem Legii i cała moja energia i koncentracja są tutaj.
"Trenerze, chcemy mistrzostwa"
- Ostatnio trochę zmieniło się moje spojrzenie. Dlaczego? Bo uczestniczyłem w spotkaniu z kibicami i nowymi zawodnikami. Miało to potrwać godzinę, a trwało prawie cztery. Przez cały ten czas przychodzili kolejni ludzie – od dzieci po starszych kibiców. Uścisnąłem setki dłoni i 90% z nich mówiło jedno: „Trenerze, chcemy mistrzostwa. Trenerze, tytuł”. Wtedy poczułem coś szczególnego. Zrozumiałem, jak bardzo ta drużyna jest kochana, jak ogromna pasja stoi za Legią, jak wielkie są oczekiwania. Zrozumiałem, że to nie chodzi o mnie – chodzi o Legię, o piłkarzy, o to, byśmy wszyscy razem spełnili to marzenie. I to jest też mój przekaz do drużyny – muszą wiedzieć, jak wiele radości mogą dać ludziom, jak bardzo mogą uszczęśliwić tysiące osób, jeśli uda się zdobyć mistrzostwo. Każdy dzień pracy i każdy wysiłek muszą o tym przypominać. Bo możemy sprawić, że setki tysięcy ludzi będą szczęśliwi.
