Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Mioduski o pucharach i Ekstraklasie: Mamy trend wznoszący

wtorek, 16 września 2025 20:53
Mioduski o pucharach i Ekstraklasie: Mamy trend wznoszący
Dariusz Mioduski - fot. Mishka / Legionisci.com
Woytekźródło: TVP Sport

– Jeżeli chodzi o deficyty w samej Legii – nie widzę ich wiele. Przez ostatnie dziesięć lat inwestowaliśmy konsekwentnie, często kosztem bieżących wyników, po to, żeby budować fundamenty. Dziś mamy stadion, ośrodek, bazę kibicowską i markę. Przychody komercyjne będą kluczowe, bo system europejski jest bezlitosny – przychody topowych klubów wynikają głównie z lokalnych lig, a nie z pucharów - powiedział właściciel i prezes Legii, Dariusz Mioduski w programie "Futbol Totalny" w TVP Sport.

 

O Lidze Mistrzów i realiach europejskich

– To nie jest prosta odpowiedź na pytanie, dlaczego polskie zespoły nie grają w Lidze Mistrzów. Jesteśmy dopiero na drodze, żeby tam wrócić. Trzeba pamiętać o kontekście – dziś Liga Mistrzów nie jest tą samą, co dziewięć lat temu, kiedy Legia w niej grała. Wtedy łatwiej było się dostać, później system się zmienił – z sześciu drużyn przechodzących przez kwalifikacje mistrzowskie zostały cztery. Szanse spadły o połowę. Rozszerzenie rozgrywek do 36 zespołów zwiększa nasze możliwości – to była dla nas kluczowa zmiana. Perspektywa, żeby mistrz Polski regularnie się tam pojawiał, to trzy lata. Najtrudniejsze jest zaczynanie od pierwszej rundy bez rozstawienia, a tego doświadczały polskie kluby w ostatnich latach. Każdy mistrz Polski marzy o Lidze Mistrzów. Do tej pory nasze szanse były poniżej 5%, czyli praktycznie żadne. Dziś mamy realną perspektywę dojścia do dziesiątego miejsca w rankingu, a to oznacza, że mistrz Polski zagra w Lidze Mistrzów bez kwalifikacji.
– Musimy mieć świadomość, z czym się mierzymy. Topowe kluby mają średnio 570 mln euro przychodów. Nawet najsłabsi z tej grupy osiągają około 300 mln – czyli tyle, ile cała Ekstraklasa. Nie można porównywać się do Barcelony czy City. Czasami wskazujemy na Sheriffa czy Bodo/Glimt, ale oni mieli lepsze rozstawienia krajowe, wsparcie państwa albo oligarchy.

O rankingu i znaczeniu Ligi Konferencji

– Dziś wszyscy wiedzą, że ranking jest kluczowy. Wejście do pierwszej dziesiątki to ogromny wysiłek, ale jeszcze trudniejsze jest się w niej utrzymać. Przykład Szkocji pokazuje, że można wylecieć bardzo szybko. Liga Konferencji jest tu absolutnie fundamentalna. Finansowo różnica w stosunku do Ligi Europy to 4–5 mln euro, ale punktowo dla rankingu ma ogromne znaczenie. Na początku wyśmiewano te rozgrywki jako „Puchar Biedronki”, dziś widać, że dają regularną obecność w Europie i realne punkty. To nie są tylne drzwi – to systematyczna praca.
– Dzięki sukcesom w ostatnich latach jesteśmy dziś na 15. miejscu w rankingu. To zmieniło wszystko. Za rok skorzystamy z tego, że Polska ma pięć zespołów w Europie, ale punkty będą się dzielić przez pięć – każde zwycięstwo będzie mniej warte. Kluby muszą nauczyć się grać regularnie w pucharach. Legia jest wyjątkiem, dlatego dziś w rankingu klubowym jesteśmy na 66. miejscu. To ma ogromny wpływ na rozstawienia.

O sytuacji Legii i polskich klubów

– Kiedy wchodziłem do Legii, patrzyłem strategicznie. Wiedziałem, że jako duża gospodarka i stolica możemy się rozwijać inaczej. Polska piłka 10–11 lat temu była zacofana. Od Euro 2012 zrobiliśmy gigantyczny postęp. Inne kraje miały oligarchów czy państwo za plecami – my budowaliśmy w inny sposób. Jestem przekonany, że Legia ma potencjał, by być numerem jeden. Jesteśmy największą marką sportową w Polsce, historycznie wygraliśmy wszystko. Bycie hegemonem nie oznacza, że inni muszą być słabi – przeciwnie, rozwój ligi wymaga coraz lepszych ludzi w klubach, federacji, zarządach.
– Legia awansowała do Ligi Mistrzów, a zamiast odjechać lidze, ona stała się najbardziej wyrównana w historii. Mieliśmy trzech nowych mistrzów – Raków, Piast, Jagiellonię. To pokazuje, że większe przychody wiążą się też z większymi kosztami i zobowiązaniami. Gdy brakuje powtarzalnych dochodów, pojawia się dziura. Widać, że przez lata mistrzowie Polski nie grali w Europie, a dziś pretendenci wreszcie tam są. To świetna wiadomość dla całej ligi.

- Czy ostatnie zakupy w lidze są na kredyt? Tego nie wiem, czy są zakupy na kredyt. Myślę, że coraz więcej właścicieli, prezesów klubów w Ekstraklasie patrzy na to, co się dzieje w sposób racjonalny, podejmuje decyzje oparte o swoje przewidywania, w jaki sposób będzie się to rozwijało. I dzisiaj przekroczyliśmy taki punkt, gdzie jest coraz większe zrozumienie, co musimy zrobić i jak działać oraz jakie są konsekwencje rankingu, co można dzięki temu osiągnąć, więc te decyzje są bardziej racjonalne. I to jest dobre dla ligi.

O deficytach i przyszłości polskiej piłki

– Jeżeli chodzi o deficyty w samej Legii – nie widzę ich wiele. Przez ostatnie dziesięć lat inwestowaliśmy konsekwentnie, często kosztem bieżących wyników, po to, żeby budować fundamenty. Dziś mamy stadion, ośrodek, bazę kibicowską i markę. Przychody komercyjne będą kluczowe, bo system europejski jest bezlitosny – przychody topowych klubów wynikają głównie z lokalnych lig, a nie z pucharów. Polskie przychody są ograniczone do naszego rynku. Musimy go rozwijać: przyciągać kibiców, sponsorów, media. Naszym zadaniem jest też szkolenie młodych zawodników i sprzedawanie ich za większe pieniądze. Strategia Legii zakłada, że zawsze chcemy Polaków – jeśli są na poziomie, którego potrzebujemy.
– Jest kilka klubów, które chcą powalczyć o czołówkę – Pogoń, Cracovia, Widzew, Wisła Płock. To dobrze, że ludzie inwestują prywatne pieniądze w polski futbol. Kluczowe jest jednak podnoszenie standardów – szkolenia, infrastruktury, stadionów, rozwoju komercyjnego. Strukturalnie musimy rosnąć jako kluby, liga i federacja. Liga Konferencji nie powinna być tylko przygodą. Powinniśmy myśleć o ćwierćfinałach i półfinałach jako realnych celach. To będzie oznaczało, że idziemy w górę i jesteśmy coraz lepiej przygotowani do rywalizacji w Lidze Europy, a docelowo – w Lidze Mistrzów.
– Przyszłość polskiej ligi widzę tak: trzy–cztery kluby grają regularnie w Europie, kolejne dwa–trzy sporadycznie. To nie będzie model serbski, raczej coś stabilniejszego. Jeśli tego nie zepsujemy, naprawdę możemy przez lata funkcjonować nawet w pierwszej dziesiątce rankingu.
– Sportowo mamy trend wznoszący. Liga jest fizyczna i intensywna, a do tego coraz bardziej techniczna i taktyczna. Fundamenty są mocne, inwestycje konsekwentne. Jestem optymistą – jeśli nie popełnimy błędów, możemy mieć stabilne miejsce w europejskiej czołówce.

Udostępnij