Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Pogoń 0-2 Legia

Wyjazdowe przełamanie!

poniedziałek, 6 kwietnia 2026 19:30
Wyjazdowe przełamanie!
fot. Woytek / Legionisci.com
Legionisci.com
WiśniaLegionisci.com

Aż 253 dni Legia czekała na wyjazdową wygraną w lidze. W Poniedziałek Wielkanocny niekorzystna seria została przerwana, kiedy "Wojskowi" pokonali w Szczecinie Pogoń po dwóch golach Milety Rajovicia. Podopieczni Marka Papszuna zaprezentowali się z niezłej strony i zasłużenie zwyciężyli.

Stadion im. Floriana Krygiera od lat nie jest dla nas gościnny – 12 meczów bez wyjazdowej wygranej to seria, która ciążyła wszystkim związanym z Łazienkowską. Dziś jednak, pod wodzą Marka Papszuna, Legia od pierwszych minut wyszła na murawę z jednym celem: przerwać tę fatalną passę. Początek należał do Legii, która od pierwszego gwizdka arbitra grała bardzo agresywnie. Już w 4. minucie do interwencji zmuszony został bramkarz Pogoni, na raty broniąc strzał głową Milety Rajovicia. Potem nieco gra się wyrównała i to gospodarze dwukrotnie doszli do dobrych okazji, lecz za każdym razem blokowani byli przez swoich rywali. W 12. minucie szczecinianie ruszyli z kontrą, którą sfinalizował Sam Greenwood. Pomocnik miał sporo miejsca, jednak trafił wprost w Kamila Piątkowskiego. Niebawem legioniści mieli dotychczas najlepszą okazję do wyjścia na prowadzenie. Wahan Biczachczjan mocno strzelił na bramkę Pogoni i świetnie obronił Valentin Cojocaru. Do dobitki zbierał się jeszcze Rafał Adamski, lecz został uprzedzony. 

 

Z biegiem minut przewaga Legii rosła. Zwiększało się posiadanie piłki, co rzutowało na kolejne szanse. Wkrótce na prowadzenie Legię mógł wyprowadzić Paweł Wszołek. Pomocnik przymierzył w kierunku dalszego słupka i zabrakło mu niewiele, aby zaskoczyć bramkarza. W 34. minucie Legia dopięła jednak swego! Rafał Augustyniak daleko wyrzucił piłkę z autu, walkę w polu karnym wygrał Rajović i uderzeniem z półwoleja pokonał golkipera Pogoni. Ten popełnił wówczas spory błąd, bo zdecydowanie mógł zachować się lepiej. Chwilę potem Rajović ponownie stanął przed szansą. Tym razem Fredrik Ulvestad zachował się przytomnie i wybił futbolówkę ze światła bramki. Trzeba przyznać, że pierwsza połowa należała do Legii. Goście grali lepiej od swoich przeciwników, stwarzając sobie więcej okazji na strzelenie gola.

Pogoń Szczecin - Legia Warszawa Mileta Rajović gol radość Rafał Augustyniak,mecz-3623
fot. Woytek / Legionisci.com

Kilkadziesiąt sekund po starcie drugiej połowy Legia strzeliła drugiego gola! Świetnie na skrzydle Adamski poradził sobie z jednym z obrońców, dograł wzdłuż bramki, gdzie tylko czekał na to Rajović. Duńczykowi nie pozostało nic innego, jak tylko z najbliższej odległości skierować piłkę do pustej bramki. To było znakomite otwarcie w wykonaniu "Wojskowych". Napór legionistów trwał. Za moment tym razem na prawej stronie sporo zamieszania zrobił Augustyniak, dograł w szesnastkę, gdzie niecelnie piętą uderzył Rajović.

Pogoń szybko została postawiona w bardzo trudnej sytuacji. Legia natomiast nie zatrzymywała się. W 58. minucie trzeciego gola powinien strzelił Biczachczjan. Ormian znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem po zgraniu od Adamskiego, lecz niestety trafił wprost w Cojocaru, a dodatkowo nabawił się przy tym zagraniu kontuzji. W jego miejsce na boisko wszedł Kacper Urbański. Po godzinie gry Greenwood chciał zaskoczyć Otto Hindricha uderzeniem zza pola karnego. Rumun był dobrze ustawiony i nie dał się zaskoczyć.

Szczecinianie starali się złapać kontakt z Legią, lecz ze swoją poniedziałkową dyspozycją to nie mieli czego szukać. Gospodarze byli całkowicie zdominowani przez legionistów. W 82. minucie serca kibiców nieco zadrżały. W polu karnym gości piłka trafiła w rękę Rajovicia, ale sędzia po konsultacji z VAR nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. Wydawało się, że to było ostatnia szansa dla Pogoni, aby doskoczyć tego wieczoru do swoich rywali i powalczyć chociażby o punkt.

W podstawowego czasu gry sędzia doliczył aż dziewięć minut. W pierwszej z nich Pogoń był o kilka centymetrów od gola. Zza pola karnego lewą nogą przymierzył Leonardo Koutris i tym razem legionistów uratowała poprzeczka. Gdyby obrońca gospodarzy był nieco bardziej precyzyjny, to Hindrich nie miałby zupełnie nic do powiedzenia. Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie i przełamanie Legii stało się faktem.

Udostępnij