- To był chyba pierwszy mecz w mojej karierze, w którym przegrywałem 0-4 już do przerwy. Od początku to spotkanie się dla nas nie ułożyło - straciliśmy pierwszą bramkę już w 3. minucie, później czerwona kartka, choć nie wiem czy była ona słuszna, czy nie. Później Lechowi wychodziło już wszystko... - powiedział po porażce z Lechem Poznań prawy wahadłowy Legii Warszawa, Paweł Wszołek.
Wszołek: Nic nam nie da, jak będziemy płakać nad tą porażką
- Lech poczuł swoje flow. Strzelił drugą bramkę po akcji z niczego, to ich napędziło i łącznie dostaliśmy cztery bramki do przerwy. Wyszliśmy na drugą połowę po tym, jak w szatni mówiliśmy, że musimy zrobić wszystko, by pokazać charakter. Nie będę oceniać tej połowy. Mieliśmy swoje momenty, mimo że graliśmy jednego mniej.
- Przed tym meczem mieliśmy serię 10 spotkań bez porażki, więc byliśmy silni mentalnie. Nasza drużyna pokazała w rundzie wiosennej, że jest silna mentalnie - czy odwracając wynik w Gdyni, czy w wielu innych meczach. Mamy taki sztab szkoleniowy i zawodników, że o nasz stan mentalny jestem spokojny.
- Na pewno taka wysoka porażka na tym terenie bardzo boli. Szczególnie w kontekście kibiców, którzy nas wspierają i jeżdżą za nami wszędzie w tym sezonie. Możemy im być za to wdzięczni. Ciężko cokolwiek więcej powiedzieć po tym meczu.
- Jeśli nie czułbym sportowej złości po porażce 0-4 i to już do przerwy, to musiałbym zawiesić buty na kołku. Trzeba jednak zapanować nad tymi emocjami. Musimy przeanalizować ten mecz, powiedzieć swoje. Mamy przed sobą jeszcze cztery bardzo ważne spotkania. Nic nam nie da, jak będziemy płakać nad tą porażką.
- Jest w naszej drużynie wielu świetnych zawodników. Możemy grać lepiej. Teraz najważniejszy jest mecz z Widzewem i każde kolejne spotkania. To one dadzą nam jeszcze punkty, a czasu już nie cofniemy.
- Czy przegraliśmy dziś z najsilniejszym zespołem w Polsce? Na ten moment, myślę, że tak. Lech jest bardzo mocną drużyną na własnym stadionie. Strzela dużo bramek. Pokazał dzisiaj swoją jakość. Myślę, że Lech zdobędzie mistrzostwo.
