Czas pożegnań. Trzy lata Elitima, Kuna i Pankova w Legii
Juergen Elitim - wirtuoz, którego zahamowały kontuzje
Elitim został zawodnikiem stołecznego zespołu pod koniec czerwca 2023 roku. Wcześniej Kolumbijczyk, który wyjechał ze swojego kraju już w wieku 12 lat, by rozwijać swoje umiejętności piłkarskie w Europie, występował w niższych ligach hiszpańskich i na zapleczu tamtejszej ekstraklasy. Do warszawskiego klubu trafił z angielskiego Watfordu, jednak nigdy nie potrafił wywalczyć swojego miejsca w tamtym zespole i był z niego wypożyczany. Elitim przychodził do Legii jako młody, 23-letni dobrze zapowiadający się, mający dużo potencjału środkowy pomocnik. Miał wzmocnić rywalizację w środku pola w drużynie trenera Kosty Runjaicia, która nie tylko walczyła o najwyższe cele w Polsce, ale także grę w europejskich pucharach. - Szukaliśmy na rynku piłkarza o takim profilu. Juergen Elitim jest zawodnikiem dysponującym dobrym podaniem, techniką i zmysłem do rozegrania. Mimo niewysokiego wzrostu angażuje się również w grę defensywną - mówił po podpisaniu kolumbijskiego zawodnika ówczesny dyrektor sportowy Legii, Jacek Zieliński.Elitim potwierdził te słowa. Błyskawicznie wszedł w łaski niemieckiego szkoleniowca Legii i wywalczył miejsce w wyjściowej "jedenastce". Zadebiutował już przy pierwszej okazji i zwycięskiego po serii rzutów karnych meczu o Superpuchar Polski z Rakowem Częstochowa. Kolumbijczyk od początku swojego pobytu był kluczową postacią w układance warszawskiego drużyny, jednym z liderów środka pola, łączącym ofensywę z defensywą, przy okazji świetnie współpracując z Josue. Jego pierwsza bramka, zdobyta w szalonym, zwycięskim 5-3 meczu w Wiedniu z Austrią, znacząco przyczyniła się do awansu Legii do fazy grupowej Ligi Konferencji. Przez cały swój pierwszy sezon w warszawskim zespole Elitim nie zagrał tylko w jednym spotkaniu i to jedynie z powodu pauzy za czwarte ligowe napomnienie żółtą kartką. Łącznie zagrał w aż 50 spotkaniach, z czego 42-krotnie w pierwszym składzie. To tylko pokazuje, jak szybko stał się jednym z kluczowych zawodników. Jednym mankamentem jego gry były zdobywane przez niego liczby. Elitim w sezonie 2023/24 zanotował tylko 2 bramki i 4 asysty, co przy jego pozycji i dyspozycji w całym sezonie było bardzo skromną statystyką. Mimo to brał udział w kreowaniu wielu akcji stołecznej drużyny i znacząco pomógł jej w osiąganiu korzystnych wyników, przez co otrzymał od naszej redakcji najwięcej pozytywnych ocen i miano "Plusa sezonu".
Wydawało się więc, że w następnym sezonie to właśnie na nim trener Goncalo Feio będzie opierać budowę zespołu, szczególnie po odejściu z klubu innego z liderów, wcześniej wspomnianego Josue. Liczono, że Kolumbijczykowi, który ogólną charakterystyką gry nieco przypominał Portugalczyka, uda się choć w pewnym stopniu wejść w jego buty. Niestety, te plany legły w gruzach jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. W jednym z ostatnich meczów przygotowawczych przed startem rozgrywek z Jagiellonią Białystok po starciu z jednym z rywali doznał kontuzji. Już po pierwszych diagnozach wiadome było, że jest to coś poważnego, a obawy potwierdziły się. Elitim musiał przejść operację uszkodzonej łąkotki przez co jego rozbrat z piłką miał znacznie się przedłużyć. Ostatecznie wrócił do gry dopiero podczas zimowych przygotowań i od początku rundy rewanżowej był do dyspozycji sztabu. Jego forma pozostawiała sporo do życzenia, ale Elitim dzielnie walczył o powrót do pełni dyspozycji. Miał w sobie tyle charakteru, że mimo złamania ręki w spotkaniu z Górnikiem Zabrze, następne trzy mecze, w tym dwumecz z Chelsea FC, rozegrał bez odbycia operacji, z ogromnym bólem. Całościowo udało mu się zagrać w 22 spotkaniach, kończąc sezon z 4 asystami, a jedną z nich pomagając Legii w zdobyciu Pucharu Polski.

Obecny sezon ponownie miał należeć do Kolumbijczyka. Przepracował w przedsezonowy obóz przygotowawczy, rozpoczął rozgrywki w pierwszym składzie, notując m.in. asystę w zwycięskim meczu o Superpuchar Polski z Lechem Poznań, zdobywając zwycięską bramkę pieczętującą awans w dwumeczu z FK Aktobe czy dokładając ostatnie podanie przy bramce na 2-2 w pierwszym meczu z Banikiem Ostrawa. Elitim miał więc świetny start pod względem formy i konkretów jakie dawał. Jego dyspozycja była na tyle dobra, że we wrześniu dyrektor sportowy Michał Żewłakow zapewniał, że klub rozpocznie z nim rozmowy o nowym kontrakcie. Zastopowała je nie tylko fatalna forma i wyniki zespołu, ale także kolejna poważna kontuzja Kolumbijczyka. W meczu z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza Elitim doznał wysokiego skręcenia kostki, które wyłączyły go z gry na kolejne miesiące, w tym sporą część zimowych przygotowań. Pomocnik powrócił do rywalizacji na stałe pod koniec lutego br. i prezentował dość dobrą formę. Został zresztą nominowany przez nas do miana najlepszego gracza marca oraz kwietnia. Pod wodzą trenera Marka Papszuna znacznie przyczynił się do poprawy wyników zespołu, utrzymania w Ekstraklasie, a nawet walki o europejskie puchary do ostatniej kolejki.
Kolumbijczyk przez cały pobyt w Legii, mimo kontuzji, nie narzekał na zainteresowanie. Gdy był do dyspozycji, zawsze prezentował solidną formę, nie schodził poniżej pewnego poziomu. Zapewniał zespołowi wiele korzyści zarówno w ofensywie, budowaniu akcji i dostarczaniu nieszablonowych podań, ale także w zadaniach defensywnych i przy próbach odbioru piłki. Potrafił przejąć środek pola i kontrolować go, co przyczyniało się do dominacji warszawskiego zespołu nad rywalami. Kończący się kontrakt Elitima z Legią i problemy finansowe stołecznego zespołu wykorzystały inne kluby, które złożyły 26-latkowi lepsze oferty finansowe. Pomocnik zdecydował się na kolejny krok, a jego odejście z Warszawy za darmo będzie nie tylko dużą stratą piłkarską, ale również finansową.
Juergen Elitim w Legii Warszawa
Numer zawodnika - 22Mecze (minuty) - 108 (7803 minuty)
Gole - 5
Asysty - 14
Pierwszy mecz - SPP: Raków Częstochowa 0-0 (k. 5-6) Legia Warszawa (15.07.2023)
Ostatni mecz - Legia Warszawa - Motor Lublin (23.05.2026)
Tytuły zdobyte w Legii - 3 (Puchar Polski 2024/25, 2x Superpuchar Polski 2024 i 2026)
Liczba przyznanych - 45
Liczba przyznanych - 18

Radovan Pankov - waleczny i charakterny
Pankov trafił do Warszawy nieco wcześniej, niż Kolumbijczyk. Przychodził do stołecznego klubu już z nieco innym statusem - jako zawodnik ceniony w swoim kraju, nie tylko z doświadczeniem ligowym w najlepszym serbskim klubie, czyli Crvenie zveździe Belgrad, ale także w rozgrywkach europejskich. Miał być dla zespołu cennym wsparciem, nie tylko pod kątem sportowym, ale również mentalnym. Wierzono, że wprowadzi do Legii skuteczną, agresywną i pewną grę w obronę, lecz także serbski charakter i niesamowitą waleczność. - Jest to ograny i utytułowany zawodnik w dobrym wieku, który dzięki wielu latom w Crvenie zveździe Belgrad, najlepszym serbskim klubie ostatnich lat, zna ciężar gry pod presją wyniku i oczekiwań - podkreślał Jacek Zieliński. Sam Pankov mówił również, że ma mentalność zwycięzcy, która doskonale pasuje do tego miejsca.W jego przypadku wejście do zespołu było nieco trudniejsze, szczególnie na samym początku. Rozpoczął sezon jako zawodnik rotacyjny, a w wywalczeniu miejsca w pierwszym składzie nie pomogła mu również szybko złapana, choć drobna kontuzja. Pankov powalczył jednak o plac ze świetnym skutkiem, z czasem stając się jedną z podstawowych postaci w trio defensywnym Legii. Swoją solidność prezentował przede wszystkim w rozgrywkach europejskich, gdzie był czołowym zawodnikiem stołecznego zespołu i obalał początkowy mit, że dobrze radzi sobie jedynie przeciwko słabszym zespołom. Waleczność pokazał nie tylko na boisku, ale również poza murami stadionu w Alkmaar. Serb stanął w obronie zespołu, któremu utrudnione było opuszczenie obiektu, przez co wraz z Josue został przewieziony przez holenderską policję na komisariat i wypuszczony dopiero po kilku dniach. W późniejszym czasie Serb został za to postawiony w stan oskarżenia i skazany karą grzywny za rzekomą napaść na jednego z ochroniarzy. Te wydarzenie spowodowało, że defensor stał się jeszcze ważniejszą postacią zespołu. Pierwszy sezon mógł zaliczyć do udanych. Rozegrał w nim łącznie 36 spotkań i zbudował swoją markę.

Serb ugruntował ją w następnym sezonie. Od początku był już jedną z kluczowych postaci w układance trenera Goncalo Feio, opuszczając nieliczne mecze przez drobne kontuzje lub pauzy, rzadko z powodu gorszej formy. Znacznie wspomagał zespół w walce ligowej, zdobyciu Pucharu Polski, a także dotarciu aż do ćwierćfinału Ligi Konferencji, w drodze do której opuścił tylko dwa mecze, prezentując dobrą dyspozycję przeciwko uznanym markom jak Real Betis czy Chelsea FC. Problemy Pankova rozpoczęły się pod koniec sezonu, gdy Legia nie grała już z systemem na trzech stoperów, a Serb przegrał rywalizację z Janem Ziółkowskim. Przeniosły się one na następny sezon. Od początku rozgrywek 2025/26 Pankov nie miał pewnej pozycji i występował sporadycznie. Dopiero pod koniec września powrócił do regularnej gry, jednak w pewnym momencie nagle zniknął - teoretycznie z powodu urazu. Zbiegło się to jednak z jego wypowiedzią po remisowanym spotkaniu z Lechem Poznań, po którym Serb powiedział: - Skąd czerpiemy nadzieję, że nasza sytuacja się poprawi? To ciężkie pytanie, które uderza tam, gdzie najbardziej boli. Obecnie uważam, że niewiele na to wskazuje i ciężko znaleźć nadzieję na lepsze dni. Szczególnie mamy problemy w ostatniej tercji, z wykończeniem. (...) To część jakości i mentalności. Musimy więcej pracować.
Pankov został odstawiony na drugi tor i wydawało się, że już zimą opuści warszawski klub. Jego sytuacja zmieniła się jednak po przyjściu do Legii trenera Papszuna. Nowy szkoleniowiec po pierwsze zmienił formację, a po drugie zaufał Serbowi i ponownie na niego postawił. Dzięki temu Pankov od początku rundy wiosennej ponownie stał się kluczową postacią warszawskiego zespołu. Prezentował pewność i skuteczność w obronie, a także charakter oraz oddanie, którego w tym sezonie zdecydowanie brakowało "Wojskowym". Wraz z Juergenem Elitimem otrzymał od nas najwięcej pozytywnych wyróżnień w marcu i kwietniu, zostając "plusem" tych miesięcy. Zdecydowanie pomógł drużynie w powrocie do lepszej dyspozycji, ustabilizowaniu działań defensywnych i pewnym utrzymaniu. Pankov stał się dzięki temu "żołnierzem" trenera Papszuna, który chciał, by serbski obrońca pozostał w klubie.
Defensor podtrzymał jednak decyzję o odejściu z warszawskiego zespołu, która również była podyktowana głównie warunkami finansowymi. Pankov zostanie jednak zapamiętany w Warszawie jako zawodnik oddany klubowi, myślący wyłącznie o jego dobrze i pokazujący to na boisku swoim charakterem, walecznością i walką do samego końca. Pankov swoją postawą prezentował charakter, którego brakuje wielu innym piłkarzom.
Radovan Pankov w Legii Warszawa
Numer zawodnika - 12Mecze (minuty) - 100 (7819 minut)
Gole - 5
Asysty - 7
Pierwszy mecz - Legia Warszawa 3-0 ŁKS Łódź (21.07.2023)
Ostatni mecz - Legia Warszawa - Motor Lublin (23.05.2026)
Tytuły zdobyte w Legii - 3 (Puchar Polski 2024/25, 2x Superpuchar Polski 2024 i 2026)
Liczba przyznanych - 48
Liczba przyznanych - 18

Patryk Kun - więcej upadków niż wzlotów
Kun został ogłoszony nowym piłkarzem Legii najwcześniej z całej trójki. Przychodził do Warszawy na fali wznoszącej z Rakowa Częstochowa, a jego darmowy transfer po wygaśnięciu kontraktu z częstochowskim klubem ogłoszono już w połowie kwietnia, czyli kilka tygodni przed zakończeniem sezonu. Kun w tym czasie zdążył jeszcze zagrać przeciwko Legii w przegranym przez jego zespół finale Pucharu Polski. Do Legii przychodził jako zawodnik uniwersalny, mogący zapewnić pewną jakość na kilku pozycjach, a przede wszystkim by zastąpić na lewym wahadle odchodzącego Filipa Mladenovicia. Znany był z waleczności, wybiegania i świetnej motoryki. - Patryk jest ogranym, doświadczonym zawodnikiem o bardzo dobrej jakości. Jego profil odpowiada naszemu sposobowi gry, bardzo dobrze zna ustawienie, które preferujemy od wielu miesięcy - zapewniał Jacek Zieliński.Kun rzeczywiście szybko wywalczył miejsce w pierwszym składzie. Podobnie, jak Juergen Elitim, zadebiutował przy pierwszej możliwej okazji i to przeciwko swojemu byłemu zespołowi, pokonując go w rywalizacji o Superpuchar Polski. Lewy wahadłowy utrzymał podstawowy skład w zasadzie do końca swojego premierowego sezonu, choć pod sam koniec nie opuszczały go problemy zdrowotne. Co do jego gry i dyspozycji było jednak wiele zastrzeżeń. Kun w sporej liczbie meczów nie istniał. W ofensywie wyglądał jak jeździec bez głowy, a w defensywie popełniał proste błędy i w wielu spotkaniach miał liczne problemy z powstrzymywaniem rywali. Problemem był jednak brak odpowiedniego zabezpieczenia na tej pozycji, który powodował, że Kun mimo słabej dyspozycji i tak miał zapewnione miejsce w składzie. Ostatecznie rozegrał więc 42 spotkania, notując 1 gola i zaledwie 4 asysty.

Przed sezonem 2024/25 Legia wzmocniła się jednak na pozycji lewego wahadłowego sprowadzając do klubu Rubena Vinagre, który od początku sezonu wygrał rywalizację z Kunem i wygryzł go ze składu. Były zawodnik Rakowa Częstochowa nie miał zbytnio na co liczyć, większość meczów spędzał na ławce rezerwowych, a momentami nie łapał się nawet do kadry meczowej. Mimo to udało mu się rozegrać 27 meczów, choć tylko 7 od pierwszej minuty. Wydawało się więc, że najlepszą opcją będzie, gdy Kun pożegna się z warszawskim klubem, jednak ostatecznie pozostał w Warszawie. Nie była to dla niego najlepsza decyzja, a jego problemy z grą jeszcze bardziej się powiększyły. Mimo dwóch występów w dwumeczu z FK Aktobe w późniejszym czasie został całkowicie skreślony. W ogóle nie grał, a w pewnym momencie nawet wypisano go z listy zgłoszonych do rozgrywek Ekstraklasy, choć kilka tygodni później powrócił na tę listę. Nie został także zgłoszony do kadry na mecze fazy ligowej Ligi Konferencji. Kun nie grał w ogóle, nie łapał się choćby na ławkę rezerwowych i bardzo prawdopodobne było, że tak pozostanie do końca sezonu i wygaśnięcia jego kontraktu z Legią.
Dla Kuna przyjście trenera Marka Papszuna, z którym już wcześniej pracował w Rakowie Częstochowa, również było zbawienne. Wahadłowy powrócił do regularnych treningów z pierwszym zespołem i mógł rywalizować o swoje miejsce w składzie. W wywalczeniu go pomogła mu również poważna kontuzja jego portugalskiego konkurenta na pozycji. Kun od początku rundy wiosennej stał się więc podstawową postacią warszawskiego klubu i, dość niespodziewanie, prezentował naprawdę niezłą, pewną i równą formę, zostając m.in. naszym plusem lutego. Nie było widać po nim braku regularnej gry, był wybiegany i waleczny, co pomogło Legii w powrocie na dobre tory w walce o utrzymanie. Te kilka dobrych miesięcy nie poprawiły jednak jego sytuacji w klubie. W jego przypadku to Legia nie zdecydowała się kontynuować współpracy i podpisać nowej umowy.
Kuna mimo wszystko zapamiętamy jako dość nieudany transfer. Dopiero w swoich ostatnich tygodniach w klubie potrafił prezentować dyspozycję, którą wcześniej pokazywał w barwach Rakowa. Przez większość swojego trzyletniego pobytu w klubie zawodził i nie potrafił przebić się przez pewien poziom, notując tylko pojedyncze dobre występy. Nigdy nie można było odmówić mu starań, waleczności i zaangażowania, jednak deficyty były widoczne i nie pozwalały mu na stałe stać się ważną postacią zespołu.
Patryk Kun w Legii Warszawa
Numer zawodnika - 23Mecze (minuty) - 88 (5199 minut)
Gole - 1
Asysty - 6
Pierwszy mecz - SPP: Raków Częstochowa 0-0 (k. 5-6) Legia Warszawa (15.07.2023)
Ostatni mecz - Bruk-Bet Termalica Nieciecza 0-1 Legia Warszawa (10.05.2026)
Tytuły zdobyte w Legii - 3 (Puchar Polski 2024/25, 2x Superpuchar Polski 2024 i 2026)
Liczba przyznanych - 21
Liczba przyznanych - 37

Całej trójce zawodników dziękujemy za zaangażowanie i walkę dla naszego klubu przez trzy lata. Życzymy im dużo zdrowia oraz sukcesów na dalszym etapie kariery.
