Sobotnia wyprawa do Gliwic miała być w stylu - pojechać, pokazać się z dobrej strony i zapomnieć. Wyjazdy na mecze z Piastem raczej nie zapadają na dłużej w pamięci, bo ani sektor gości nie jest specjalnie wielki, ani miejscowi nie są w stanie pokazać niczego specjalnego. Tym razem jednak wyprawa gliwicka zapisze się nam w pamięci, niestety nie w dobrym tego słowa znaczeniu.
Relacja z trybun: Dramatyczna przerwa w Gliwicach
Ponad 6 godzin przed pierwszym gwizdkiem sędziego, z Warszawy ruszyła spora kawalkada warszawskich fanatyków. W kierunku Górnego Śląska przemieszczaliśmy się bardzo sprawnie, nawet pomimo rozpoczętego remontu (pierwszy etap), mającego zlikwidować tzw. "Fale Dunaju" na autostradzie A1. Na parking przy sektorze gości dotarliśmy ponad półtorej godziny przed meczem i cała nasza grupa bez problemu weszła na stadion na czas.
Klatkę wypełniliśmy do ostatniego miejsca (887 os.), a ozdobiliśmy ją siedmioma flagami - wywieszone zostały następujące płótna: "Legio kochamy Cię", "Legia Zagłębie", "Jesteśmy waszą Stolicą", "Mocno Legia", "Legia Fans", czaszka, (L) w wieńcu laurowym. Naprawdę mizernie prezentował się z kolei młyn Górniczego Klubu Sportowego, który zapewnił na dobrą sprawę tylko środkowy sektor za bramką. Wraz z nimi obecna była delegacja GKS-u Jastrzębie, a na początku spotkania próbowano zwołać na środek także małolatów siedzących w narożnikach. Co na niewiele się zdało. "Hej k...y, co was tak mało?!" - ryknęliśmy w kierunku Piasta przed meczem.

Zanim na murawie rozpoczęła się walka o ligowe punkty, na kilka minut pod główne nagłośnienie podłączono gliwickiego gniazdowego. Ten chciał chyba nakręcić pozostałe trybuny do wspólnych śpiewów, ale wyszło jak wyszło. Kiedy przełączono go do nagłośnienia trybuny za bramką, dało się zauważyć, że poziom decybeli miejscowych nie będzie najwyższy.
Na początku meczu z naszego sektora niosło się głośne "Gwiazda biała, znak pe..." oraz "Nożownicy - ch... wam w d...", w nawiązaniu do kolejnych chorych zapędów wiślackiej bandy bez honoru i zasad, którzy przy pomocy sprzętu i niehonorowych zagrań pozbawili życia kibica Hutnika Kraków. A chore krakowskie zapędy zupełnie nie przeszkadzają zaprzyjaźnionym z Wisłą ekipom - Ruchu, Widzewa, czy Pogoni.

Nasi gracze bardzo szybko wyszli na prowadzenie, co oczywiście wprawiło całą naszą grupę w doskonały nastrój. W pierwszej połowie nie brakowało wzajemnych uprzejmości - parokrotnie cisnęliśmy miejscowym. Podzieliliśmy się także w klatce na dwie strony, by zaśpiewać "Warszawę". Doping prowadziliśmy na przyzwoitym poziomie, z paroma lepszymi momentami ("Hit z Wiednia"). Wydawało się, że najmocniej rozkręcimy się, kiedy w 65. minucie zarzucona została pieśń "Gdybym jeszcze raz...". Rozpoczęliśmy od krótkiego wstępu na siedząco, by ruszyć z kopyta na pełnych obrotach. Nie zdążyliśmy się dobrze rozkręcić, bo po niespełna trzech minutach, kibice Piasta zasiadający nieopodal klatki, zaczęli pokazywać na sytuację, która miała miejsce nad ławkami rezerwowych - tam służby medyczne rozpoczęły reanimację jednego z kibiców gospodarzy. Zaprzestaliśmy dopingu, mecz został przerwany, a młyn gliwiczan zorientował się dopiero po dłużej chwili i również w końcu zamilkł.
Wszyscy liczyli, że szybka pomoc postawi kibica na nogi, ale czas mijał, kolejni sanitariusze biegali w stronę leżącego kibica, co wprowadzało niepewność, czy uda się uratować jego życie. Nerwowo spoglądaliśmy to na zegarki, to na telebim, to na miejsce, które zostało odgrodzone płótnami. Widać było, że reanimacja trwa cały czas, na dole zaś torowano miejsce do ew. dalszego transportu. Ale czas mijał nieubłaganie. 10, 15, 20, 30 minut... Słychać było karetkę w oddali, ale nadal nie było wiadomo, co dalej - zarówno z kibicem, jak i z meczem. Spiker dopiero po dłuższym czasie poinformował, że dopiero po zakończeniu akcji medyków, zostanie podjęta decyzja, w sprawie ew. kontynuowania spotkania. Kiedy przerwa trwała ponad 40 minut, wydawało się, że nie ma najmniejszych szans, by mecz został dokończony. W końcu jednak na noszach przetransportowano kibica (osłoniętego folią) po schodach (dokładnie o g. 19:46), a następnie do karetki - wtedy pojawiły się nieśmiałe oklaski. Parę minut później spiker wypowiedział słowa: "Mam informację, dobrą". I przekazał, że reanimacja powiodła się, a kibic jest w drodze do szpitala. Mecz miał być kontynuowany od 20:05. Piłkarze mieli dokładnie 10 minut na ponowną rozgrzewkę.

Spotkanie zostało wznowione oficjalnie od 77. minuty (wtedy sędzia nakazał zejść drużynom do szatni), ale 7 minut miało zostać dodanych do regulaminowego czasu, ze względu na wcześniej zarządzoną przerwę. Kibice Piasta zdjęli swoje flagi i zarzucili "PZPN, PZPN, j..., j... PZPN" (jak potem twierdzili, mieli informację, że ich kibic już nie żył). I powoli zaczęli schodzić z trybuny na miejsca na jej dole (i pod trybuną). My również zdjęliśmy flagi i usiedliśmy na krzesełkach, do końca spotkania nie prowadząc dopingu. Gliwiczanie po 10 minutach od wznowienia gry, zaczęli ostatecznie opuszczać stadion (tylko kibice z młyna). A kiedy do nastąpiło, nasi gracze stracili wyrównującą bramkę. "Autorem bramki jest piłkarz Legii, Rafał Augustyniak. Dziękujemy!" - powiedział spiker.
Chwilę później obie trybuny proste rozpoczęły dopingować swój zespół. U nas dopingu jako takiego nie było do końca, a jedynie panowała atmosfera znana z brytyjskich stadionów. Kiedy nasi piłkarze stwarzali jakieś zagrożenie pod bramką rywala, wstawaliśmy, licząc, że może będziemy świadkami zwycięskiej bramki, ale zamiast tego, po chwili dało się zauważyć gesty niezadowolenia, po kolejnych marnowanych okazjach. Tak jak w Kielcach, jeśli nie dążysz do zamknięcia meczu, kończy się to stratą punktów. Tak też było w sobotni wieczór, choć tym razem, ze względu na zaistniałą sytuację, stracone punkty w tamtym momencie schodziły na dalszy plan.
Kiedy nasi gracze podeszli pod sektor, otrzymali porcję braw oraz usłyszeli - "Walczyć, trenować". Później odczekaliśmy ok. 30 minut na opuszczenie trybun. Po udaniu się do naszych pojazdów, bardzo sprawnie ruszyliśmy w stronę Warszawy. Wierzymy, że stan zdrowia kibica Piasta jest stabilny. Niestety nigdzie nie można znaleźć na ten temat jakiejkolwiek informacji.
Przed nami mecz ze Śląskiem przy Ł3, który będzie miał miejsce w najbliższy piątek. Na Łazienkowską przyjedzie z pewnością liczna wrocławska delegacja, a i na naszych trybunach możemy być pewni, że będzie komplet i doborowa atmosfera. Kolejny tydzień będzie o wiele bardziej intensywny - czekają nas wówczas dwa wyjazdy do Lublina (we wtorek na PP, w sobotę na ligę), a następnie w niedzielę mecz gwiazd na 110-lecie Legii.
Frekwencja: 7008
Kibiców gości: 887
Flagi gości: 7
Autor: Bodziach

