Legia Warszawa rozpoczęła zmagania w Pucharze Polski od 1. rundy, ponieważ nie znalazła się w piątce polskich drużyn grających w tym sezonie w europejskich pucharach. „Wojskowi” wylosowali jedną z trudniejszych możliwych drużyn, a więc innego ekstraklasowicza - Motor Lublin. Do spotkania w Lublinie Legia przystępowała po dwóch kolejnych remisach w lidze. Spotkanie z „Motorowcami” miało być weryfikacją, czy to kwestia gorszej dyspozycji, czy jedynie wypadek przy pracy. Szansę od 1. minuty dostał Wojciech Urbański, który dał bardzo dobrą zmianę w starciu ze Śląskiem.
Pod Lupą LL! - Wojciech Urbański
Mecz dla Legii nie rozpoczął się najlepiej, a można powiedzieć, że wręcz fatalnie. Już w 2. minucie po indywidualnym błędzie Roberta Deziela Jr. Motor doszedł do sytuacji stuprocentowej i ją wykorzystał. W spotkanie równie źle wszedł Wojciech Urbański, który nie potrafił stworzyć przewagi w środku boiska. W 5. minucie wszedł w pojedynek z Mateuszem Łęgowskim, próbując go ograć dynamiczną zmianą kierunku biegu, lecz stracił piłkę i Motor miał szansę przeprowadzić groźny szybki atak.
Długo trzeba było czekać na pozytywne zagranie w wykonaniu Urbańskiego. W 20. minucie piłkarz zrobił to, do czego nas przyzwyczaił w swoich dobrych występach. Balansem ciała skutecznie wyszedł spod pressingu Ivo Rodriguesa, dzięki czemu miał przed sobą kilka dobrych metrów wolnej przestrzeni, by rozpędzić się z piłką. W tej sytuacji pomocnik Legii ustawiony był tyłem do bramki, dlatego tym bardziej należy mu się pochwała za ten wygrany pojedynek.
10 minut później po raz kolejny byliśmy świadkami starcia Urbańskiego z Rodriguesem. Tym razem gracz Legii miał wystarczająco dużo przestrzeni do rozpędzenia się z piłką, co pozwoliło mu wejść w ten pojedynek na pełnym biegu.
Wykonał on po raz kolejny charakterystyczny dla siebie zwód z wykorzystaniem balansu ciała i zmianą kierunku biegu. Gdyby nie postawa Urbańskiego w 1. połowie, to nie mielibyśmy żadnych argumentów, by stwarzać przewagę w środku boiska.
W 45. minucie Urbański po raz kolejny próbował minąć przeciwnika dryblingiem. Sytuacja miała miejsce w okolicy linii środkowej boiska i różniła się od poprzednich tym, że tym razem ofensywny pomocnik warszawskiego zespołu miał naprzeciwko dwóch przeciwników, którzy próbowali odebrać mu futbolówkę. Mimo tych trudności Urbański z pomocą Adamskiego wyszedł z opresji i „Wojskowi” utrzymali się przy piłce. Rzadko się zdarza, żebyśmy chwalili któregokolwiek pomocnika Legii za zdobywanie terenu z piłką przy nodze, dlatego ten trend u Urbańskiego jest niezwykle budujący.
W 46. minucie Legia po przejęciu piłki na prawej flance szybko przeszła z fazy obrony do ataku dzięki wgraniu piłki przez Kamila Piątkowskiego. Po jej otrzymaniu Wojciech Urbański momentalnie obrócił się i w drugie tempo zagrał lateralnie pomiędzy dwoma zawodnikami rywala do Kapustki, który miał kilkanaście metrów na rajd z piłką przy nodze. Imponować mogło w tej sytuacji jego skanowanie przestrzeni i szybko podjęta decyzja.

Trzy minuty później Urbański zagrał wręcz bliźniacze podanie do kapitana Legii. Przyspieszanie akcji w ataku pozycyjnym to coś, czego w ostatnich meczach brakuje, i cieszy to, że w końcu można kogoś za ten element gry pochwalić. Niewiele brakowało, aby Urbański zaliczył asystę drugiego stopnia, jednak świetnego również podania prostopadłego od Kapustki nie wykorzystał Łukasz Zjawiński.
W trakcie tej rywalizacji Urbański podejmował wiele prób dryblingu i większość z nich kończyła się powodzeniem. Co jeszcze do zaoferowania miał pomocnik stołecznych? Dobrze czytał grę i orientował się w przestrzeni. W 52. minucie instynktownie przepuścił piłkę między nogami, a ta trafiła na prawe skrzydło, gdzie Chodynę oskrzydlał już Kamil Piątkowski.
Wojciech Urbański był jedynym zawodnikiem w drużynie Legii, którego być może piłkarze Motoru po tym meczu zapamiętają. Był on niemal do zatrzymania w sytuacji jeden na jednego. W 60. minucie próbował to zrobić Ndiaye, jednak „Urbi” z łatwością go minął i Senegalczyk musiał uciekać się do faulu.
W 63. minucie gry po raz kolejny Wojciech Urbański minął Ivo Rodriguesa i tym samym zmusił przeciwnika do powstrzymania go drugim już faulem. Tutaj błąd popełnił sędzia, nie dając żółtej kartki, ponieważ był to już kolejny faul na tym zawodniku, a Urbański dzięki temu dryblingowi miał szansę rozpędzić się z piłką i zawiązać szybki atak Legionistów.
Nie spodziewałem się, że po takim meczu którykolwiek z Legionistów zasłuży na wyróżnienie. Wojciech Urbański po raz kolejny udowadnia, że jest jedynym piłkarzem, który potrafi zrobić przewagę w środku boiska. Ten gracz, jak się okazuje, jest bardzo dobrym dryblerem, opierającym swoją grę na balansie ciała i eksplozywności. W rywalizacji z Motorem miał również kilka podań, które umożliwiały przyspieszenie ataku pozycyjnego. W obecnej sytuacji niedoboru kreatywności ten piłkarz bezapelacyjnie zasługuje na grę od 1. minuty w każdym spotkaniu i miejmy nadzieję, że już w sobotę, w kolejnym starciu w Lublinie, potwierdzi swoją dobrą dyspozycję.

