Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Odbudować potęgę Legii

wtorek, 8 stycznia 2008 09:13
Łukasz Ostrowskiźródło: własne

Co udało się osiągnąć Waszemu Stowarzyszeniu w ciągu ponad dwuletniej działalności?
- Na przełomie listopada i grudnia 2007 roku minęły dwa lata od założenia Stowarzyszenia Grupa 1916. Chodzi mi tutaj o sformalizowanie naszej działalności, bo podstawową działalność zaczęliśmy trochę wcześniej, natomiast sama rejestracja Stowarzyszenia miała miejsce pod koniec listopada 2005 roku.
Co nam się udało? Z pewnością do największych sukcesów zaliczyłbym podpisanie umowy z CWKS-em, dotyczącej przejęcia zarządzania sekcją siatkówki Legii, co nie było łatwym zadaniem. Parafowanie umowy zakończyło wielomiesięczne, trudne negocjacje z osobami mającymi największy wpływ na proces decyzyjny w upadającym klubie. Od tego momentu mogliśmy działać na własny rachunek, co wcześniej było szalenie utrudnione choćby ze względu na fakt, iż CWKS ma dość kiepski wizerunek na rynku. Jakakolwiek działalność pod sztandarem CWKS-u byłaby skazana więc na porażkę. Żaden sponsor, żaden drobny darczyńca, czy też osoba prywatna, kochająca klub, ale znająca realia jego funkcjonowania, nie pomogłaby mu, gdyby nie miała stuprocentowej pewności, że to co ewentualnie da, trafi faktycznie na potrzeby sportowców. W momencie podpisania umowy, sytuacja zmieniła się diametralnie. Wszyscy wiedzieli, że mają do czynienia z grupą zapaleńców, zajmujących się sekcją siatkówki i koszykówki (wtedy mieliśmy jeszcze w wpisaną w statut działalność na rzecz sekcji koszykówki). Udało się dzięki temu podpisać kilka umów partnerskich. Niedawno podpisaliśmy z kolei pierwszą umowę sponsorską z Wyższą Szkołą Przedsiębiorczości i Zarządzania im. L.Koźmińskiego. Te firmy, które już nam zaufały, są zadowolone ze współpracy z nami. Dzięki nim i dzięki pomocy osób zupełnie anonimowych, które są kibicami Legii bądź sympatykami siatkówki, powoli odbudowujemy tę sekcję. Właściwie nie ma dnia, żebyśmy nie prowadzili rozmów w sprawie pomocy dla naszej drużyny.


Czy coś co sobie założyliście, nie powiodło się?
- Planów mamy bardzo dużo, ale musimy je sukcesywnie rozkładać w czasie. Cały czas uczymy się zarządzania klubem sportowym. Dla nas to jest nowość, ale muszę powiedzieć, że to co dotychczas udało się zdziałać na polu organizacyjnym, to ogromny krok do przodu. Jeżdżąc na mecze ligowe czy turnieje towarzyskie przed sezonem, nawet z udziałem drużyn z wyższych klas rozgrywkowych, możemy powiedzieć, że organizacyjnie Legia znajduje się pomiędzy PLS-em a I ligą. Z finansami idzie niestety trochę gorzej. Warszawa jest bardzo specyficznym miastem, w którym jest co prawda wiele koncernów, bądź średnich firm, ale panuje jakieś dziwne przekonanie, że sport nie jest właściwym nośnikiem reklamy dla danego przedsiębiorstwa. Jest to błędne rozumowanie. Naprawdę, angażując się w sport można odnieść dużo większe profity, ponosząc znacznie mniejsze środki finansowe niż na tradycyjną reklamę. Wszystko musi działać oczywiście na racjonalnych, biznesowych zasadach. O tym jak ciężko jest o pieniądze, niech świadczy fakt ile klubów sportowych, chociażby w grach zespołowych, upadło w ostatnich latach w stolicy. Jeśli rozmawiamy o siatkówce to jedyny przedstawiciel Warszawy w PLS-ie, AZS Politechnika, może mieć niebawem problemy z przetrwaniem, po wycofaniu się strategicznego sponsora (JW Construction - b.). Mimo wszystko mam nadzieję, że uda nam się znaleźć kolejnych partnerów sekcji lub grupę dwóch-trzech dobrze prosperujących przedsiębiorstw, które uwierzą, że Legia to naprawdę świetna marka i że uda nam się ich przekonać do wspólnej pracy nad odbudową pozycji Legii na siatkarskiej mapie Polski.


Jakie kwoty są do tego potrzebne? Jaki obecnie jest budżet sekcji?
- Trudno mówić w tej chwili o budżecie w przypadku siatkarskiej Legii. Mamy zaplanowane minimum, które pozwala rozegrać sezon ligowy. To kwota rzędu 80-90 tysięcy złotych. Zdecydowana większość z tych pieniędzy idzie na opłaty za korzystanie z hal, które są potwornie drogie w Warszawie. Bardzo ciężko jest również znaleźć możliwość trenowania i rozgrywania meczów w warszawskich halach, bo większość z nich jest we władaniu OSiR-ów. OSiR zaś to podmioty, które działają według reguł rynkowych i muszą wykazywać zysk. Priorytetem dla nich jest więc wynajem hal dla firm. Dzięki uprzejmości Pani Ewy Misiurkiewicz, dyrektor OSiR na Pradze Południe oraz przyjaznemu klimatowi dla sportu i Legii, który panuje w gminie, mamy jednak korzystne warunki korzystania z hali przy Angorskiej. Może pod względem kibicowskim jest ona średniej jakości – uwarunkowania techniczne trybun są dość specyficzne, natomiast całe zaplecze sportowo-techniczne dla zawodników jest na wysokim poziomie.
Jeśli mówimy o o klubowych budżetach, mogę powiedzieć, że czołowe kluby II ligi grające z nami w grupie, mają je na poziomie 300-400 tysięcy złotych. Nie zawsze jednak taka suma gwarantuje miejsce na podium. Budżet w pierwszej lidze, który pozwala myśleć o awansie do PLS-u to suma około półtora miliona złotych. Natomiast występy w PLS-ie na w miarę przyzwoitym poziomie to koszt minimum 3 milionów złotych. Zapewnienie takich środków finansowych pozwala na walkę o ósmą lokatę w tabeli, czyli ostatnią premiowaną awansem do play-off. Przed Legią jeszcze daleka do tego droga, ale wierzę, że się uda.


Co możecie zaoferować sponsorom? Miejsce na koszulkach, w hali?
- Tak, reklamy firm zarówno na strojach zawodników, jak i w hali mogą się pojawić właściwie od zaraz. Musi to się jednak odbyć na racjonalnych warunkach. Jeśli chcielibyśmy sprzedać te miejsca za bezcen, to na pewno podpisalibyśmy już dawno umowę w tej sprawie. Jednak to nie jest tak, że mamy o sobie bardzo wysokie mniemanie i żądamy ogromnych sum, to jest kwestia negocjacji. Nie oddamy go jednak za przyszłowiową czapkę gruszek. Staramy się dbać o markę Legii jak najlepiej, nawet jeśli jest to siatkówka na poziomie, na razie, drugoligowym. Zresztą osoby przychodzące na mecze siatkarzy mogą zauważyć, że wokół boiska zaczynają pojawiać się banery reklamowe firm. Te podmioty, które jeszcze niedawno wchodziły we współpracę z nami i pierwszy rok traktowały jako test, zrozumiały, że jesteśmy partnerem wartym zaufania i warto inwestować w legijną siatkówkę.


Dlaczego zrezygnowaliście ze współpracy z sekcją koszykówki?
- To, że nie udało nam się osiągnąć tego z koszykówką, co udało uczynić się z siatkówką, traktuję w kategorii największej porażki pierwszych dwóch lat działalności Stowarzyszenia i pierwszej kadencji zarządu.
Wielokrotnie próbowaliśmy się skontaktować z jakimkolwiek przedstawicielem zarządu sekcji koszykówki... Było to zadanie nie do wykonania. Osoby te, albo przebywają w delegacjach poza granicami kraju, albo nie ma z nimi po prostu kontaktu. Z kolei pracownicy odpowiedzialni za przekazywanie informacji, czy też organizację spotkań ze swoimi przełożonymi, nie wykazywały takiej woli. Zapewniam w tym miejscu wszystkich kibiców, że przez wiele miesięcy staraliśmy się zrobić wszystko, by tchnąć nowego ducha w sekcję koszykówki. Wyrazem naszej dobrej woli było to, że występowaliśmy o dotacje miejskie dla sekcji, co jest dość trudnym formalnie zadaniem. Wielokrotnie zgłaszaliśmy trenerom Chabelskiemu i Spychale możliwość wszelkiej pomocy organizacyjnej z naszej strony, tak by szkoleniowcy mogli myśleć tylko o sprawach stricte sportowych. Nie potrafię tego zrozumieć, ale przy koszykarskiej Legii utworzył się dziwny krąg ludzi, którzy trwają na swoich stanowiskach i nie chcą dopuścić do tego grona ludzi, którym faktycznie zależy na tej sekcji, kochają Legię, chcą, żeby do sekcji wróciła normalność. Może nie od razu walcząc o awans do pierwszej ligi, ale stopniowo przywracać jej należne miejsce, a przede wszystkim aby wszystko funkcjonowało na zdrowych zasadach.


Na razie brakuje właśnie tych zdrowych zasad. Wszystko funkcjonuje w zasadzie na obietnicach bez pokrycia. Jak to zmienić?
- Stypendia, które się obiecuje zawodnikom niech będą mniejsze, ale przynajmniej rzetelnie wypłacane, a nie wirtualne, jak ma to miejsce w Legii od kilku lat. W sierpniu 2007 roku zrezygnowaliśmy z opieki nad sekcją koszykówki. Choć słowo opieka jest tu trochę na wyrost, to trochę pieniędzy udało nam się pozyskać z dotacji miejskich. Bardzo żałuję, że stało się jak się stało. Żałuje również, że po wydaniu przez nas oświadczenia, osoby będące wówczas najbliżej drużyny, zarzuciły nam tworzenie czarnego PR-u wokół zespołu, co miało rzekomo utrudniać poszukiwanie nowych sponsorów, zachęcanie nowych zawodników do gry w Legii. Czas pokazał, że to niestety my mieliśmy rację, choć oczywiście nie odbieram tego w kategoriach triumfu. Mnie jako kibicowi Legii, i to kibicowi z ponad dwudziestoletnim stażem, który pamięta jeszczę wielką Legię w innych dyscyplinach, jak choćby tę z meczów bokserów na Torwarze, czy też spotkań siatki i kosza w salce na 29 Listopada jest po prostu przykro, słysząc że ktoś coś obiecał, a później nie dotrzymał słowa i nie można z nim złapać kontaktu. To straszne, że drużyna musi przegrać mecz walkowerem, że kolejni zawodnicy odchodzą, bo gdzie indziej zapewnia się im godziwe warunki, a tu jest to wszystko pisane palcem na wodzie. To jest tragiczne i niegodne takiego klubu jakim jest Legia.


Czy jest szansa na oddzielenie koszykarskiej sekcji od CWKS?
- Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, bo nie wiem co siedzi w głowach osób decyzyjnych w CWKS-ie, nie wiem jakie plany ma syndyk, który obecnie sprawuje władzę w CWKS-ie. Boję się, że ten sezon, który obecnie trwa będzie ostatnim i będzie to koniec koszykarskiej Legii. To co dzieje się w tej chwili w Legii odbiło się szerokim echem w koszykarskim światku. Ten sezon pewnie dokończymy jeszcze składem uzupełnionym juniorami, na miejscu gwarantującym utrzymanie w drugiej lidze, ale pytanie co dalej. Kto przyjdzie przed nowym sezonem grać do klubu, który wiele obiecuje, a nie wywiązuje się później z tego?! Odchodzą stąd ludzie, którzy od lat byli związani z Legią, nasłuchali się tu wielu bajek i ich odejście jest swego rodzaju symbolem tego, że nie można wiecznie żyć obietnicami.
Od jakiegoś czasu z ust przedstawicieli koszykarskiej Legii słyszę o założeniu stowarzyszenia. To ja się pytam - dlaczego trwa to tak długo, dlaczego względy formalne przeciągają się w nieskończoność i pytanie kto zakłada to stowarzyszenie? Czy osoby, którym nie udało się podnieść sekcji koszykówki w obecnych strukturach, uczynią to pod innym szyldem?


Czy po zmianach w sekcji, jeśli otrzymacie propozycję współpracy od Roberta Chabelskiego, podejmiecie ją?
- Ja na trenera Chabelskiego nie jestem obrażony, nie mam do niego żalu, ale nie ukrywam, że nie rozumiem pewnych jego zachowań. Miał grupę ludzi, gotową do pomocy, miał założone stowarzyszenie, które już działało i miało wszelkie sprawy formalne za sobą, więc pytanie - po co zakładać nowe stowarzyszenie? Nie odbieram tego na zasadzie konkurencji, bo wszyscy chcemy jak najlepiej dla Legii. Nie da się jednak ukryć, że zostało stracone mnóstwo czasu i to czasu liczonego nie tyle w miesiącach, co w latach. Odkąd kilka lat temu wycofał się strategiczny sponsor koszykarzy – Królewskie, od tamtej pory sekcja koszykarskiej Legii wegetuje – zamiast grać w lidze, osiągać satysfakcjonujące wyniki i promować zawodników. A tak po raz drugi w ciągu kilku lat mamy sytuację, kiedy sezon zaczynają seniorzy, a kończą juniorzy. Mam nadzieję, że młodzież uratuje klub przed spadkiem. Wiele musi się jednak zmienić aby to nie był koniec basketu Legii, zaczynając na ludziach, poprzez reguły, sposób myślenia, po osobowość prawną. Tak, aby ktokolwiek z kapitałem chciał w tę sekcję zainwestować i mogła ona myśleć o powrocie na należne jej miejsce.


Jak tłumaczono Wam sens powołania do życia kolejnego stowarzyszenia, zamiast współpracy z Wami?
- Osoby, które są na liście założycielskiej nowego Stowarzyszenia, miały gwarantować stały dopływ finansowy z kapitału prywatnego. Natomiast wg opinii tychże osób Stowarzyszenie "Grupa 1916" może gwarantować jedynie dopływ pieniędzy z dotacji z urzędu miasta st. Warszawy. Jaka jest różnica na tym polu? Kiedy koszykówka miała wsparcie w urzędzie miasta ze strony naszego stowarzyszenia, otrzymywała wsparcie takie samo jak sekcja siatkówki. Po naszym "rozwodzie" ostatnia transza wyniosła 55 tysięcy dla siatkarzy i 22 tysiące dla koszykarzy. Ta druga suma na poziomie drugoligowym starcza na kilka tygodni podstawowej działalności.


Tak więc na razie sekcja koszykówki cierpi na tym?
- Nie odbieram tego w kategoriach żalu, ale finansowo, biorąc pod uwagę tylko aspekt dotacji miejkich, na pewno cierpi. Jak jest z kapitałem prywatnym mogę się tylko domyślać obserwując ostatnie wydarzenia. Wiem za to jakie wpływy pozyskuje sekcja siatkówki z innych źródeł niż dotacje i zapewniam, że są one coraz większe. Może dlatego, że mamy już jako Stowarzyszenie uznaną markę w mazowieckim środowisku sportowym. Natomiast mam wrażenie, że w przypadku koszykówki rozmawiamy o wielkich pieniądzach, które pozostają jednak wirtualnymi. Najlepszym przykładem na to jest odejście kluczowych zawodników zespołu, którym ktoś coś obiecał, a później się z tego nie wywiązał. Teraz ci zawodnicy grają dla innych klubów.


Koszykarze Legii ponoć nie mają umów na piśmie. Czy podobnie postępujecie w przypadku siatkarzy?
- W przypadku sekcji siatkówki, zdecydowana większość zawodników jest wypożyczona z innych klubów. Współpracujemy od lat z klubem Metro Warszawa. W tym roku nawiązaliśmy współpracę z MKS MDK. Przyszło do nas czterech zawodników na wypożyczenie, którzy na pewno wnoszą wiele do tego zespołu. Mamy też pierwszego zawodnika, którego karta stała się własnością Legii. Na jego pozyskanie znaleźliśmy prywatnego sponsora. Wiadomo, że jest to sytuacja mało komfortowa. Kiedy kończy się sezon, musimy znowu o wszystkich zawodników twardo walczyć. Różnica pomiędzy koszykówką i siatkówką polega jednak na tym, że my przy siatce mało obiecujemy, a dużo robimy.


W jaki sposób przekonujecie zawodników do gry w siatkarskiej Legii? Jak ich nakłaniacie?
- Przed nowym sezonem do siatkarskiej Legii trafiło wiele nowych twarzy. Wszyscy oni, w trakcie rozmów, które zarząd Stowarzyszenia z nimi przeprowadzał, mieli jasny obraz sytuacji w siatkarskiej Legii - co mogą zyskać, czego mogą nie dostać. Kilku zawodników np. na bardzo korzystnych warunkach ma zapewnioną naukę w największej niepublicznej szkole wyższej w Polsce, czego inne kluby nie mogą zagwarantować. To jeden z dowodów na to, że dbamy nie tylko o rozwój sportowy, ale i wykształcenie siatkarzy. Dla zdecydowanej większości zawodników Legia jest uznaną marką, gdyż są to warszawiacy, bądź osoby z okolic Warszawy. Na pewno grę w Legii traktują jako promocję. Legia, gdzie by nie grała, przyciąga uwagę mediów, kibiców, wyszukiwaczy talentów. Piotr Nowakowski, który jeszcze dwa lata temu grał w barwach Legii a bardzo korzystnie prezentował się w MP juniorów w barwach Metra, już po roku występów w PLS-ie znalazł się w orbicie zainteresowań selekcjonera Raula Lozano. Kolejna grupa zawodników poszła w tym roku do wyższych klas rozgrywkowych. Coraz częściej widzimy na parkiecie Kubę Radomskiego, Krzyśka Wierzbowskiego, Andrzeja Wronę, coraz lepsze notowania w KS Poznań ma Tomek Walendzik. Nie twierdzę, że to jest tylko zasługa ich gry w Legii, bo jest to zasługa ich wieloletniej pracy pod okiem oddanych szkoleniowców, ale Legia też zostawia z pewnością ślad w ich karierach. Kolejnym aspektem przyciągającym do gry w naszym klubie jest osoba trenera-pasjonata – Wojciecha Szczuckiego, który ma wielkie poważanie w środowisku siatkówki młodzieżowej i praca pod okiem takiego fachowca dla naszych młodych zawodników jest gwarancją podnoszenia umiejętności sportowych.


Trener Szczucki pracuje w Legii kolejny sezon. Jaka jest jego pozycja? Nie było takiego momentu, kiedy zastanawialiście się, czy nie zastąpić go kimś innym?
- Muszę przyznać, że nie było jeszcze takiego momentu, żeby zarząd zastanawiał się choć przez chwilę nad dymisją kogokolwiek ze sztabu szkoleniowego. Naprawdę wszyscy ludzie, którzy są przy siatkarskiej Legii są bardzo zaangażowani w to co robią i wszystkim im zależy na odbudowie dawnej potęgi Legii. Nam na polu organizacyjnym, a trenerom i zawodnikom na polu sportowym. Uważam, że taka synteza umiejętności, podparta jeszcze mocniejszym zapleczem finansowym eksploduje i wrócimy tam, gdzie jest Legii miejsce.


W Legii powiększył się sztab szkoleniowy. Czemu ma to służyć i za co odpowiadają nowe twarze?
- Przed sezonem przyszedł do nas Marek Rybak, który ma niesamowitą wiedzę na temat medycyny sportowej. Został drugim trenerem odpowiedzialnym za przygotowanie fizyczne zawodników. Zawodnicy uczą się cały czas nowych metod rozgrzewki. Mają możliwość lepszej opieki medycznej oraz nowinek, które jeszcze niedawno były dla nich obce. Przyszedł również trener statystyk, który wykonuje ogromnie przydatną pracę. Mało kto z kibiców wie, ale dwa dni po meczu wszyscy związani z siatkarską Legią mają pełne dossier zakończonego meczu. Jest to niesamowicie przydatne dla trenerów Legii, bo dzięki temu mogą na chłodno przeanalizować ostatnie wydarzenia na parkiecie. Daje to również możliwość analizy gry przeciwnika. Sezon zasadniczy ma przecież dwie rundy, a więc przed rewanżem mamy materiał do analizy. Każdy mecz siatkarskiej Legii, rozgrywany czy to u siebie, czy na wyjeździe, od dwóch lat jest nagrywany, co również pozwala trenerom na jego dokładną analizę i eliminowanie błędów.


Czyli właściwie w siatkarskiej Legii jest i odpowiednik trenera Szula i systemu Amisco. Planujecie w coś jeszcze zainwestować?
- Myślę, że z czasem na hali będzie kilka kamer, dzięki czemu materiał do analiz będzie jeszcze bogatszy.
Ponadto cały czas inwestujemy w tę drużynę. Każda złotówka, która trafia na nasze konto jest wydatkowana na cele związane z rozwojem zespołu i zapewnieniem mu jak najbardziej godziwych warunków do uprawiania sportu.


Czy będą kolejne wzmocnienia sztabu?
- Na razie myślę, że nie. Pamiętajmy, że Legia gra w II lidze i jak na tę klasę rozgrywkową mamy bardzo mocno rozbudowany pion szkoleniowy. Co jest oczywiście z korzyścią dla zawodników.


A patrząc dalej w przyszłość, po awansie do PLS?
- W wyższych klasach rozgrywkowych w drużynie będzie musiał pojawić się masażysta, kierownik drużyny. To normalne rzeczy w profesjonalnym klubie sportowym na wysokim szczeblu rozgrywkowym. To co w tej chwili jest w Legii, to już dużo więcej niż w innych zespołach na tym szczeblu rozgrywkowym. Często obserwujemy, że przyjeżdza do Warszawy drużyna i trener tego zespołu musi przed meczem przeprowadzić rozgrzewkę, odprawę z zawodnikami, być na odprawie z sędziami, aby przedstawić im odpowiednie dokumenty klubu.


Dlaczego siatkarska Legia nie ma drużyny juniorów i czy w najbliższym czasie może się to zmienić?
- Od 3 lat ściśle współpracujemy z klubem Metro Warszawa. Jesteśmy z tej współpracy bardzo zadowoleni. Interesuję się sprawami Metra i wiem, że dla tych młodych zawodników gra w Legii jest spełnieniem marzeń. Na razie tworzenie kolejnego juniorskiego klubu na siatkarskiej mapie stolicy mogłoby taką współpracę zupełnie niepotrzebnie zburzyć. W związku z tym o tym nie myślimy. Poniekąd również ze względów finansowych i organizacyjnych (wynajem hal).
Wszystkich młodych adeptów siatkówki, którzy chcieliby podjąć regularne treningi i są gotowi na prawdziwe wyrzeczenia przez kilka lat, zachęcam do treningów w klubie KS Metro, z którego najzdolniejsi zawodnicy, prędzej czy później, z pewnością trafią do Legii. Na razie idziemy tą sprawdzoną już drogą.


Jak z Waszej strony wygląda przygotowanie meczu w Warszawie?
- Organizacja meczu ligowego odbywa się ściśle według regulaminu PZPS-u, który jest dość ostry. Dla nas mecz, który odbywa się w sobotę, rozpoczyna się już w poniedziałek, czyli 5 dni wcześniej. Trzeba powiadomić wszystkie organy nadzorujące rozgrywki a także przeciwników o porze meczu. Ponadto musimy dbać o sędziów, oczywiście w granicach prawa (śmiech). Trzeba ich powiadomić, wytłumaczyć jak dojechać na halę, zadbać o komfort pracy na hali itd. Członkowie grupy ponadto powiadamiają media, kibiców, zapraszają VIP-ów, drukują programy meczowe, bilety. Pracy jest co niemiara. Na samej hali pojawiamy się około dwóch godzin przed meczem, rozwieszamy banery, przygotowujemy plac gry i jego otoczenie do spotkania (wieszamy siatkę, ustawiamy ławki rezerwowych, sprawdzamy sygnalizatory, tabliczki ze zmianami, trybuny, rozstawiamy krzesła dla gości zaproszonych, włączamy nagłośnienie, przygotowujemy piłki). Tych drobnych rzeczy jest mnóstwo i zajmuje to dobrych kilka godzin ciężkiej pracy. Półtorej-dwie godziny po meczu możemy iść do domu. W tym czasie porządkujemy halę, uczestniczymy w pomeczowych odprawach u sędziów.


Czy zdarzyła się kiedyś taka sytuacja, że do końca nie wiedzieliście, czy się ze wszystkim wyrobicie?
- W tym sezonie nasz trener utknął w potwornym korku na Wisłostradzie, a miał przy sobie książeczki zdrowia kilku zawodników po meczu juniorskim, więc baliśmy się, że możemy zacząć w niepełnym składzie. Wszystko zakończyło się szczęśliwie, wygraliśmy w komplecie po tie-breaku. Mieliśmy też sytuacje, które teraz wspominam z uśmiechem. Kiedy zaczynaliśmy organizować mecze, na jednym z nich byl kwalifikator PZPS-u i okazało się, że nasza siatka nie spełniała wymogów licencyjnych. Nie było na niej białej, szerokiej tasiemki na jej dolnym poziomie (była tylko na górze), a jest to jeden z podstawowych wymogów PZPS-u na szczeblu drugoligowym. Oczywiście przed kolejnym spotkaniem kupiliśmy nową siatkę i już więcej taka sytuacja się nie powtórzyła.


Jak wyglądają mecze wyjazdowe i kto, oprócz zawodników i trenera w nich uczestniczy?
- Zawsze na wyjazd jedzie ktoś z członków Stowarzyszenia - od jednej do trzech osób, bo pojemność busa mamy ograniczoną. Jeździmy z drużyną po to, by trener miał na głowie tylko przygotowanie drużyny do meczu, by mógł w spokoju przeprowadzić odprawę przedmeczową pod kątem najbliższego przeciwnika. Całą otoczką organizacyjną zajmuje się zawsze ktoś z nas. Najczęściej jeżdżą przedstawiciele zarządu, ale czasem pojawiają się inne osoby należące do Stowarzyszenia. Takie wyjazdy to z drugiej strony możliwość pewnej nauki, choć muszę przyznać, że w wielu przypadkach, to inne kluby mogłyby się od nas wiele nauczyć na płaszczyżnie organizacyjnej.


Które kluby prezentują się organizacyjnie bardzo dobrze, a które odstają od reszty?
- Nie chcę mówić o tych, które odstają organizacyjnie. Byłoby to nie fair, bo wiadomo, że kluby na tym poziomie rozgrywkowym borykają się z różnymi problemami, najczęściej finansowymi i wszystko robione jest tak, aby ponosić jak najmniejsze nakłady. W czołówce natomiast znajdują się Pronar Hajnówka i Ślepsk Augustów, które mają mocne zaplecze finansowe, co ma też wpływ na wizerunek drużyny.


Legia gra drugi sezon na Angorskiej. Wcześniej występowaliście w halach AWF-u i przy Hawajskiej. Skąd te częste zmiany?
- Jeśli chodzi o mecze rozgrywane przy Hawajskiej i na AWF-ie to nie chcę się wypowiadać na temat umów dotyczących wynajmu hal, ale przede wszystkim CWKS do tej pory nie uregulował zobowiązań finansowych za tamten okres. W związku z tym, kiedy my przejęliśmy sekcję siatkówki, nie było mowy o powrocie do tych dwóch hal. Szefowie większości ośrodków, gdy słyszą hasło "siatkówka Legii", mają przed oczami CWKS, a nie Stowarzyszenie Grupa 1916, a co za tym idzie nieuregulowane płatności sprzed wielu miesięcy. Przed tym sezonem podjęliśmy próbę powrotu do hali na Hawajskiej, jednak ten obiekt jest bardzo obłożony terminarzowo i na razie udało się tylko zagwarantować w niej treningi drużyny - raz w tygodniu. Muszę przyznać, że stało się to tylko dzięki negocjacjom z panią dyrektor Renatą Popek z OSiR-u Ursynów. Przekonaliśmy ją, że jesteśmy wiarygodnym partnerem, któremu warto zaufać.


Kibice narzekają, że muszą jeździć pomiędzy Torwarem II, Angorską i Obrońców Tobruku. Dlaczego legijne sekcje nie grają w jednym miejscu?
- W okresie kiedy chcieliśmy sprawować pieczę nad sekcją siatkówki i koszykówki, dla mnie normalnym wyjściem było zapewnienie gry obu drużyn w jednej hali. Terminarze sprawiają, że mecze pokrywają się ze sobą, co niejednokrotnie utrudnia kibicom możliwość dopingu na kilku arenach. Ja to doskonale rozumiem i dlatego najlepszym rozwiązaniem byłoby, aby siatkarze i koszykarze grali na jednej hali. Wtedy łatwo można byłoby tworzyć akcję "Sobotni wieczór z Legią", kiedy kibic przychodzi na 4 godziny w jedno miejsce. Trudno mi teraz powiedzieć, która to mogłaby być hala. Niestety, jest to melodia przyszłości. Nie wiadomo choćby co będzie dalej z sekcją koszykówki, a po drugie grafiki warszawskich hal są tak napięte, że znalezienie czterech godzin z rzędu jednego dnia bywa nie lada problemem. Chciałbym przy okazji odnieść się do wszelkich krytycznych uwag internautów odnośnie organizatorów meczów - proszę mi wierzyć, że znamy terminarze wszystkich sekcji i robimy wszystko, aby kibice Legii mieli możliwość obejrzenia wszystkich z nich. Problemem jest jednak to, że Legia korzysta nie z własnych hal, a jedynie wynajmowanych. To sprawia, że to Legia - siatkarska, koszykarska i hokejowa, musi sie dostosować do godzin, które wyznaczają zarządcy tych obiektów, a nie na odwrót. Tak jest obecnie i przez jakiś jeszcze czas tak pewnie będzie.


Kiedyś Legia miała własną halę przy Obrońców Tobruku. Dziś mogłyby tam grać obie sekcje, a tymczasem żąda się astronomicznych cen za wynajmowanie jej koszykarskiej Legii. Dlaczego?
- Nie posiadam wiedzy na jakich warunkach przekazano legijną halę we władanie władz gminy Bemowo. Obecnie ten obiekt, podobnie jak i ten przy Angorskiej jest we władaniu OSiR-u, który jest - jak już wcześniej wspomniałem podmiotem mającym określone założenia finansowe i dyktującym takie a nie inne ceny. My chcąc korzystać z tych hal, musimy się na takie stawki godzić. Nie wiem jak jest w przypadku innych sekcji, na pewno jednak siatkarska Legia wynegocjowała dużo korzystniejsze stawki, niż te które obowiązywały przed przejęciem sekcji przez nasze Stowarzyszenie.


Kibice czasami bywają siódmym zawodnikiem drużyny, potrafią pomóc, ale bywają i nieprzyjemne incydenty.
- Oczywiście są i plusy i minusy. Do tych pierwszych zaliczyć trzeba na pewno delikatny wzrost frekwencji na meczach siatkarskiej Legii. Wiadomo, że nie rozmawiamy o wielkich liczbach, ale obecność kibiców pomaga zawodnikom w trakcie meczu. Oni wtedy czują, że ktoś obserwuje i docenia ich wysiłek oraz pomaga w trudnych momentach. Z satysfakcją zauważam, że sympatycy Legii, którzy zasiadają na trybunach dostosowują się do norm charakterystycznych dla siatkarskich hal. Panują tu trochę odmienne reguły niż na otwartych stadionach piłkarskich. Mieliśmy w przeszłości parę incydentów, które naszą sekcję mogły sporo kosztować. Dzięki wytężonej pracy i odpowiednim działaniom "dyplomatycznym” czy to w MWZPS, czy PZPS-ie, udało się tę trudną sytuację jakoś załagodzić. Nie dopuszczam do siebie jednak myśli, żeby w podczas meczów Legii, tych "u siebie", jak i "na wyjeździe", odpalone ponownie zostaną jakiekolwiek środki pirotechniczne. Proszę mi wierzyć, że siatkarska Legia jest bacznie obserwowana przez wiele organów, które tylko czekają na nasze potknięcie. Natomiast to co się ostatnio dzieje na trybunach przy Angorskiej idzie w jak najlepszym kierunku. Do historii pewnie przejdzie mecz z Wilgą Garwolin, gdzie był nadkomplet żywiołowo reagującej publiczności, która przez prawie 3 sety rytmicznie śpiewała: "nie poddawaj się ukochana ma...". I siatkarze się nie poddali - ze stanu 0-2 wygraliśmy po tie-breaku. Po tym spotkaniu podeszli do nas sędziowie, mówiąc, że w Polsce taki klimat panował do tej pory tylko w katowickicm Spodku podczas Ligi Światowej. Było kilka meczów, kiedy kibice Legii wspierali nas na wyjazdach, co nie ukrywam jest bardzo przyjemne i dotyczy nie tylko sympatyków dojeżdżających z Warszawy, ale i okolicznych fan-clubów. Niedługo czeka nas mecz w Siedlcach, gdzie od lat jest bardzo przyjazna atmosfera dla Legii i wierzę, że tego dnia kibice z okolic tego miasta przyjdą do nowootwartej hali by dopingować warszawski klub. Ale dopingować z duchem "fair-play". Nasi zawodnicy bardzo na to liczą.


Spotkaliście się z zarzutami, że wbrew hasła "Cała Legia zawsze razem" tworzycie swój fan-club?
- Po pierwsze Stowarzyszenie Grupa 1916 nie tworzy fan-clubu, bo nie ma na to czasu i inny jest profil naszej działalności. Istnieje natomiast grupa zapaleńców, która chce się zająć dopingiem i oprawami na legijnej siatkówce. Przyznam, że niefortunnie nazwaliśmy ich "fan-clubem", czyli grupą osób, dopingującą swój ukochany klub z innego miasta. W związku z tym chciałbym wyjaśnić, że oprawy na siatkówce zamierza tworzyć grupa ultras "Ultra 1947", nie zaś jakikolwiek formalny fan-club. Chce ona dopingować Legię na meczach w całej Polsce.
Mam nadzieję, że ta pomoc będzie długotrwała i będzie się przyczyniać do dalszego rozwoju siatkarskiej Legii. Dla mnie jako prezesa istotne jest również to, aby to co się dzieje na trybunach hali miało pozytywny oddźwięk i było zgodne z siatkarskimi obyczajami największych tego typu obiektów w Polsce.


Ile osób obecnie działa w Stowarzyszeniu Grupa 1916?
- W tej chwili jest to około 30-35 osób. My od początku przyjęliśmy założenie, że stawiamy na jakość, nie na ilość. Wolimy mieć mniejszą grupę, ale bardziej skorą do pracy. Wiele osób dziwi się, że Stowarzyszenie tworzy tak mała grupa osób, ale nie ma miesiąca, żeby ktoś nie wstępował w jego szeregi. Nie chcemy tworzyć ogromnego tworu, który będzie jedynie funkcjonował na papierze, a np. będą problemy z płaceniem składek, czy brakiem chęci do działania.


Co trzeba spełnić, by wstąpić w Wasze szeregi?
- Każdy kto chciałby to uczynić musi lubić siatkówkę, bądź kochać Legię oraz wypełnić deklarację członkowską, którą można zostawić przy okazji każdego meczu rozgrywanego w Warszawie u któregoś z przedstawicieli Grupy. Liczymy, że każdy wstępujący w nasze szeregi kibic będzie prężnie działał. Pracy jest naprawdę sporo i dla każdego z pewnością coś się znajdzie, czy to przy organizacji meczów, czy przy codziennej pracy w stowarzyszeniu.


Kiedy obowiązuje okienko transferowe w siatkówce?
- Transfery w siatkówce można przeprowadzać od zakończenia jednego sezonu, przez cały okres przygotowawczy, do ostatniego dnia poprzedzającego pierwszy mecz drugiej fazy rozgrywek. Czyli w obecnym sezonie okres ten jest już zamknięty.


Czy możliwe są zmiany, tak jak miało to miejsce w koszykarskiej Legii, że w trakcie sezonu zgłasza się do gry juniorów?
- To zależy od dobrej woli PZPS. Myślę, że w uzasadnionych przypadkach nie będzie on robił przeszkód klubom, które zgłoszą taką potrzebę.
W Legii na razie mamy kadrę 15 zawodników, z których za wyjątkiem poważnie kontuzjowanego Roberta Pucuły, wszyscy są gotowi do gry. W tej grupie nie brakuje juniorów, rokujących ogromne perspektywy.


Czy nie macie problemów ze skompletowaniem składu na mecze wyjazdowe? Praca, szkoła, to czasami przeszkadza.
- Było parę takich sytuacji w poprzednim sezonie, kiedy mieliśmy w kadrze kilku zawodników w klasach maturalnych i styczeń był dla nas naprawdę ciężkim okresem, bo wtedy były studniówki. Pamiętam mecz w Ostrołęce, na który pojechaliśmy w bardzo okrojonym składzie. Chcieliśmy go przełożyć, nie udało się i musieliśmy wówczas grać właściwie bez rezerwowych. Wiadomo, że zawodnicy uczą się, studiują, pracują i od czasu do czasu może się zdarzyć sytuacja, że któryś z nich nie będzie mógł uczestniczyć w meczu. Na szczęście tak układają sobie plany zajęć, za co jestem im wdzięczny, że nie koliduje to z treningami i meczami i zawsze są do dyspozycji trenera.


Czy awans do I ligi w przyszłym sezonie jest możliwy?
- Na razie liczymy na ambitną postawę zawodników w każdym kolejnym meczu. Liczymy, że ciężka praca, którą wykonują podczas treningów będzie miała przełożenie na wyniki spotkań ligowych. Jeżeli natomiast będziemy wygrywać mecz za meczem, a nie przegrywać "w głowach", jak to miało miejsce kilkukrotnie, to jestem spokojny o wynik sportowy.


Na meczach siatkówki spikerem jest prezes Grupy 1916. Dlaczego nie mogło być tak na koszykówce, gdzie czasami spikerem bywał spiker koszykarskiej Polonii?
- Nie jestem w stanie zrozumieć słów trenera Chabelskiego wypowiedzianych w jednym z wywiadów, gdzie mówi, że jest zmęczony i nie może się wszystkim zajmować. Kilka miesięcy wcześniej chcieliśmy mu bezinteresownie pomóc, biorąc aspekt organizacyjny na siebie. W przepisach PZKosz jest wymog licencji dla spikera. Zapewniałem, jako prezes Stowarzyszenia, że taką licencję dla jednego z naszych przedstawicieli możemy wyrobić - wysłać go na kurs, przygotować do tej roli. To nie jest trudne. Na pewno trzeba mieć donośny głos, gdyż czasami na Obrońców Tobruku kibice nie są w stanie usłyszeć słów koszykarskiego spikera. Mogę powiedzieć, że w przypadku siatkówki, w ten sposób oszczędzamy. Zamiast wydawać kilkadziesiąt złotych na spikera, ja wcielam się w tę rolę, a wspomnianą kwotę możemy przeznaczyć na potrzeby zawodników. Poza tym, dzięki takiemu rozwiązaniu, również w trakcie meczów jestem blisko drużyny (śmiech)


Jakie macie plany na bieżący rok?
- Pod kątem sportowym na pewno jest to walka o jak najkorzystniejsze miejsce po rundzie zasadniczej. Uważam, że miejsce w pierwszej czwórce, gwarantującej walkę o awans do pierwszej ligi jest jak najbardziej realne. Po niekorzystnym początku sezonu, kiedy przegraliśmy parę meczów, teraz coraz częściej wygrywamy i strata do czołówki jest niewielka. Mecze z zespołami mocniejszymi w rundzie rewanżowej rozegramy przed własną publicznością i liczę, że przy wsparciu naszych kibiców uda się je wygrać i zakwalifikować do czołowej czwórki. Pod względem organizacyjnym naszym celem jest dalszy rozwój organizacyjno-finansowy sekcji. Budowa solidniejszych fundamentów, finansowego zaplecza sekcji, co pozwoli na myślenie o jeszcze większych osiągnięciach sportowych.


Rozmawiał Bodziach

Udostępnij