Pod koniec sierpnia przedstawiliśmy ocenę letnich transferów Legii. Minęły ponad dwa miesiące, podczas których piłkarze rozegrali kilkanaście meczów. Nowi zawodnicy mieli więc okazję do pokazania na co ich stać. A my dostaliśmy dużą porcję materiału pozwalającego wyrobić sobie zdanie o ich postawie na boisku. Poniżej przedstawiamy subiektywną ocenę letnich transferów Legii vol. 2.
Oceniamy transfery Legii
Mikel Arruabarrena
Miał być powiewem hiszpańskiej finezji w ataku Legii. Tylko, że nim nie jest. O ile było wiadomo, że pozycja Takesure Chinyamy w pierwszym składzie legionistów jest niezagrożona, to "Arru" miał powalczyć z Bartłomiejem Grzelakiem. Jednak wzrastająca forma "Grzela", spowodowała, że Hiszpan cały czas ma problemy z załapaniem się nie tylko do wyjściowego składu Legii, ale nawet do kadry meczowej. Gdy się już w niej pojawi, to w lidze gra w końcówkach spotkań. Jednak Jan Urban cały czas wierzy, że Arruabarrena w końcu się przebudzi. "Wszyscy widzimy, że jest to zawodnik, który haruje na boisku, wychodzi na pozycje, wraca do defensywy. Chęci na pewno nie możemy mu odmówić" - argumentuje trener Legii. Póki co największym sukcesem hiszpańskiego zawodnika jest zdobycie debiutanckiej bramki. Pytanie kiedy przyjdą kolejne trafienia?
Inaki Astiz
Pewniak – tak jednym słowem można opisać Astiza. Odkąd powrócił na Łazienkowską ma pewne miejsce na środku obrony Legii. Nie robi mu większej różnicy z kim tworzy parę stoperów. Jego przeprowadzka do Warszawy podziałała kojąco na problemy defensywy legionistów. Zagrał w 13 meczach, a Legia straciła w nich 4 gole. Niektórzy zarzucają mu, że każdą akcję rywali przerywa faulem. Tylko co w tym złego? W końcu jak powiedział w jednym z wywiadów Wojciech Szala "Do grania w obronie nie jest potrzebna jakaś wielka finezja. Jeżeli zawodnik będzie odstawiał nogę, to wiele nie pogra. To jest prosta gra." I Astiz tą prostotę opanował bardzo dobrze.
Inaki Descarga
Człowiek-zagadka. Ciężko cokolwiek o nim powiedzieć, bo mało kto widział go w akcji. Najpierw nie grał, bo miał pięć tygodni zaległości w treningach. Gdy już je nadrobił, zaczęły mieć problemy ze zdrowiem. Na początku września pytaliśmy czy z nogą Descargi wszystko w porządku, co niektórzy skwitowali złośliwymi uwagami. Kilkanaście dni później przyszedł mecz z Arką Gdynia, w którym hiszpański defensor wytrzymał na boisku 13 minut. Do gry ma powrócić wiosną, choć ostatnio pojawiły się informacje, że może odejść z Łazienkowskiej. Chyba powinien dostać jednak jeszcze jedną rundę, bo kilka razy udowodnił, że w piłkę grać potrafi.
Maciej Iwański
Gdyby Legia dokonywała tylko takich transferów, to co roku nie miałaby problemu ze zdobywaniem mistrzostwa Polski. Nie potrzebował czasu na aklimatyzację, tylko z marszu zaczął grać na wysokim poziomie. Gdy trzeba bierze ciężar gry na siebie, a nawet zdobywa decydujące bramki. Tak było choćby w pucharowym meczu w Płocku, gdzie strzelił dwa gole i wynik z 0-1 zmienił się na 2-1 dla Legii. Jeżeli nadal będzie grał na podobnym poziomie, to na Łazienkowskiej wkrótce można spodziewać się przedstawicieli zachodnich klubów. Gdyby tylko jeszcze częściej strzelał z dystansu.
Pance Kumbev
Pechowiec. Najpierw miał pecha bo zagrał w trzech meczach i Legia straciła w nich sześć bramek. Później doznał kontuzji i nawet nie mógł podjąć rywalizacji o miejsce w składzie z Inakim Astizem. Gdy wyzdrowiał, nie zagrał nawet minuty i znów dopadła go kontuzja. Przed meczem z Wisłą Płock urazu nabawił się w czasie... przedmeczowej rozgrzewki. Nadal się kuruje i nadal nie można powiedzieć o nim zbyt wiele. Choć patrząc na grę Astiza i Choto, Kumbev raczej nie miałby dużych szans na grę w pierwszym składzie.
Piotr Rocki
Po golu dającym Legii wygraną z Wisłą Kraków i Superpuchar Polski, wielu oczami wyobraźni już widziało Rockiego w podstawowym składzie Legii. Tylko, że 34-letniego zawodnika do Warszawy sprowadzono jako uzupełnienie składu. "Rocky" szybko powędrował więc na ławkę rezerwowych i musi zadowolić się grą w Pucharze Ekstraklasy i końcówkach meczów ligowych. Gdy już wejdzie na boisko można być pewnym, że nie odstawi nogi.
Kostiantyn Machnowskij
Melodia przyszłości. Na razie 19-letni Ukrainiec jest trzeci w hierarchii bramkarzy przy Łazienkowskiej. Póki co musi się zadowolić grą w Młodej Ekstraklasie. Ma za sobą debiut w oficjalnym meczu i nie puścił w nim gola. Więcej na jego temat będzie wiadomo, gdy zacznie grać więcej grać.
Alberto Ortiz Moreno "Tito"
Coraz częściej pojawia się w szerokiej kadrze, ale jak nie grał, tak nie gra. Zwolennicy jego talentu mogą oglądać, go w spotkaniach Młodej Ekstraklasy i Pucharu Ekstraklasy. Gdy "Tito" przychodził na Łazienkowską oczekiwano, że będzie zdecydowanym wzmocnieniem. Na razie więcej niż o jego grze, mówiło się o jego rzekomo wysokich zarobkach.
