Mimo że na koniec roku Legia ma tyle samo punktów co Lech, wydaje się, że Kolejorz zasłużył na większą przewagę.
Jan Urban: Rzeczywiście, grają widowiskowo. Zazdroszczę im przede wszystkim występów w europejskich pucharach. I to nie byle jakich. Lech potrafi walczyć jak równy z równym z bardzo mocnymi drużynami.
Zadowolony jest Pan z tej jesieni?
- To była złota polska jesień. Bardzo ładna. Mówiąc serio, na pewno można się doczepić do początku sezonu - i gra, i wyniki były słabe. Zwłaszcza występy w Pucharze UEFA. Potrzebowaliśmy czasu, aby scalić drużynę. W dwumeczu z FK Moskwa dał o sobie znać brak podstawowych zawodników w najważniejszym momencie okresu przygotowawczego. Do dziś uważam, że FK Moskwa był zespołem w naszym zasięgu.
Legia ma punkt więcej niż w takim samym okresie jak rok temu. Widzi Pan postęp?
- Tamten sezon nie był do końca normalny. Nieczęsto zdarza się, że mistrz kraju przegrywa tylko jeden mecz. Obecnie liga się wyrównała. Zespoły, które awansowały do ekstraklasy, wniosły dużo dobrego. Dziś trudniej jest wygrać mecz wyjazdowy. Straciliśmy punkty z drużynami, z którymi nie przewidywaliśmy kłopotów. Podobne wpadki miały inne zespoły czołówki. Skończyły się czasy, w których spotkanie można wygrać na stojąco. Teraz trzeba wylać sporo potu, aby zwyciężać.
Był w tym sezonie mecz, po którym powiedział Pan: zagraliśmy w takim stylu, jaki zawsze chciałbym oglądać?
- Spotkanie przeciwko Wiśle było takim momentem. Graliśmy i efektownie, i efektywnie, co jest najtrudniejsze w futbolu. Bardzo zadowolony byłem też z drugiej połowy meczu z Lechią Gdańsk. Był pressing, nie zadowoliliśmy się wynikiem. Można grać skutecznie, ale niekoniecznie to się musi komuś podobać. My mamy zawodników, którzy potrafią połączyć skuteczność i finezję. Chciałbym, aby kibice przychodzili na mecz, nie tylko myśląc o wyniku, ale też z przeświadczeniem, że zobaczą kilka ciekawych akcji.
Największy minus Pana drużyny jesienią?
- Jesteśmy zbyt uzależnieni od Chinyamy. Gdy Takesure nie strzela goli, to zaczynają się kłopoty. Pomocnicy stwarzają dużo sytuacji, ale powinni też zdobywać więcej bramek. Musimy poprawić ten element. Nie wykluczam też zmiany systemu gry.
Rozważa Pan powierzenie roli defensywnego pomocnika Maciejowi Iwańskiemu?
- Biorę to poważnie pod uwagę. Muszę jednak rozważyć, czy w tym wariancie więcej zyskujemy, czy może tracimy. Bo Maciek ma ogromny potencjał w ataku. Gdyby grał jako defensywny pomocnik, to mógłbym wystawiać dwóch napastników.
Czego brakuje Iwańskiemu, aby grać w reprezentacji?
- Bramek niestrzelanych ze stałych fragmentów. Choć taki Rafał Murawski też nie zdobywa goli. Maciek trafił na trudny moment, by wskoczyć do reprezentacji. Konkurencja jest ogromna. Są Murawski, Garguła, Roger czy Mariusz Lewandowski. Mimo to Iwański zasługuje, by dostać powołanie. Chociaż z drugiej strony trudno się dziwić Beenhakkerowi, że jest przekonany do sprawdzonych zawodników i nie chce w tym momencie wprowadzać nowego gracza.
Podobno Maciek źle znosi rolę rezerwowego i dlatego Leo go nie chce?
- Słyszałem tę teorię od ludzi ze środowiska piłkarskiego, ale nie zgadzam się z nią.
Groźniejszym rywalem w walce o mistrzostwo Polski będzie Lech, Wisła czy Polonia?
- Najciężej będzie z Wisłą i Lechem. Jednak słyszę, że Polonia stara się o wzmocnienia.
Ma Pan pomysł na zastąpienie Edsona i Vukovicia?
- Powinniśmy bardziej wykorzystywać Marcina Smolińskiego na lewej stronie pomocy. Zastąpienie Edsona byłoby mniejszym problemem, gdyby zdrowy był Sebastian Szałachowski. Nie wiemy jednak, kiedy będziemy mieli go do dyspozycji. Prognozy są optymistyczne, lecz wiadomo, jak to bywa z Szałachem.
Tomasz Jarzębowski to dobry następca Vukovicia?
- To zawodnik uniwersalny, wykorzystywany w Bełchatowie na różnych pozycjach. Jeśli będzie w Legii, to najprawdopodobniej jako defensywny pomocnik. Choć mieć zawodnika, który może zagrać na czterech pozycjach, to duży komfort dla trenera. Chciałbym też, aby Ekwueme w końcu wykorzystał swój potencjał.
Zdecydował Pan, co z trzema Hiszpanami, którzy Warszawy nie zawojowali?
- Mają ważne kontrakty w lidze, więc nikogo na siłę nie będziemy wyrzucać. Zobaczymy też, jak się potoczy sprawa oskarżeń korupcyjnych wobec Descargi.
Descarga zapiera się, że to nieprawda.
- Ciężko będzie mu się wytłumaczyć, bo każdy może usłyszeć nagranie w internecie.
Pan słuchał?
- Słuchałem.
I rozpoznał głos Descargi?
- Tak.
Jaki problem ma Arruabarrena, który nie radzi sobie ze strzelaniem goli? To brak umiejętności czy problem z presją?
- I jedno, i drugie. Stwarza sobie bardzo dużo sytuacji, lecz nie potrafi ich wykorzystać.
Wierzy Pan, że Piotr Giza w końcu poradzi sobie ze stresem?
- Musimy czekać i wierzyć, że sobie z tym poradzi. Niektórzy twierdzą, że lepiej się poczuje podczas występów przy jednej trybunie. Z drugiej strony, może być jeszcze gorzej. Bo gdy na stadionie jest ciszej, to lepiej słychać każdy komentarz kibica. To od Piotrka zależy, których kibiców będzie słuchał. Pamiętacie konkurs rzutów karnych w Pucharze Polski z Jagiellonią? Strzelili już wszyscy oprócz Piotrka i bramkarza Wojtka Skaby. Żartowaliśmy, że gdyby gracz Jagiellonii się nie pomylił, to na kolanach by Giza błagał, aby strzelał Wojtek.
Co najbardziej drażni Pana w polskich piłkarzach?
- Dwie sprawy. Braki w wyszkoleniu technicznym, które staramy się przykryć ambicją i przygotowaniem fizycznym. To największy problem. Po drugie w polskiej lidze mało który piłkarz szuka kontaktu z przeciwnikiem i rywalizacji jeden na jednego. Każdy boi się, że zostanie ograny i biega zbyt daleko od przeciwnika.
Rozmawiali Rafał Romaniuk i Piotr Wierzbicki