Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

W Legii już do końca kariery

sobota, 10 stycznia 2009 09:54
Tomasz Jarzębowskiźródło: Polska the Times

Jest Pan typowany na następcę Aco Vukovicia jako lidera Legii. Nie obawia się Pan, że może nie sprostać wymaganiom?
Tomasz Jarzębowski: Na pewno oczekiwania wobec mnie są większe, niż wtedy, gdy wcześniej grałem w Legii. Może się okazać, że będę jedynym piłkarzem sprowadzonym w zimowym okienku transferowym i to jeszcze bardziej zwiększy presję. Mam jednak taki charakter, że się tym nie przejmuję i robię swoje.


Wraca Pan do Legii po trzech latach spędzonych w Bełchatowie. Dużo się tu zmieniło?
- Jeżeli chodzi o pomieszczenia klubowe, to wszystko jest po staremu. Przeszedłem się po całym terenie, przywitałem ze wszystkimi pracownikami. Paru znajomych spotkałem. Natomiast bardzo zmieniła się drużyna. Zostało bodaj czterech piłkarzy, z którymi grałem. Dziś jest znacznie więcej obcokrajowców. Mam jednak nadzieję, że szybko się zaaklimatyzuję.


Kogo z tej starej kadry, sprzed trzech lat, najchętniej widziałby Pan znów w Legii?
- Mieliśmy wtedy fajną ekipę. Był Marek Saganowski, Łukasz Surma, Aco Vuković, Artur Boruc. Ich będzie mi chyba najbardziej brakować. Dziś są inni piłkarze i myślę, że się z nimi szybko dogadam. Nie tylko na boisku, bo to jest dosyć oczywiste, ale i poza nim. Ja jestem takim człowiekiem, który nie lubi siedzieć w domu. Wolę gdzieś wyjść, coś porobić. Mam nadzieję, że parę takich znajomości nawiążę. Poza tym już mam tu znajomych. Bardzo dobrze rozumiemy się z Tomkiem Kiełbowiczem, Janek Mucha to też świetny kolega. Liczę na to, że jeżeli chodzi o atmosferę, to będzie tu równie fajnie jak w Bełchatowie. Pod tym względem nie mógł się z nami równać chyba żaden klub.


Co dziś powiedziałby Pan trenerowi Dariuszowi Wdowczykowi, który trzy lata temu uznał, że nie nadaje się Pan do Legii?
- Szanuję go za to, że powiedział mi prosto w oczy: nie widzę cię w kadrze, chciałbym, żebyś spróbował gdzieś indziej. Niewielu jest trenerów, którzy mają odwagę załatwić to w ten sposób. Miałem trochę żalu, że praktycznie nie dał mi szansy. Dołączyłem do drużyny po rehabilitacji i prawie od razu ze mnie zrezygnował. Z perspektywy sądzę jednak, że przejście do Bełchatowa, to był najlepszy z możliwych ruchów. Dzięki treningom u Oresta Lenczyka doszedłem do obecnej dyspozycji.


Dłuższy czas grał Pan w Bełchatowie, ale kontaktu z Warszawą chyba Pan nie stracił?
- Oczywiście, że nie. Tu mieszka cała moja rodzina a także starzy znajomi. W stolicy gościłem dość często.


Został Panu jeszcze szalik Legii z lat, gdy grał Pan przy Łazienkowskiej?
- Pewnie, nawet kilka. Większość dostałem w prezencie od kibiców. Staram się zbierać takie pamiątki.


Na konferencji zaprezentował Pan koszulkę z napisem "Jarza". Czy to jest już wersja meczowa?
- Jeszcze się zastanawiam, czy zostawić na koszulce ten pseudonim. Nie chcę, by pojawiły się komentarze, że przyszedłem do Legii i gwiazdorzę. Od razu chcę powiedzieć, że jeżeli na koszulce zostanie "Jarza", to tylko ze względów praktycznych.


Podpisał Pan kontrakt na półtora roku. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to będzie Pan miał okazję wystąpić przy otwartych trzech nowych trybunach stadionu przy Łazienkowskiej.
- Na pewno chciałbym zagrać na nowym obiekcie. W umowie mam opcję przedłużenia jej o rok i mam nadzieję, że wykorzystam ten zapis. Nie ukrywam, że w Legii najchętniej zostałbym już do końca kariery.


Rozmawiał Maciej Stolarczyk