Wraca Pan z urlopu, a rywale nie próżnowali. Wisłę wzmocnił Łukasz Garguła. Nie żal Panu, że ten zawodnik nie przeszedł do Legii?
Jan Urban: Łukasz od początku deklarował, że chce grać w Wiśle, więc niewiele mogliśmy zrobić, aczkolwiek staraliśmy się go przekonać. Jednak okno transferowe dopiero uchylono i w Polsce będzie otwarte do końca lutego, więc za wcześnie na ocenianie, kto dobrze kupił czy sprzedał. Jeszcze sporo może się stać.
Również w Legii?
- Od dłuższego czasu wiadomo, że potrzebujemy napastnika i zawodnika na lewą stronę pomocy, który zastąpiłby Edsona. Zobaczymy, co się da zrobić w tej kwestii.
Menedżer Garguły Radosław Osuch przyznał w jednym z programów telewizyjnych, że usłyszał od dyrektora sportowego Legii Mirosława Trzeciaka takie zdanie: "Z Gargułą w składzie Wisła zdobędzie mistrzostwo Polski". Jak Pan to skomentuje?
- W którym roku Wisła miałaby to mistrzostwo zdobyć?
Tego nie powiedział.
- Myślę, że zdanie to zostało wyjęte z kontekstu. Nie sądzę, by Mirek powiedział taką rzecz, ale najlepiej zapytać o to jego samego [Trzeciak zaprzeczył, iż wypowiedział takie słowa - red.] .
Z Legii został wypożyczony Mikel Arruabarrena. Czy w jego ślady pójdą też Inaki Descarga i Tito?
- Nie, na razie... Co do Inakiego, to nie miał on jeszcze okazji pokazać swoich umiejętności, więc nie możemy go skreślać. Nie zapadła też żadna decyzja w jego sprawie [jest podejrzany o korupcję - red.] w Hiszpanii. My na pewno nie zrobimy pierwszego kroku. Co do Tito, to miał on wolną rękę w poszukiwaniu klubu, ale na razie wraca do Warszawy.
Na testy przyjeżdża kilku zawodników z Afryki. Wiadomo coś więcej o ich talencie?
- W takich sytuacjach często bazuje się na opiniach menedżerów. Wiadomo, że jeśli kogoś polecają, to wystawiają mu jak najlepszą ocenę. Zgodziliśmy się dać im szansę, by się pokazali, ale bliżej poznamy ich dopiero wtedy, gdy zobaczymy, co potrafią. Wydaje się, że będą to zawodnicy prezentujący wyższy poziom niż ci, których sprawdzaliśmy przed rokiem.
Jak wygląda sytuacja z Jackiem Krzynówkiem?
- Jesteśmy w stałym kontakcie. Rozmawiałem z nim i wiem, że zależy mu na powrocie do Polski. Krzynówek ma jeszcze kontrakt z Wolfsburgiem do czerwca, który nie bardzo chce go puścić. Głównie jednak do innego niemieckiego klubu, by nie wzmacniać konkurencji.
Jeśli nie uda się ściągnąć Krzynówka teraz, to w lipcu wrócicie do rozmów?
- Nie wiem, czy w lipcu będę jeszcze tu pracował. Może mnie zwolnią po sezonie, dlatego nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Uważam jednak, że Jacek przez co najmniej dwa lata jest w stanie grać na wysokim poziomie. Tym bardziej że ostatnio nie występował zbyt często.
Kiedy do gry zdolny będzie Sebastian Szałachowski?
- Trudno powiedzieć. Jesteśmy bardzo ostrożni z wszelkimi prognozami. Jeśli rehabilitacja przebiegać będzie prawidłowo, to pod koniec stycznia Seba powinien zacząć treningi. Oznacza to zatem, że w połowie marca byłby w stu procentach przygotowany do gry. Byłoby to duże wzmocnienie.
Przed świętami przyznał Pan, że rozważa zmianę systemu gry drużyny. Zamiast jednego napastnika na szpicy, miałoby grać dwóch atakujących. Podjął już Pan ostateczną decyzję?
- Zależeć to będzie od tego, czy będziemy mieli do dyspozycji dwóch pełnowartościowych napastników. Jeśli tak się stanie, to będziemy stosować system 4-4-2. Jeśli nie, to raczej nie przewiduję zmian. Zwłaszcza że walczymy w trzech różnych rozgrywkach, więc musimy rozkładać siły. Dodajmy jeszcze, że zazwyczaj z jednym z tych napastników, których mamy obecnie, coś się dzieje. Mam tu na myśli Bartłomieja Grzelaka, na którego bardzo liczę, ale wszyscy wiedzą o jego częstych problemach z kontuzjami. Jeśli będzie w formie i będą go omijać urazy, to na pewno bardzo przyda się drużynie. Trudno się jednak spodziewać, bym postawił teraz na Adriana Paluchowskiego i zrzucił na niego taki ciężar. Jeśli jednak pojawi się nowy napastnik, to będziemy grać częściej dwoma atakującymi.
Czy tegoroczne przygotowania do rundy wiosennej będą się czymś różnić od tych sprzed roku?
- Przede wszystkim zdecydowaliśmy, że nie ma sensu jechać dwa razy na obóz do miejsca, gdzie temperatura znacznie różni się od tej, w której występować będziemy w lutym i marcu. Stąd też pomysł z wyjazdem na zgrupowanie do Niemiec, gdzie jest podobny klimat do polskiego. Druga kwestia to to, że chcemy grać znacznie więcej sparingów. W zeszłym sezonie takich meczów zagraliśmy zbyt mało i być może była to jedna z przyczyn naszego słabego startu w rundzie wiosennej ekstraklasy.
Dobrego trenera poznaje się ponoć po tym, jak pracuje w okresach przygotowawczych?
- Moim zdaniem o trenerze świadczą tylko i wyłącznie osiągane wyniki. W jaki sposób dochodzi się do sukcesów, to jest sprawą drugorzędną.
Nie boi się Pan, że pod koniec sezonu Legia przegra najważniejsze mecze, gdyż będzie miała zbyt wąską kadrę? Tak było przed rokiem w finale Pucharu Ekstraklasy.
- Za mało zawodników na pewno nie będzie. W tej chwili zgłosić do rozgrywek ligowych możemy tylko jednego nowego piłkarza, więc sił nam nie zabraknie.