Legia oficjalnie informowała, że jednym z trzech testowanych w Hiszpanii zawodników będzie Evans Chikwaikwai z Zimbabwe. Zaprzecza temu klub piłkarza, Njube Sundowns. Jego działacze nie mogą się skontaktować z dyrektorem sportowym Legii, Mirosławem Trzeciakiem i właśnie jego obwiniają za brak listu z zaproszeniem Chikwaikwai na testy. "Czekamy już cały tydzień. Nikt z Legii do nas nie dzwonił ani nie kontaktował się w żaden inny sposób, a my nie mamy żadnych namiarów na działaczy z Warszawy. Liczymy, że sprawa zostanie załatwiona do końca tygodnia, ale na razie wygląda to bardzo marnie" - mówi "Super Expressowi" przedstawiciel afrykańskiego klubu Wellington Toni.
Trzeciak zaskoczony problemami z Chikwaikwai
"Evans jest gotowy do wyjazdu, ale praktycznie nic nie jest załatwione od strony formalnej. A bez listu nie wyrobimy wizy" - tłumaczy dyrektor sportowy Sundowns, Tarengwa Hara. Legia przyjazd zawodnika załatwiała przez Wiesława Grabowskiego. "Z nim też nie mamy żadnego kontaktu. Nikt nas nie informuje, co się dzieje. To bardzo nieprofesjonalne podejście" - mówi Wellington Toni.
Zaistniałe zamieszanie bardzo dziwi Mirosława Trzeciaka. "Jestem zaskoczony całą sytuacją. Według mnie wszystko jest załatwiane jak trzeba Mamy dane Evansa. Wysłaliśmy papiery do ambasady. Wiza będzie. Kiedy? Tego nie wiem. Mam nadzieję, że do końca tygodnia" - mówi dyrektor sportowy Legii.
Zaprzecza temu pracownik klubu z Zimbabwe. "Papiery są już w ambasadzie? To mało prawdopodobne, przecież ambasada nie może dać piłkarzowi wizy bez zgody klubu na jego wyjazd. A zgody nie będzie bez listu z zaproszeniem" - nie kryje zdziwienia Toni.
Oby przyjazd na testy do Legii najlepszego strzelca ekstraklasy Zimbabwe nie zakończył się tak jak "stuprocentowo pewny" transfer na Łazienkowską Ransforda Oseia.
