"Wiemy, że mamy braki. Efektów na razie nie widać, ale przyjdą. Potrzebujemy jeszcze chwilkę. Nie chcemy podejmować pochopnych decyzji" - mówi w wywiadzie z Gazetą Wyborczą trener Legii Jan Urban. Odejście Jakuba Wawrzyniaka i kontuzja Bartłomieja Grzelaka powodują, że Legia musi sprowadzić co najmniej dwóch klasowych zawodników. Pierwszy już jest - Marcin Komorowski porozumiał się ze stołeczną drużyną, jednak wygląda na to, że trener Urban nie jest przekonany co do tego transferu.
Urban: Pracujemy nad wzmocnieniami
"Nie zastanawiałem się, zgodziłem się od razu. Już się cieszę, że będę mógł grać w Legii" – mówi w dzisiejszym wydaniu Życia Warszawy Komorowski. "Transfer do Legii będzie dla mnie kolejnym krokiem w karierze. Ta nabrała ostatnio niezłego tempa. Najpierw strzeliłem hat tricka w lidze, potem trafiłem do kadry, zagrałem w grudniu przeciw Serbii, teraz będę miał okazję powalczyć z Legią o tytuły. Już w poniedziałek drużyna wylatuje na drugi obóz do niemieckiego Hennef. Pozostało mi podpisanie kontraktu i testy medyczne. Fajnie byłoby polecieć jednym samolotem z drużyną, ale mogę też dołączyć do ekipy po kilku dniach" - dodaje piłkarz Polonii Bytom.
Czy jednak będzie to prawdziwe wzmocnienie Legii? Portal weszlo.pl słusznie zauważa, że w rozmowie z Gazetą Wyborczą trener Legii nie jest do końca przekonany co do słuszności sprowadzania Marcina Komorowskiego na Łazienkowską.
Zdanie o zawodniku ma dobre, ale... "Wiadomo jednak, że gra w defensywie Legii i Polonii to dwie różne rzeczy. Kwestie taktyczne zawodnik musi przyswajać sobie na bieżąco. Każdy gra na tyle, na ile go stać. Różnice między dwoma zespołami są spore, a różnice widoczne. Komorowski nie jest na razie naszym zawodnikiem. Jak przyjdzie, będziemy się martwić, żeby grał tak, jak my chcemy. A czy będzie w stanie? Czas pokaże" - mówi Urban.
Natomiast na pytanie redaktora Błońskiego, czy by chciał go w swojej drużynie, odpowiada aby się wstrzymać jeszcze kilka dni: "Na razie to gdybanie. Nie rozmawiajmy o tym, bo nie jest naszym piłkarzem. Jesteśmy z nim w kontakcie, prowadzimy rozmowy. Jak go ewentualnie kupimy, porozmawiamy o tym, czy się nam przyda. Inaczej się gra w Polonii, inaczej w Legii. Oba kluby grają o coś innego. Ale jest w kadrze, a to znaczy, że ktoś go ceni. Jeszcze mamy inne opcje, ale nie powiem jakie. Zapewniam, że na rundę wiosenną nie zostaniemy z jednym tylko Tomkiem Kiełbowiczem na lewej obronie. Choć jak ktoś ma dobrą pamięć, to przypomni sobie, że kilka miesięcy temu Kuba przegrał rywalizację na tej pozycji z Tomkiem właśnie. "Kiełbik" poradzi sobie, ale będzie miał konkurenta" - mówi trener Legii.
Napastnik: Oczekiwanie na Chikwaikwai
Kontuzja Bartłomieja Grzelaka zmusza Legię do sprowadzenia jeszcze jednego zawodnika do linii ataku.
"Zostało nam dwóch napastników - Chinyama i niespełna 22-letni Adrian Paluchowski, który w ekstraklasie jeszcze nie rozegrał meczu, ale rozglądamy się za kimś innym. Czekamy na tego napastnika z Zimbabwe. Ma przyjechać. No ale miał przyjechać już na zgrupowanie do Hiszpanii, a nie dotarł. Czekamy, ma dojechać w najbliższych dniach. Weźmiemy go na zgrupowanie do Niemiec i dobrze by było, żeby ocena wypadła pozytywnie, bo później już nie będzie czasu... Kupienie zawodnika w ostatniej chwili to brak zrozumienia z drużyną, brak czasu na pracę nad taktyką itd. Im szybciej, tym lepiej" - mówi Urban.
"Mistrzostwo jest naszym priorytetem i jeśli Takesure nie odniósłby kontuzji, to jestem sobie w stanie wyobrazić, że jakoś dokończymy sezon i rozegramy te 13 meczów, radząc sobie z problemem - ale różnie może być. Adrian zrobił postęp, strzelił dziesięć bramek w I lidze, ale i tak ciężko zrzucić na niego odpowiedzialność za strzelanie goli w zespole, który chce być mistrzem Polski. Gra dużo lepiej niż pół roku temu, pobyt w Zniczu Pruszków sporo mu dał.
