Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Rywale Polaków- USA

czwartek, 13 grudnia 2001 20:53
źródło: Gazeta Wyborcza

Cel: mistrzostwo świata. Termin realizacji: rok 2010. Tak wygląda amerykański plan rozwoju futbolu. Na szczęście MŚ, na których polscy piłkarze zagrają z USA, już za siedem miesięcy...

"Projekt 2010" zakłada, że "złoty" mundial poprzedzi wygranie turnieju olimpijskiego w 2008 roku. Do celu Amerykanie dążą w swoim stylu, czyli metodycznie, długofalowy plan rozbijając na etapy. W 1999 roku wyselekcjonowali tysiąc najbardziej uzdolnionych chłopców w wieku lat 14. Za kilkanaście miesięcy, kiedy będą mieli 18 lat, zostanie ich już tylko 400. W 2010 roku mają osiągnąć wiek, w którym sportowiec osiąga apogeum możliwości. Program finansuje potężny sponsor - firma Nike, która w ciągu dziesięciu lat ma wyłożyć 120 mln dolarów.


Czwarte miejsce za 1,5 mln


Kluczem do sukcesu ma być właśnie intensywny program pracy z młodzieżą i propagowanie tej dyscypliny w szkołach wszystkich szczebli. Promocja jest niezbędna, bo na razie w Stanach furorę piłka robi tylko wśród dzieci. A one, kiedy dorastają, przerzucają się na "bardziej amerykańskie" sporty. Autorzy "Projektu 2010" chełpią się, że nie muszą kopiować wzorców obowiązujących w silniejszych piłkarsko krajach, bo opracowali własny system rozwoju. W Europie 14-latków i młodszych szkolą właściwie tylko kluby, a najlepszych powołuje się do kolejnych reprezentacji juniorskich. Za oceanem elita (co jakiś czas uzupełniana lub uszczuplana o tych, którzy nie rozwijają się tak, jak przypuszczano) przez co najmniej 60 dni w roku poprawia umiejętności w regionalnych ośrodkach przygotowawczych. Na jej składem czuwa ośmiu skautów (wyszukiwaczy talentów) zatrudnionych przez związek i pracujących za wypłacane co miesiąc stypendium oraz 40 dalszych, którym płaci się za wyniki. Młodym wpaja się, by całą karierę podporządkowali jednemu - reprezentacji Bruce'a Areny.


- Robimy regularne postępy - mówi jeden z szefów programu Tim Carter. - Trenerzy coraz lepiej rozumieją grę, jej nowoczesne aspekty. A młodzi piłkarze doskonalą się technicznie, świetnie panują nad piłką, coraz szybciej podejmują decyzje, rośnie tempo ich gry. Reszta świata też się rozwija, ale my robimy to szybciej.


Fakty potwierdzają (przynajmniej do pewnego stopnia) jego słowa. Na igrzyskach w Sydney Amerykanie zajęli czwarte miejsce. Rok wcześniej reprezentacja U-17, której "Program 2010" jeszcze nie objął, jechała na MŚ opromieniona passą 20 meczów bez porażki (tylko cztery remisy), w których strzeliła 71 goli, a straciła 16. Przygotowywała się jednak w cieplarnianych warunkach. Za obóz w Bradenton federacja zapłaciła 1,5 mln dolarów - w amerykańskim sporcie jeszcze się nie zdarzyło, by ktoś zainwestował taką sumę w zespół juniorski. Wystarczyło to na czwarte miejsce. Gwiazdy tego zespołu mają uzupełnić grupę najlepszych piłkarzy wyłonionych w "Projekcie 2010". - Jeśli mamy kiedykolwiek wygrać mundial, młodym nie może zabraknąć niczego - tłumaczy Alan Rothenberg, były U.S. Soccer president i jeden z inicjatorów "Projektu 2010". - To pokolenie ma zdobyć mistrzostwo świata. Ale wygrywać musi się nauczyć już dziś.


Tylko nastolatki?


Futbol to jedyna z dyscyplin kochanych przez setki milionów ludzi na wszystkich kontynentach, w której Amerykanie nie odgrywają pierwszoplanowej roli. A przecież to za oceanem powstał pierwszy klub piłkarski (nieistniejący już Oneida z Bostonu), mecz międzypaństwowy USA rozegrały już w 1885 roku (z Kolumbią), pojechali też na pierwszy mundial w 1930 roku do Urugwaju. I... zdobyli brązowy medal! 20 lat później pokonali debiutujących na MŚ Anglików, którzy poprzednie turnieje ignorowali, bo byli przekonani o swojej wielkości. Wreszcie w latach 70. to Amerykanie ściągnęli (do Nowego Jorku) piłkarza wszech czasów Pelego.


Futbolowy boom miał wybuchnąć po przyznaniu Stanom Zjednoczonych prawa do organizacji MŚ w 1994 roku. Jednak i po tym piłka nie porwała wyobraźni Amerykanów, którzy nie mogą zrozumieć, "jak można emocjonować się meczem, w którym nie pada ani jeden gol". Uwielbiają sporty, w których wynik zmienia się co chwila. W spotkaniu hokeja pada nawet kilkanaście goli, w futbolu amerykańskim punkty zdobywa się na różne sposoby, w NBA piłka wpada do kosza co kilka sekund. Nawet jednak jeśli promocja futbolu nie da oszałamiających efektów, to i tak tamtejszy potencjał może wystarczyć, by doszlusować do światowej czołówki. W USA w piłkę gra kilkanaście milionów ludzi i jest ona najdynamiczniej rozwijającym się sportem. Zaś Amerykanie dowiedli, że nawet z niewielkiej grupy ludzi potrafią zbudować świetną drużynę. W siatkówkę gra się tam tylko na uniwersytetach (nie ma rozgrywek ligowych), a mimo to na świecie jest tylko kilka reprezentacji silniejszych od amerykańskiej.


Piłkarzy od najlepszych dzieli znacznie więcej. Finały MŚ w Japonii i Korei będą dla nich czwartymi z rzędu, ale w eliminacjach stylem nie olśnili. Dopiero na kolejkę przed końcem zapewnili sobie awans, choć mają więcej zarejestrowanych zawodników, niż ludzi mieszka w krajach, których reprezentacje wyprzedzili w grupie (Honduras, Jamajka, Trynidad i Tobago). Formą zaskakują za to w sparingach - pokonali m.in. Brazylię, Argentynę, Szwecję i Niemcy. Te wyniki mają być dowodami na rosnącą siłę amerykańskiego piłkarstwa. Tyle że inne fakty każą w nią powątpiewać. W czołowych klubach europejskich, które przecież w poszukiwaniu zdolnych juniorów przeczesują każdy zakątek świata, wciąż nie ma piłkarzy z USA. Jeden John O'Brien w Ajaksie wiosny nie czyni. A Claudio Reyna postacią numer jeden nie jest nawet w przeciętnym Sunderlandzie.


Amerykanie zatem na sukcesy poczekają chyba do momentu, kiedy dorosną dzisiejsze nastolatki. Wschodzącą gwiazdą reprezentacji jest 19-letni Landon Donovan, który kilka lat temu podpisał kontrakt w Europie (z Bayerem Leverkusen) jako najmłodszy piłkarz z tego kraju w historii. Freddym Adu z zespołu Potomac zainteresował się mediolański Inter, choć urodzony w Ghanie piłkarz ma... 12 lat.

Udostępnij