Szefowie PLK obniżyli sobie pensje, oszczędzają, ale nadal nie wiedzą, jak wyjść z kryzysu, w jaki popadła ich liga. Wciąż trwają poszukiwania sponsorów i negocjacje z telewizjami. Tak jest już niemal od roku.
Tydzień temu pisaliśmy o kłopotach, w jakie popadła większość klubów PLK. W pozbawionej transmisji telewizyjnych lidze nie są wypłacane (albo są wypłacane z opóźnieniem) pieniądze należne zawodnikom. Z wypowiedzi agentów koszykarzy wynika, że skala zjawiska się powiększa, i że to najgorszy sezon w krótkiej historii PLK.
Prezes Krzysztof Koralewski kieruje ligą od niemal dwóch lat, kiedy zastąpił Wiesława Zycha. - Przyznam, że byłem zaskoczony informacjami "Gazety". Owszem, wiemy, że kluby mają kłopoty, ale nie pytam przecież prezesów, ile dokładnie obecnie płacą zawodnikom. W stosunku do PLK i PZKosz kluby nie mają zaległości - mówi prezes.
- Niewiele możemy zrobić poza tym, że nadal szukamy sponsora generalnego dla PLK i negocjujemy z telewizjami. Co tydzień rozmawiam z przedstawicielami TVP i Polsatu. Odczuwam nawet, że chyba jesteśmy zbyt namolni, bo panowie z telewizji często już nie mają dla nas czasu. Ale ciągle deklarują zainteresowanie meczami drugiego etapu (czyli o miejsca 1-6) i play off. Może jeszcze uda się pokazać jakieś mecze z pierwszego etapu? Najprawdopodobniej trzeba jednak będzie za to zapłacić. Intensywnie szukamy sponsora, który byłby tym zainteresowany, i nawet jutro mam w tej sprawie spotkanie - mówi Koralewski.
Czy w przypadku kłopotów z egzekwowaniem wypłat z klubów koszykarze mogą liczyć na pomoc PLK? Przed sezonem liga deklarowała, że dłużnicy nie będą mogli przystąpić do kolejnego sezonu. - Tak się stanie w jednym z trzech przypadków: jeśli ktoś zalega z pieniędzmi w PLK, jeśli ktoś zalega w PZKosz lub jeśli będzie wyrok sądu nakazujący wypłacenie sumy. Innych możliwości nie mamy. Zresztą dzisiaj, jak się okazuje, więcej wiedzą o tych sprawach dziennikarze niż my. Koszykarze wobec nas nabierają wody w usta - twierdzi Koralewski. Więc raczej usunięcia klubów z ligi nie można się spodziewać w 2002 roku - sądy nie działają tak szybko, żeby w przypadku świeżych spraw zdążyć do września...
Czy w trudnej sytuacji ekonomicznej (recesja) i przy niewypłacalności klubów PLK stara się im pomóc? Przecież wpływy z klubów w ramach licencji itp. to wielkie sumy. - Myślimy o tym. Chcieliśmy nawet obniżyć wysokość kar, ale stwierdziliśmy, że byłoby to niesprawiedliwe dla tych, którzy już zdążyli powpłacać na początku sezonu wyższe kary. Bardzo prawdopodobne jest jednak obniżenie wszelkich opłat przed następnym sezonem. W biurze PLK oszczędzamy. Zmniejszyliśmy koszty o jedną trzecią, m.in. my, prezesi, pracujemy teraz w jednym mieszkaniu. No i sami sobie także obniżyliśmy pensje na posiedzeniu zarządu - opowiada prezes PLK.
Prezes Koralewski także jest ostro krytykowany. Ponoć zbyt często jeździe po Polsce i Europie, występując w roli komisarza na meczach, i zaniedbuje obowiązki prezesa. - Mogę wyliczyć. Byłem w tym sezonie na jednym meczu PLK, dwóch meczach PLKK, jednym meczu Ligi Północnej i trzech spotkaniach Euroligi, w tym jednym poza Polską. To tylko siedem spotkań. Pozostały czas spędzam na pracy dla ligi. Jeśli skłamałem, proszę mnie z tego rozliczyć - deklaruje.
Czy ekstraklasie koszykarzy grozi jeszcze poważniejszy kryzys, np. opuszczenie ligi przez bankrutujące kluby? - Nie dopuszczam do siebie takiej myśli - mówi prezes. W ten sposób jednak niewiele się zmieni. Potrzebna jest skuteczność.
Felieton
Prezes PLK też oszczędza
środa, 19 grudnia 2001 22:07
Gazeta Wyborcza