Polacy przestali błyszczeć w Bundeslidze. Klub tylko jednego z sześciu reprezentantów Polski znajduje się w pierwszej piątce, ale Polak nie siedzi nawet na ławce. Dwóch jest w strefie spadkowej. Trzech w środku tabeli. A jeszcze rok temu należeli do najlepszych. Co się dzieje?
- Zmęczenie. W tej rundzie była kulminacja eliminacji mistrzostw świata, do tego jeszcze występy w europejskich pucharach i lidze. Jesteśmy po prostu nieludzko wykończeni. Ja sam rozegrałem jesienią 29 spotkań, a gdyby nie kontuzja byłoby więcej - mówi obrońca Schalke 04 Tomasz Hajto. - Awans na mundial był priorytetem i kosztował wiele sił. Zauważmy, że wszystkie dobre drużyny, w których występują reprezentanci kraju grają gorzej w lidze - Bayern Monachium czy Manchester United w Anglii.
- Nie przesadzajmy z kryzysem. Martwić się będzie czas na koniec sezonu, na razie jesteśmy w jego połowie - dodaje Hajto, którego Schalke 04 - mistrz jesieni ubiegłego sezonu, zajmuje siódme miejsce z 10 punktami straty do lidera z Leverkusen. Przed rokiem Polaka i jego partnera z obrony Tomasza Wałdocha uznano za najlepszą parę obrońców Bundesligi (kapitana reprezentacji Polski nawet za najlepszego obrońcę ligi). W ogłaszanych właśnie plebiscytach ich nie ma.
- Akurat Hajto nie ma powodów do wstydu - przez całą rundę zbierał najlepsze recenzje u niemieckich dziennikarzy z całej swej drużyny - mówi "Gazecie" Peter Wenzl zajmujący się w dzienniku "Bild" drużyną z Gelsenkirchen. - Należał do najlepszych czy to w Bundeslidze czy Lidze Mistrzów. Drużyna gra gorzej, ale złożyło się na to wiele czynników: gorsza skuteczność "króla strzelców" ubiegłego sezonu Ebbe Sanda, operacja jego partnera z ataku Emile Mpenzy. Nie wszyscy nowi zawodnicy okazali się tak wartościowi jak Hajto, który od ubiegłego roku zrobił największy postęp. Że nie jest najlepiej świadczy fakt, że z klubu po sezonie odejdzie trener Stevens. A wraz z nim może kilku piłkarzy...
Hajto nie grał w trzech ostatnich kolejkach Bundesligi, bo przechodzi rehabilitację. Skręcił nogę podczas meczu z Herthą Berlin dwa tygodnie temu. - Zamiast zejść z boiska natychmiast niepotrzebnie grałem do końca i doprowadziłem nogę do fatalnego stanu. To było naderwanie ścięgna łączącego stopę z goleniem. Noga jest w gipsie, ale jest sznansa, że zdejmą mi go w wigilię - mówi.
Przewlekłe kontuzje leczą także Tomasz Kłos z piątego w tabeli 1.FC Kaiserslautern - doznał urazu, wznowi treningi dopiero w połowie stycznia i Andrzej Juskowiak (9. w tabeli VfL Wolfsburg), który nie gra od października. - Miałem dziurę w mięśniu pachwiny, ale już jest wszystko w porządku. Wracam do gry i walki o miejsce w składzie - mówi Kłos, który nawet kiedy był zdrowy, często przegrywał rywalizację o miejsce w składzie z Harry Kochem. A trener Andreas Brehme dokupił właśnie kolejnego obrońcę - wielokrotnego reprezentanta Nigerii Taribo Westa.
Natomiast "Jusko" jest już zdrowy i znalazł się na ławce rezerwowych w ostatnim spotkaniu przed przerwą zimową z liderem - Bayerem Leverkusen. Nie wiadomo jednak czy łatwo mu będzie znów przedrzeć się do składu. Znakomicie grają bowiem jego zmiennicy - zwłaszcza Chorwat Tomislav Marić (dziewięć goli w sezonie - dwa w ostatnim spotkaniu) oraz Bułgar Martin Petrov. W ubiegłym tygodniu Wilki dokupiły do ataku Argentyńczyka z hiszpańskim paszportem Diego Klimowicza.
Zdaniem dziennikarza "Bilda" Radosław Kalużny to najlepszy zawodnik najbardziej międzynarodowej z niemieckich drużyn - Energie Cottbus, ale co z tego skoro jego drużyna po serii porażek znalazła się na 16. miejscu w tabeli i w rundzie jesiennej będzie walczyć o utrzymanie. Podobnie Jacek Krzynówek z FC Nuernberg, którego zespół jest na 17. miejscu. Polak - najlepszy zawodnik na swojej pozycji w poprzednim sezonie 2.Bundesligi, długo nie mógł wygrać walki o miejsce w składzie z pozyskanym w lecie Larsem Muellerem, ale ostatnio mu się udało.
Podczas przerwy zimowej okaże się czy w rundzie wiosennej w Bundeslidze będą grać dwaj napastnicy reprezentacji Polski Paweł Kryszałowicz i Artur Wichniarek. Pierwszy z nich z 14. golami jest liderem strzelców 2.Bundesligi, drugi z trzema golami mniej jest na trzecim miejscu. Obaj są w kręgu zainteresowań klubów Bundesligi, jednak kluby Polaków stawiają zaporowe ceny - oba kluby walczą bowiem o powrót do ekstraklasy. I tak piąty w tabeli Eintracht Frankfurt ogłosił ostatnio, że żąda za Kryszałowicza 15 mln marek! Byłby to dwukrotny rekord 2.Bundesligi. Także trzecia w tabeli Arminia Bielefeld żądała ostatnio 7 mln marek za Wichniarka, gdy interesował się nim Werder Brema.
- Najważniejsze, żebyśmy w rundzuie wiosennej zdrowi byli i żadnej kontuzuji przed mistrzostwami świata nie zlapali. Bo to mundialowi wszystko będzie w tym roku podporządkowane. Myślę, że forma będzie rosła z czasem, czego z okazji świąt sobie i wszystkim kolegom życzę - kończy Tomasz Hajto.
Polacy nie błyszczą w Bundeslidze
czwartek, 20 grudnia 2001 20:17
źródło: Gazeta Wyborcza