Pogoń - wicemistrz Polski, grająca w grupie mistrzowskiej ekstraklasy. Jeśli utrzyma aktualny skład, wielu widzi ją nawet w roli faworyta rundy wiosennej. Czy tak wygląda zły rok dla drużyny?
Biorąc pod uwagę sukcesy sportowe z jedną, ale znaczącą i brzemienną w skutkach wpadką, kończący się rok ludzie związani z Pogonią mogą uznać za udany. Niestety tylko pod względem sportowym, bowiem szczeciński klub tak jak wszedł w nowy rok z pustą kiesą, tak samo go zakończy, a to na pewno zła wróżba na 2002 r.
Zaczęli od strajku
Pieniądze, a ściśle ich stały brak, zdominowały cały rok piłkarzom i trenerom Pogoni. Zawodnicy - nie bez racji - mieli dość braku porozumienia między przedstawicielami Sportowej Spółki Akcyjnej "Pogoń" a zarządem Szczecina w sprawie przejęcia przez spółkę gruntów wokół stadionu i upomnieli się o swoje. Piłkarze na znak protestu przeciwko takiej sytuacji rozpoczęli treningi z czterodniowym opóźnieniem, 8 stycznia. Przed wyjazdem na turniej do Turcji Sabri Bekdas, prezes klubu, wypłacił im zaległe wynagrodzenia za listopad i grudzień.
Pogoń zagrała w Antalya Cup z takim silnymi drużynami jak Fenerbahce Stambuł (poza turniejem), Werderem Brema i Galatasaray Stambuł. Z niemieckim Werderem szczecinianie przegrali dopiero po rzutach karnych, jednak w spotkaniu z Galatasaray Pogoń została rozgromiona aż 6:1. Ten mecz można było potraktować jako sparing, bowiem oba zespoły przygotowywały się do sezonu. Jednak wynik był już blamażem, jak się później okazało, nie pierwszym w tym roku.
Tak wysoka porażka nie nastrajała optymistycznie przed rozpoczynającą się rundą wiosenną, a rzeczywistość okazała się dużo bardziej bolesna. Portowcy rozpoczęli od dwóch porażek, a po remisie z Zagłębiem Lubin z Pogonią pożegnał się trener Edward Lorens. Zastąpił go Mariusz Kuras.
Sukces, który nie cieszy
Pod wodzą nowego-starego trenera Pogoń zdobyła 12 punktów, a po zsumowaniu z dotychczasowym dorobkiem punktowym szczeciński klub zajął drugie miejsce i w ten sposób wywalczył drugi w swojej historii tytuł wicemistrza kraju. To dało także Pogoni miejsce w rundzie wstępnej Pucharu UEFA.
Tymczasem zamiast radujących się z tego powodu kibiców szczeciński stadion, słynący dotychczas z największej frekwencji, gromadził na trybunach symboliczną liczbę widzów. Rozgrywki poprzedniego sezonu kończyły się w atmosferze skandalu i podejrzeń o sprzedaż meczów. Dostało się także i piłkarzom Pogoni, którzy po kompromitującej porażce 0:4 z Odrą w Wodzisławiu stracili kredyt zaufania u resztki swoich najwierniejszych kibiców. Ci nie dopingowali swojego zespołu w ostatnich spotkaniach.
Co gorsza większość z nich odwróciła się na dobre od Pogoni po jej występie w Pucharze UEFA. Prezes klubu Sabri Bekdas tuż po losowaniu zapewne zacierał ręce, kiedy dowiedział się, z kim przyjdzie się zmierzyć jego zespołowi. Pogoń trafiła na drużynę z Islandii - Fylkir Reykjavik. Prezes spodziewał się zapewne łatwego i przekonującego awansu, a co za tym idzie kolejnych spotkań z silniejszymi rywalami, które spowodowałyby rozmowy o ewentualnej sprzedaży z zyskiem kilku zawodników. Jednak to, co musiał przeżyć Bekdas oraz kibice Pogoni, na długo zostanie w pamięci. Szczecinianie przegrali z półamatorskim zespołem w Reykjaviku 1:2. W rewanżu zespół obiecywał solenną poprawę i spokojny awans, a tymczasem portowcy zremisowali w Szczecinie i nie awansowali. To był blamaż.
Komu piłkarza?
Za porażkę z Fylkirem zawodnicy płacili do końca tegorocznych rozgrywek. Kibice w nowym sezonie nadal w symbolicznej liczbie odwiedzali stadion przy Twardowskiego. Ich brak wiary w to, że coś może się zmienić, pogłębił Bekdas, który rozpoczął rozprzedawanie drużyny na wszelkie sposoby.
Nie potrafił zatrzymać Grzegorza Mielcarskiego. Lekką ręką pozbył się Ferdinanda Chi Fona oraz Brasilii. W bramce pierwszy raz od kilku sezonów zabrakło Radosława Majdana, który został wypożyczony do jednego z klubów ligi tureckiej. W jego ślady już po rozpoczęciu rozgrywek udał się Dariusz Dźwigała. Tak osłabiona Pogoń radziła sobie jednak nadal zaskakująco dobrze.
Docenili to kibice, których choć na meczach w Szczecinie było jak na lekarstwo, to nie brakowało ich na meczach wyjazdowych. Najazd na Wronki spowodował, że Pogoń w meczu przeciwko Amice dopingowało blisko 2,5 tys. fanow ze Szczecina. Pod hasłem "Inwazja na Poznań" na mecz z odwiecznym rywalem portowców Lechem pojechało ponad 800 kibiców.
To była dobra jesień dla Pogoni. Bez kłopotu zakwalifikowała się do grupy mistrzowskiej gwarantującej jej utrzymanie się w lidze mimo kolejnych osłabień zespołu po odejściu do Amiki Jerzego Podbrożnego i Dariusza Gęsiora.
A jaki to będzie rok?
Wiele będzie zależało od tego, jak zakończą się negocjacje pomiędzy SSA Pogoń a zarządem Szczecina. Bekdas deklaruje, że w przypadku gdy otrzyma wszystkie tereny wokół stadionu, jest gotowy budować od nowa silną Pogoń. Miasto także chce porozumienia ze spółką. I oby tak się stało. A jeśli będzie inaczej? Najbardziej pesymistyczny scenariusz zakłada, że drużyna może przestać istnieć. Wówczas pozostanie szczecinianom okazały stadion z najnowszym oświetleniem, częściowo zadaszonymi trybunami i wspomnienia o wielkiej Pogoni.
Na własny rachunek
Pierwszą rundę bieżącego sezonu trener Pogoni Mariusz Kuras może zaliczyć całkowicie na własne konto. W poprzednich sezonach obejmował drużynę po odejściu jej szkoleniowców. Najpierw gdy po Albinie Mikulskim objął drużynę uratował Pogoń od spadku z ekstraklasy. Kiedy w poprzednim sezonie zespół opuścił Edward Lorens, Kuras doprowadził portowców do drugiego w historii tytułu wicemistrza Polski.
Z Kurasem jako piłkarzem związane są największe osiągnięcia morskiego klubu: brąz w 1984 r. i wicemistrzostwo Polski w 1987 r. Mario, jak nazywają go szczecińscy kibice, urodził się w 1965 r. Do Szczecina przeniósł się w 1983 r. z Rakowa Częstochowa. W barwach Pogoni rozegrał ponad 400 spotkań w I i II lidze. Ma za sobą również występy w reprezentacji juniorów oraz grę w Izraelu.
Nieugięty prezes
Kiedy Pogoń w ostatnim meczu jesiennej kolejki w 1999 r. pokonała na własnym stadionie Ruch Radzionków 4:0, Sabri Bekdas powiedział: - Chcę, aby Pogoń zajęła trzecie miejsce w lidze i zakwalifikowała się do europejskich pucharów. Chcemy pokazać polską piłkę, bo ta reprezentuje kraj. Pogonią zainteresował się w lipcu 1999 r. Od tej pory negocjował już z miastem swoje wejście i ratowanie klubu. W zamian Szczecin zaoferował mu 8,6 ha gruntów pod zabudowę rekreacyjno-komercyjną wokół stadionu Pogoni. Negocjacje nadal trwają i na razie nie widać możliwości ich pozytywnego zakończenia. Bekdas wobec braku szansy na porozumienie wstrzymał w listopadzie ub.r. finansowanie klubu i podtrzymuje swoją decyzję.
Sabri Bekdas do Polski przyjechał na stałe w 1992 r. Na miejsce pomnażania swoich pieniędzy wybrał Warszawę. Jak się ich dorobił?
Jego swetry i bluzki z napisem Chanel zalały polskie targowiska w latach 80. Obecnie Bekdas działa w handlu, turystyce i transporcie.