Bartosz Karwan jak ostatni Mohikanin zalicza się do kadrowiczów, którzy mają najwyższe zaufanie u Jerzego Engela, a jednocześnie w dalszym ciągu pozostaje w kraju. Jednak wszystko wskazuje na to, że nie potrwa to długo.
W grudniu powędrował do Anglii inny reprezentant - Arkadiusz Bąk - ale już wtedy opisywaliśmy zakusy czynione na legionistę. Było głośno o Southampton, mówiło się także o drużynach zza Odry, najwięcej o Energie Cottbus, Schalke 04 i Hercie Berlin. Ten ostatni klub chyba wznowił swe zainteresowanie prawym pomocnikiem reprezentacji i najpewniej w ten weekend Karwan uda się do stolicy Niemiec.
Sprawa miała być chyba trzymana w tajemnicy, bo sam zainteresowany mocno się zdziwił naszymi rewelacjami o jego ewentualnej podróży.
- A skąd macie takie informacje? - dopytywał się Bartosz Karwan. Po czym po dłuższej chwili namysłu dopowiedział: - Nie zaprzeczam i nie potwierdzam.
- Dobrze, że przynajmniej pan nie zaprzecza. Zależy panu by nie pisać o ewentualnym pana wyjeździe do Niemiec?
- Nie wiem, czy powinno się o takich sprawach pisać. Skoro nie potwierdziłem, to chyba nie powinniście podawać tego do wiadomości. Przyznaję, że czekałem dziś na tę informację, ale nie sądziłem, że będziecie wiedzieli wcześniej ode mnie.
- Taka nasza praca. Czy informacje o pana wyjeździe do Berlina może komuś zaszkodzić?
- W sprawach transferowych rozgłos lub jego brak to istotna kwestia. Przecież druga strona może sobie nie życzyć tego pierwszego. Tym bardziej, gdy nie doszło jeszcze do spotkania przedstawicieli klubów. Dopiero gdy będą konkrety można ogłaszać, że coś jest na rzeczy. Nie chcę, by wyszło tak, jak z moim wyjazdem do Southampton. Dopóki kluby nie skontaktują się ze sobą moje ewentualne wizyty za granicą są tylko rekonesansem. Niczym więcej.
- Zależy panu na jak najszybszym wyjeździe z Polski?
- Mam jeszcze czas. Nie muszę się śpieszyć. Na pewno nie zdecyduję się na jakieś dodatkowe testy. Jeżeli dany klub będzie mną zainteresowany, to powinien złożyć ofertę bez takich warunków.
- Pewne jest, że jednak nie wznowi pan treningów z warszawską Legią.
- Zgadza się, ale z zupełnie innego powodu. Jeszcze jesienią nabawiłem się kontuzji, która w dalszym ciągu mi dokucza. Przyznam szczerze, że trochę zaczynam się tym denerwować, bo leczenie chorej nogi niebezpiecznie się wydłuża. Dwa tygodnie temu robiłem prześwietlenie z nadzieją, że jest już po sprawie. Niestety, tak nie było. W poniedziałek czeka mnie kolejne badanie. Liczę, że tym razem będzie już zgodnie z oczekiwaniami. Może uda mi się rozpocząć treningi jeszcze przed pierwszym zgrupowaniem Legii.
Rozmawiał Jarosław Czerniak
Wywiad
Kierunek Berlin
sobota, 5 stycznia 2002 23:29
Bartosz Karwanźródło: Przegląd Sportowy