Przed tygodniem zmarł jeden z właścicieli Grupy ITI i KP Legia, Jan Wejchert. W ostatnim autoryzowanym wywiadzie, udzielonym Rzeczpospolitej Wejchert wypowiedział się o Legii. "Gdy go przejęliśmy, był na krawędzi bankructwa. Miał ok. 5 mln euro długów, niepłacone pensje pracowników i zawodników od dwóch, trzech lat. Nie było nikogo, kto by chciał przejąć ten cały bałagan.
Jan Wejchert: Jeżeli sytuacja się nie zmieni, możemy się wycofać
Stwierdziliśmy, że chcemy coś dać społeczeństwu, nie tylko warszawskiemu, ale i polskiemu, bo Legia jest najlepiej rozpoznawaną marką, jeśli chodzi o futbol w Polsce" - mówił w rozmowie z Rzeczpospolitą.
Początkowo Wejchert, który przyznaje, że nie znał się na piłce tak dobrze jak Mariusz Walter, początkowo traktował przejęcie Legii jako dobrą inwestycję. Po paru latach patrzył na to z coraz mniejszym entuzjazmem. "Chcemy doprowadzić do tego, żeby Legia była dobrze prowadzonym przedsiębiorstwem, które zarabia. Ale jest tyle czynników, na które nie mamy wpływu. Od skandalicznego zachowania pseudokibiców przez system legislacyjny związany z ochroną widzów, afery związane z PZPN, po kupowane mecze. To wszystko jest przerażające" - mówił w ostatnim autoryzowanym wywiadzie.
ITI zainwestowało w Legię 30 milionów euro, a kolejne 3 mln euro zapłaciło za projekt nowego stadionu. Wejchert twierdzi, że mimo to szefowie ITI nie doczekali się podziękowania z żadnej strony. "Spotykamy się z niezrozumieniem, nawet ze strony polityków. Mimo że Legia nie miała nigdy tak dobrych wyników jak podczas ostatnich czterech lat" - mówił.
Czy Legia ma szansę zostać klubem na miarę Manchesteru United? "Wierzę, że tak, chociaż spotykają nas same przykrości, wydajemy ogromne pieniądze, jesteśmy oszukiwani. Jeżeli sytuacja się nie zmieni, to nie wykluczam, że się wycofamy" - odpowiedział.