Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

"Szymkowiak" dołączył do kolegów

czwartek, 21 stycznia 2010 14:21 galeria
"Szymkowiak" dołączył do kolegów
fot. turi
turi

Chińczyk Dong Fangzhuo, który przyleciał do Mijas wczoraj w nocy, wziął udział w porannym treningu i od razu zyskał nową ksywkę. Fangzhou to już "Szymkowiak" i nic dziwnego - naprawdę jest podobny do byłego piłkarza Widzewa. Chińczyk nie ćwiczył jeszcze na pełnych obrotach - kiedy legioniści pracowali nad siłą biegu, on truchtał wokół boiska z Takesure Chinyamą, Kibu i Markiem Jóźwiakiem. Potem jednak wziął udział w gierce na utrzymanie i radził sobie całkiem nieźle mimo bariery językowej.
Fotoreportaż z treningu - 41 zdjęć Mishki

"Szymkowiak" wygląda na komunikatywnego gościa - szybko nawiązał kontakt z drużyną, jest uśmiechnięty i zadowolony. Na razie w aklimatyzacji pomaga mu Inaki Astiz.


Legioniści pracowali dziś nad kondycją. "To siła biegu panowie" - krzyczał Ryszard Szul, demonstrując jak piłkarze powinni wbiegać pod górę wieloskokiem i sprintem. "Zbiegamy na luzie. Tak jakbyście wrzucali luz w aucie. Rozumiesz Grzelu?" - pytał przy okazji innego ćwiczenia. "Nie tak, to ch...a" - skwitował próbę Grzelaka.
Grzelak za każdym razem wbiegał na górę, robiąc osiem skoków. "Osiem to słabo, musi być siedem!" - mobilizował go Szul. "Grzelu, zrób sześć, to dziś dostaniesz wolne" - śmiał się Jan Urban. "Tak, zrób sześć, potem kontuzja i pół roku wolnego" - zażartował któryś z legionistów, obserwujących zmagania kolegi.


Po zajęciach z Szulem nadszedł czas na zajęcia czysto piłkarskie. Legioniści grali na małym polu, starając się jak najdłużej utrzymać przy piłce. "10 podań i zapisujemy wam punkcik" - wyjaśnił zasady Jacek Magiera. Piłkarzom z pola szło nieźle, gorzej z zadaniem radzili sobie bramkarze. "Kostia, czy ty śpisz? Kostia, piłka! Kostia, skoncentruj się" - co chwilę pokrzykiwali do Machnowskiego koledzy z jego małego "teamu". Faktycznie, "Ruski" notował sporo strat.


W gierce wziął udział "Szymkowiak", który jednak nie chciał podzielić się wrażeniami z pierwszego treningu. "Nie mogę, może później, na razie idę odwiedzić doktora" - wskazywał bandaż na swojej dłoni.




















fot. turi

Udostępnij