Legia na zgrupowaniu w Hiszpanii pracowała ciężej niż zwykle. Maciej Iwański, choć uczestniczył tylko w części obozu przygotowawczego, także odczuł obciążenia. "Nigdy nie trenowaliśmy lekko, ale teraz było jeszcze mocniej. Pokazują to też wyniki sparingów. Tyle że wcześniej było tak, że świetnie wyglądaliśmy w spotkaniach kontrolnych, nawet 4:0 ograliśmy Dynamo Kijów, a potem w lidze nie potrafiliśmy już tego powtórzyć" - mówi w rozmowie z Polską Iwański.
Iwański: Zawsze powinniśmy mieć coś ekstra
Rozgrywający Legii, podobnie jak trener Urban, uważa że problemem Legii nie jest przygotowanie fizyczne. Legioniści, według systemu Amisco biegają więcej niż pozostali. Zdaniem Iwańskiego przyczepić można się do stylu gry. "Było oczywiste, że wielu naszych rywali zamierza murować bramkę. Mimo to często biliśmy głową w mur. Nie mieliśmy pomysłu, jak zaatakować. A powinniśmy zawsze mieć przygotowane coś ekstra. Coś, co w trudnych momentach pozwoli nam wygrać" - mówi.
Legionista już dość dawno wypowiedział się o zbyt ciężkich piłkach, jakimi grają drużyny w lidze oraz o tym, że przy uderzeniach z rzutów wolnych celuje w wentyl. Odnośnie wagi piłek, Iwański nadal podtrzymuje swoje zdanie. "Mogę dalej te kontrowersje wywoływać. Podtrzymuję, że piłki, którymi gramy, są zbyt ciężkie. (...) Ja sobie tego nie wymyśliłem! Nasz trener bramkarzy od pół roku waży piłki i bywało tak, że na 20 sztuk 17 nie miało prawidłowej wagi. To czym my trenujemy: piłką do nogi czy koszykówki? " - pyta retorycznie. Iwański wyjaśnia, że nie kopie piłki w wentyl, a jedynie ustawia ją... wentylem w stronę bramki. "Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak się ustawi piłkę wentylem, to silniej leci i od tamtej pory tak robię. Może to kogoś śmieszyć" - wyjaśnia.
Ostatnio Iwański często wystawiany jest na pozycji defensywnego pomocnika, przez co rzadziej zapędza się pod bramkę przeciwnika. "Mogę grać jako defensywny pomocnik, nie obrażam się, bo wiem, że jestem potrzebny trenerowi na tej pozycji, ale automatycznie stworzę 70 proc. mniej akcji z przodu. Gdy zbliżam się do 30 m od bramki, muszę powiedzieć stop, bo trzeba czekać, czy nie będzie jakiejś "zbitki". Dziennikarze czy kibice siedzący na trybunach nie zawsze o tym wiedzą" - mówi.
Do tej pory Legia, zdaniem Iwańskiego, nie wykorzystywała swojego potencjału nawet w połowie. "Jeżeli uda nam się to zmienić, w maju cieszyć się będziemy z tytułu!" - kończy rozmowę z Polską.