-Jak Pan zareagował na powołanie?
Maciej Żurawski: Spodziewałem się tego, bo czytałem wywiady z trenerem Engelem, który obiecywał, że będę wśród zawodników nominowanych na ten mecz. Nie jestem więc zaskoczony. Podchodzę do wszystkiego spokojnie. To moja kolejna szansa, chcę udowodnić trenerowi, kolegom i sobie, że miejsce w kadrze nie jest na wyrost.
-Jednak termin meczu, szczególnie dla piłkarzy polskiej ligi, nie jest wymarzony...
- Zgadzam się. Na pewno nie będziemy błyszczeć świeżością. Ale na to nic nie można poradzić. Trzeba tylko stawić czoło tego rodzaju trudnościom. Ja pocieszam się tym, że przynajmniej pogoda i boisko będą dobre. Gorzej, gdybyśmy grali w Polsce - na mrozie, w śniegu lub deszczu.
-Jesienią w lidze strzelał Pan gola za golem, a powołania do kadry nie było.
- Bo w reprezentacji konkurencja jest ogromna. Trener wybierał innych, a ja cierpliwie czekałem. I doczekałem się.
-Jak Pan oceni swoją obecną formę?
- Czuję się wyśmienicie, ale nie potrafię zupełnie powiedzieć, w jakiej formie jestem. Graliśmy co prawda z Wisłą kilka sparingów, ale odbywały się one w kiepskich warunkach i na ich podstawie ciężko określić dyspozycję.
-Trzy dni po meczu z Wyspami Owczymi zespół Engela gra z Irlandią Północną. Przyjadą zawodnicy z zagranicy...
- Ale na pewno zostanie kilku z polskiej ligi, którzy zagrają również z Irlandczykami. Mam nadzieję, że będę wśród tych szczęściarzy. O wszystkim zdecyduje jednak rywalizacja podczas treningów i mecz.
-Emmanuel Olisadebe, Paweł Kryszałowicz i Marcin Żewłakow mogą być chyba pewni wyjazdu na MŚ. A kandydatów do ataku jest oprócz Pana kilku: Igor Sypniewski, Artur Wichniarek, Andrzej Juskowiak...
- Z tego, co wiem, pojedzie pięciu napastników. Ja jestem w stanie podjąć rywalizację z każdym. I spokojnie czekam.
-Czy gdyby grał Pan za granicą, byłoby łatwiej wedrzeć się do kadry?
- W Polsce przychodzi taki moment, że aby podnosić umiejętności, trzeba wyjechać. Za granicą gra się z silniejszymi partnerami przeciw lepszym przeciwnikom. Od nich się człowiek uczy, nabiera doświadczenia, ogrania. I łatwiej trafić do kadry. Wystarczy zresztą spojrzeć na skład reprezentacji. Widać, jakie są proporcje zawodników z ligi polskiej i z zagranicy.
-Czy dla Pana moment, w którym trzeba wyjechać, nadszedł?
- Nie. Chcę z Wisłą walczyć o mistrzostwo Polski, a potem o Ligę Mistrzów. Myślę o grze w zachodnim klubie, lepszej lidze, ale teraz nie zaprzątam sobie tym głowy.
-A mundialem?
- Każdy piłkarz o tym myśli. Ale ja jestem skromnym człowiekiem. Wyjazd do Korei to moje największe, nadrzędne marzenie na ten rok, ale przesadziłbym, mówiąc, że to sprawa życia i śmierci.
-W dniu meczu z Wyspami Owczymi na olimpiadzie w Salt Lake City walczy Adam Małysz. Nie zobaczy Pan tego w telewizji...
- Szkoda. Ale mówi się trudno. Coś za coś. Małyszowi życzę medalu, a sam skoncentruję się na meczu z Wyspami Owczymi.
Rozmawiał Robert Błoński