-Oczekiwał Pan na powołanie od Jerzego Engela?
Euzebiusz Smolarek: Jest dla mnie zaskoczeniem, choć marzyłem o nim. Każdy chciałby być w kadrze, każdy chciałby grać na mundialu. Więcej chcieć nie można.
-Wie Pan, czego oczekuje po Panu trener Engel?
- Nie wiem. Ale na pewno dobrej gry.
-Kiedyś trener mówił, że podoba mu się Pański drybling, ale strzela Pan za mało goli. A on na mundial potrzebuje egzekutorów.
- Pierwszy raz o tym słyszę, ale ilekroć przyjeżdżałem do Polski na mecz młodzieżówki, zawsze strzelałem bramkę. W Feyenoordzie ostatnio nie grałem i nie strzelałem - byłem chory.
-Jak teraz z formą?
- Myślę, że dobrze. Po chorobie nie ma już śladu.
-Wierzy Pan w wyjazd do Korei i Japonii?
- A dlaczego nie? Skoro trener mnie powołał, to chyba widzi dla mnie szansę.
-Ostatniego gola dla Polski na mundialu zdobył Włodzimierz Smolarek w meczu przeciw Portugalii. Teraz w Korei kadra Jerzego Engela gra z Portugalczykami drugi mecz grupowy - zupełnie tak jak 16 lat temu. Może tym razem też Smolarek rozstrzygnie spotkanie...
- Wszystko jest możliwe. Ale na razie nie jadę do Korei tylko na Cypr. Tam muszę udowodnić, że na mundial warto mnie zabrać, a potem jeszcze wywalczyć miejsce w jedenastce. Droga bardzo daleka, ale pojadę na mecz z Irlandią Płn. i będę walczył. Zobaczymy, co to da.
-Jak ojciec zareagował na to powołanie?
- Gratulował mi, ale o to, co czuł, trzeba by zapytać jego.
-Czym mistrzostwa świata są dla Pana?
- Najważniejszym celem, największym marzeniem. Teraz może troszkę bliższym niż jeszcze parę dni temu.
Rozmawiał Dariusz Wołowski