
Jest jednym z najbardziej utalentowanych koÂszykarzy młodego pokolenia. Przed dwoma laty wraz ze starszynn o rok Kamilem Sulimą poproÂwadził Legię do mistrzostwa Polski. Na razie juÂniorów, ale nie ukrywa, że w przyszłości chciałby osiągnąć podobny sukces w seniorach. Oczywiście z Legią!
-Twoim najwięksrym dotychczasowym osiągnięciem było zdobycie mistrzostwa Polski.
- Jeśli chodzi o sukcesy sportowe, to niewątpliwie tak. Moment, w któryan wspólnie z kolegami z druÂżyny i trenerem Jackiem Łączyńskim odbieraliśmy puchar, pozostanie na zawsze w mojej pamięci. Dlatego tamte dni i ekipę chłopaków, z którymi miałem okazję grać przez cały okres juniorski do dziś darzę wielkim sentymentem. Niestety, z tamÂtego składu tylko ja, Robert Żuk i Michał PolanowÂski [aktualnie występuje w Polonii-Warbud - przyp. red.] mieliśmy szansę choć na chwilę poÂsmakować parkietu ekstraklasy. Mówię niestety, ponieważ większość z tych naprawdę utalentowaÂnych i pełnych zapału chłopaków zdążyła już zreÂzygnować z koszykówki.
-Z juniorów srybko trafiłeś do pierwszego zespołu.
- Rzeczywiście, bo już w trzeciej klasie szkoły średÂniej zacząłem pierwsze treningi z drużyną senioÂrów, która wówczas występowała na zapleczu ekstraklasy. Umiejętnościami technicznymi i szybkością nie ustępowałem już wtedy moim starÂszym kolegom, jednak ich siła i rutyna brała górę. Wtedy bardzo pomógł mi mój przyjaciel Robert Żuk, który miał już za sobą dwa sezony w pierwÂszym zespole. Był dla mnie kimś w rodzaju psychoÂloga. Wierzył we mnie od początku i cały czas poÂwtarzał, że dam sobie radę w tym zespole. Jestem mu za to bardzo wdzięczny.
-Wielkim problemem dla młodych zawodników są przepisy PLK dopuszczające do gry w każdym zespole ekstraklasy nieograniczoną liczbę koszykarzy zza graÂnicy. Nie boisz się, że z tego powodu długo jeszcze nie otrzymasz szansy na grę w ekstraklasie?
- Oczywiście, że istnieje taka ewentualność. W paÂnującym obecnie systemie kategorii open nawet naÂsi reprezentanci spychani są na ostatnie miejsca ławki rezerwowych. Pretensję mogą mieć jednak tylko do siebie. Stawiane przez nich wygórowane żądania finansowe wymuszają na klubach zatrudÂnianie zawodników zza granicy, którzy umiejętnośÂciami od nich nie odbiegają, a są czasem i kilka raÂzy tańsi. Mnie obecna sytuacja jeszcze nie depryÂmuje. Doskonale wiem, że tylko cierpliwość, wytÂrwałość i ciężka praca na treningach jest w stanie zapewnić mi późniejszy byt w ekstraklasie.
-Może dobrym pomysłem byłaby więc przynajmniej na razie gra w I lidze [bezpośrednie zaplecze PLKÂprzyp. red.]?
- Pomysł jest bardzo dobry, problem polega na tym, że nie miałem zbyt wielu okazji, by zaprezenÂtować swoje umiejętności grając przeciwko drużyÂnom I-ligowym, a tylko wówczas trener takiego zesÂpołu mógłby dostrzec mój talent. Byłem wprawdzie kilka dni w Lublinie, ale trener Mołłow [szkolenioÂwiec AZS-u Lublin - przyp. red.] stwierdził, że skoÂro ma dawać szansę ogrania 19-letniemu juniorowi z Warszawy, to woli wprowadzać do zespołu swojego wychowanka. Wygląda na to, że pisane jest mi po prostu zostać
w ukochanej Legii i gra dla jej wiernych kibiców. Nigdy nie ukrywałem zresztą, że jest to moje największe maÂrzenie.
-Szansą na przebicie się poÂzostają więc poza treningami mecze towarzyskie. Ostatnio wystąpiłeś w Turnieju MazoÂvia Cup i zaprezentowałeś się z bardzo dobrej strony. MyśÂlisz, że wykorzystałeś szansę?
- Chyba tak. Dla mnie turÂniej ten był ogromną szanÂsą, by zagrać w końcu w prawdziwych meczach, a dobry występ spowodowaÂny był przede wszystkim ogromnym głodem parkieÂtu.
-Jak udało nam się dowieÂdzieć, Twój występ nie pozoÂstał niezauważony.
- Tak naprawdę już nieco wcześniej spotkałem się ze Zbyszkiem Masewicza, właścicielem Athletes in AcÂtion, organizacji zajmującej
się rozpowszechnianiem chrześcijaństwa wśród sportowców na całym świecie. To on zaproponował mi wyjazd do college'u w Stanach Zjednoczonych.
- I jak nietrudno zgadnąć, zgodziłeś się?
- Na razie wyraziłem duże zainteresowanie tą proÂpozycją i czekam, co z tego wyniknie. Jestem jedÂnak dobrej myśli i mam nadzieję, że wkrótce rozÂpocznę naukę w Stanach.
-Wynika z tego, że łatwiej jest przebić się do college'u w USA, niż do gry w polskiej ekstraklasie.
- Niewątpliwie tak. Do college'u może trafić prakÂtycznie każdy, kto ukończył szkołę średnią. W moÂim przypadku nie jest to jednak kwestia załatwieÂnia sobie pierwszego lepszego college'u. Wiele z nich występuje w podrzędnych dywizjach. Nie ukrywam, że chciałbym trafić do któregoś z tych najlepszych, bo tylko tam jest możliwość regularÂnej gry przeciwko największym gwiazdom ligi uniÂwersyteckiej, a przez to konsekwentnego podnoszeÂnia swoich umiejętności.
-To właśnie z ligi uniwersyteckiej rekrutuje się więkÂszość graczy NBA. Piotr Paprocki będzie pierwszym PoÂlakiem w najlepszej koszykarskiej lidze świata?
- To jeszcze daleka przyszłość, choć o tym marzy pewnie każdy dzieciak zaczynający grać w koszyÂkówkę. Zresztą mój wyjazd do Stanów wymaga jeszcze dużo czasu i dopełnienia wielu formalnoÂści. Na razie koncentruję się więc na teraźniejszoÂści. Niedawno przeszedłem operację kolana, która na szczęście zakończyła się pozytywnie. Teraz cierpliwie czekam na powrót do pełnej sprawnoÂści. NBA pozostaje więc raczej w sferze marzeń. Choć z drugiej strony, jeśli ktoś wytrwale dąży do celu, to wszystko jest możliwe. Wierzę, że i ja taÂki cel osiągnę.
Rozmawiał Krzysztof Mocek

Wywiad
Z Legii do NBA?
środa, 30 stycznia 2002 23:48
Piotr Paprockiźródło: Nasza Legia