Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Z Legii do NBA?

środa, 30 stycznia 2002 23:48
Piotr Paprockiźródło: Nasza Legia

Piotr Paprocki - wychowanek Legii - fot.Paweł Wargenau
fot. Paweł Wargenau

Jest jednym z najbardziej utalentowanych ko­szykarzy młodego pokolenia. Przed dwoma laty wraz ze starszynn o rok Kamilem Sulimą popro­wadził Legię do mistrzostwa Polski. Na razie ju­niorów, ale nie ukrywa, że w przyszłości chciałby osiągnąć podobny sukces w seniorach. Oczywiście z Legią!

-Twoim najwięksrym dotychczasowym osiągnięciem było zdobycie mistrzostwa Polski.

- Jeśli chodzi o sukcesy sportowe, to niewątpliwie tak. Moment, w któryan wspólnie z kolegami z dru­żyny i trenerem Jackiem Łączyńskim odbieraliśmy puchar, pozostanie na zawsze w mojej pamięci. Dlatego tamte dni i ekipę chłopaków, z którymi miałem okazję grać przez cały okres juniorski do dziś darzę wielkim sentymentem. Niestety, z tam­tego składu tylko ja, Robert Żuk i Michał Polanow­ski [aktualnie występuje w Polonii-Warbud - przyp. red.] mieliśmy szansę choć na chwilę po­smakować parkietu ekstraklasy. Mówię niestety, ponieważ większość z tych naprawdę utalentowa­nych i pełnych zapału chłopaków zdążyła już zre­zygnować z koszykówki.

-Z juniorów srybko trafiłeś do pierwszego zespołu.

- Rzeczywiście, bo już w trzeciej klasie szkoły śred­niej zacząłem pierwsze treningi z drużyną senio­rów, która wówczas występowała na zapleczu ekstraklasy. Umiejętnościami technicznymi i szybkością nie ustępowałem już wtedy moim star­szym kolegom, jednak ich siła i rutyna brała górę. Wtedy bardzo pomógł mi mój przyjaciel Robert Żuk, który miał już za sobą dwa sezony w pierw­szym zespole. Był dla mnie kimś w rodzaju psycho­loga. Wierzył we mnie od początku i cały czas po­wtarzał, że dam sobie radę w tym zespole. Jestem mu za to bardzo wdzięczny.

-Wielkim problemem dla młodych zawodników są przepisy PLK dopuszczające do gry w każdym zespole ekstraklasy nieograniczoną liczbę koszykarzy zza gra­nicy. Nie boisz się, że z tego powodu długo jeszcze nie otrzymasz szansy na grę w ekstraklasie?

- Oczywiście, że istnieje taka ewentualność. W pa­nującym obecnie systemie kategorii open nawet na­si reprezentanci spychani są na ostatnie miejsca ławki rezerwowych. Pretensję mogą mieć jednak tylko do siebie. Stawiane przez nich wygórowane żądania finansowe wymuszają na klubach zatrud­nianie zawodników zza granicy, którzy umiejętnośÂ­ciami od nich nie odbiegają, a są czasem i kilka ra­zy tańsi. Mnie obecna sytuacja jeszcze nie depry­muje. Doskonale wiem, że tylko cierpliwość, wyt­rwałość i ciężka praca na treningach jest w stanie zapewnić mi późniejszy byt w ekstraklasie.

-Może dobrym pomysłem byłaby więc przynajmniej na razie gra w I lidze [bezpośrednie zaplecze PLK­przyp. red.]?

- Pomysł jest bardzo dobry, problem polega na tym, że nie miałem zbyt wielu okazji, by zaprezen­tować swoje umiejętności grając przeciwko druży­nom I-ligowym, a tylko wówczas trener takiego zes­połu mógłby dostrzec mój talent. Byłem wprawdzie kilka dni w Lublinie, ale trener Mołłow [szkolenio­wiec AZS-u Lublin - przyp. red.] stwierdził, że sko­ro ma dawać szansę ogrania 19-letniemu juniorowi z Warszawy, to woli wprowadzać do zespołu swojego wychowanka. Wygląda na to, że pisane jest mi po prostu zostać
w ukochanej Legii i gra dla jej wiernych kibiców. Nigdy nie ukrywałem zresztą, że jest to moje największe ma­rzenie.

-Szansą na przebicie się po­zostają więc poza treningami mecze towarzyskie. Ostatnio wystąpiłeś w Turnieju Mazo­via Cup i zaprezentowałeś się z bardzo dobrej strony. MyśÂ­lisz, że wykorzystałeś szansę?

- Chyba tak. Dla mnie tur­niej ten był ogromną szan­są, by zagrać w końcu w prawdziwych meczach, a dobry występ spowodowa­ny był przede wszystkim ogromnym głodem parkie­tu.

-Jak udało nam się dowie­dzieć, Twój występ nie pozo­stał niezauważony.

- Tak naprawdę już nieco wcześniej spotkałem się ze Zbyszkiem Masewicza, właścicielem Athletes in Ac­tion, organizacji zajmującej
się rozpowszechnianiem chrześcijaństwa wśród sportowców na całym świecie. To on zaproponował mi wyjazd do college'u w Stanach Zjednoczonych.

- I jak nietrudno zgadnąć, zgodziłeś się?

- Na razie wyraziłem duże zainteresowanie tą pro­pozycją i czekam, co z tego wyniknie. Jestem jed­nak dobrej myśli i mam nadzieję, że wkrótce roz­pocznę naukę w Stanach.

-Wynika z tego, że łatwiej jest przebić się do college'u w USA, niż do gry w polskiej ekstraklasie.

- Niewątpliwie tak. Do college'u może trafić prak­tycznie każdy, kto ukończył szkołę średnią. W mo­im przypadku nie jest to jednak kwestia załatwie­nia sobie pierwszego lepszego college'u. Wiele z nich występuje w podrzędnych dywizjach. Nie ukrywam, że chciałbym trafić do któregoś z tych najlepszych, bo tylko tam jest możliwość regular­nej gry przeciwko największym gwiazdom ligi uni­wersyteckiej, a przez to konsekwentnego podnosze­nia swoich umiejętności.

-To właśnie z ligi uniwersyteckiej rekrutuje się więk­szość graczy NBA. Piotr Paprocki będzie pierwszym Po­lakiem w najlepszej koszykarskiej lidze świata?

- To jeszcze daleka przyszłość, choć o tym marzy pewnie każdy dzieciak zaczynający grać w koszy­kówkę. Zresztą mój wyjazd do Stanów wymaga jeszcze dużo czasu i dopełnienia wielu formalno­ści. Na razie koncentruję się więc na teraźniejszo­ści. Niedawno przeszedłem operację kolana, która na szczęście zakończyła się pozytywnie. Teraz cierpliwie czekam na powrót do pełnej sprawno­ści. NBA pozostaje więc raczej w sferze marzeń. Choć z drugiej strony, jeśli ktoś wytrwale dąży do celu, to wszystko jest możliwe. Wierzę, że i ja ta­ki cel osiągnę.

Rozmawiał Krzysztof Mocek

Piotr Paprocki podczas turnieju Mazovia Cup - fot.Paweł Wargenau
fot. Paweł Wargenau

Udostępnij